środa, 26 lipca 2017

Lipiec na Podlasiu- dzień piętnasty



Sobotnie przedpołudnie zleciało głównie na przygotowaniach do przyjęcia z okazji chrztu, na który byliśmy zaproszeni. 


Połowę dnia zmarnowałam na malowanie paznokci, a i tak ostatecznie pojechałam na imprezkę w niepomalowanych. Mogłam wykorzystać te kilka godzin inaczej, zamiast wkurzać się na nieschnące lakiery i przez to na cały świat.  Po rocznej przygodzie z hybrydami zwykłe lakiery mnie już nie zadowalają. A hybrydy, skądinąd takie wspaniałe, uczulają mnie. Niby nie mam potrzeby malowania paznokci, niby moje paznokcie po przerwie od hybryd wyglądają całkiem dobrze niepomalowane, ale jednak wakacje sprawiają, że chciałoby się na nie zarzucić jakiś egzotyczny kolor. Cóż, kobieca logika.
Tak czy siak, frustracja związana z malowaniem paznokci i ich zmywaniem zepsuła mi dzień:(



Jabłka się sypią jak choinka na Trzech Króli

A potem był chrzest, na który pojechaliśmy wraz z rodzicami. Imprezka w rodzinnym gronie, w bardzo fajnym lokalu "Lewar" w Bielsku Podlaskim. Jedzenie i wystrój pierwsza klasa. Polecam zwłaszcza kiszkę ziemniaczaną- tutejszy specjał. Tort bezowy też był wyśmienity.
Tak więc nie ma tego złego... druga połowa dnia zrekompensowała pierwszą.


Torebka musi być

Jedziemy na chrzciny

Tort

Ja z niezrobionymi paznokciami :)
Mój mąż obsypany kwieciem:)
My w szybie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz