poniedziałek, 24 lipca 2017

Lipiec na Podlasiu- dzień trzynasty


To był dzień, w którym udało mi się zrealizować coś, co miałam w planach od dawna. Zabrałam babcię na obiad do restauracji.

 

Był to mój prezent urodzinowy. Taka niespodzianka. Babcia nie miała pojęcia gdzie jedzie. Cały misterny plan zachowany był w ścisłej konspiracji. Miała tylko stawić się u mnie o 16.00 i ładnie się ubrać. Przyjechała rowerem. Punktualnie.

Zapakowaliśmy babcię do auta i zawieźliśmy pod najsłynniejszą chyba restaurację w Hajnówce. "Leśny Dworek", bo tak się ów przybytek nazywa, to miejsce, które ja też chciałam odwiedzić. Zwłaszcza po lekturze "Okularnika" (to tu właśnie stołowali się miejscowi notable).


Babcia nie wie, dokąd jedzie...


Restauracja "Leśny Dworek" w Hajnówce




Zamówiliśmy kartacze po białorusku i pucharek lodów dla K. 
Babci cała inicjatywa baaardzo się spodobała. Zgłosiła się nawet do kolejnych takich projektów:)
Tak przeczuwałam, że będzie zadowolona. Znam ją już trochę. I postanowiłam się odwdzięczyć za te wszystkie tony frytek, które serwowała mi kiedyś co piątek. Dlaczego co piątek? A dlatego, że mój tato, który nie pochwalał tego typu jedzenia, pracował w piątki na dwie zmiany, a czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal:) Takie kiedyś miałam z moją babcią układy. Zjadłabym tych frytek jeszcze, oj zjadłabym. Takich właśnie domowych, babcinych, smażonych w garnku.
Tymczasem raczyłyśmy się w "Leśnym Dworku" regionalnymi kartaczami i zimnym piwkiem. Bo kiedy jak nie teraz, podczas mego długiego pobytu na Podlasiu? I z kim jak nie z ukochaną Babunią? Została mi już tylko jedna, więc muszę o nią dbać.




K. właśnie ripostuje moje treści wychowawcze
Kartacze po białorusku
Mają też kącik dla dzieci


Nie ma jak zimne piwko z własną babcią w środku tygodnia :)


Prawnuczka z prababcią
Po wyjściu czekało na nas burzowe niebo
Czarne chmury nad Hajnówką
Zbierało się na burzę

3 komentarze:

  1. Przepiękny gest z Twojej strony! Na pewno super spędzony czas;)

    OdpowiedzUsuń
  2. żałuję ze ja nie mogę babci nigdzie już zabrać . . .

    OdpowiedzUsuń