wtorek, 5 grudnia 2017

To se ne vrati- listopad 2017 w zdjęciach


 

Nawet się cieszę, że nastał już grudzień. A listopad? Był tak smętny, że musiałam go sobie umilać na milion sposobów. Od zmiany koloru włosów począwszy, na powiększeniu rodziny skończywszy.


Tak, wybrałam się w drugiej połowie miesiąca do fryzjera z zamiarem zrobienia odrostu. Wyszłam z salonu ruda. Nie ma to jak spontan w listopadzie! Najpierw mi się podobało, teraz tęsknię za blondem.


Zostałam rudzielcem


Listopadowe dni umilał nam kotek, którego przygarnęliśmy (KLIK). To była też baaardzo spontaniczna decyzja. Kotka szybko się zaadaptowała i właściwie jest bardzo grzeczna. Czasem tylko, kiedy myli jej się dzień z nocą, musimy się przed nią zamykać w sypialni. Właśnie kiedy powstaje ten wpis, kot leży mi na brzuchu i mruczy. 

I tak mu mija dzień za dniem...

Wieczorami układałam puzzle z tysiąca elementów. To było nie lada wyzwanie. Wymagało ode mnie dużo cierpliwości. Byłam z siebie bardzo dumna, aż do momentu, kiedy w Lidlu zobaczyłam puzzle 3000 elementów.


Nabytek z Biedry


Tydzień mi zeszło


Poza tym zastała nas zima. Sfotografowałam pierwszy śnieg i ucieszyłam się z niego jak dziecko.


Zimowo


Pierwszy śnieg


Drugi śnieg


W listopadzie odnalazłam też książkę z dzieciństwa, której szukałam od kilku lat. Nie pamiętałam tytułu, ani autora. Wypożyczyłam ją w wieku 11 lat w szkolnej bibliotece. Pamiętałam tylko, że okładka była jakby trochę zielona, autor jakby zagraniczny i że bohaterami były dzieci bawiące się na wrzosowiskach. Szukałam w bibliotekach. Przeszukałam wszystkie blogi i fora o starych książkach. Nic. Moja dawna biblioteka szkolna wiele lat temu została przeniesiona w inne miejsce. Ale pomyślałam, że skoro nie ma innych możliwości, może tam będzie jakiś ślad. Wysłałam mamę na przeszpiegi. Mama przewertowała stare księgi inwentarzowe od 1989 roku. Dyktowała mi przez telefon potencjalne tytuły. A ja wpisywałam każdy z nich w google. I stało się. Chodziło o książkę z 1991 roku "Zwycięstwo Polly" L.T.Meade. Znalazłam ją w internetowym antykwariacie i natychmiast zakupiłam za całe 3 zł. Jestem już w połowie czytania. Kto mnie zna, wie że mam hopla na punkcie dawnych książek dla dzieci i młodzieży. W czasach, kiedy nie było takiego przebodźcowania, książki te dawały mi maksimum przyjemności. Teraz czyta się je trochę inaczej.
Chociaż na przykład "Szóstą klepkę" M.Musierowicz, którą sobie niedawno sprawiłam czyta mi się równie przyjemnie jak dwadzieścia lat temu. Jest to pierwsza część, otwierająca serię zwaną Jeżycjadą (od poznańskiej dzielnicy Jeżyce, gdzie rozgrywa się akcja całej serii). Przeczytałam wszystkie 21 jakże ciepłych książek autorki i teraz zaczynam od nowa delektowanie się losami poznańskich bohaterów.



Nad Jeziorem Bartąg


Niedzielna wyprawa
Przed występem na Dzień Niepodległości


Wydobywanie pierzgi na Podlasiu- KLIK


Niedzielne ciasto drożdżowe


Trochę przypalone, ale dobre


Stwarzam klimat

Poza tym mam naprawiony odkurzacz, zakończyło się szaleństwo z biedronkowymi naklejkami (w tym miesiącu do grona naszych świeżaków dołączyły Marchewka Marysia, Rzodkiewka Żaneta i Groszek Grześ) i wypełniłam formularz zgłoszeniowy do programu "1 z 10". 
Zainwestowałam w miód manuka, nauczyłam się robić "oszukany warkocz", przestałam jeść pieczywo i sporo schudłam.
Ciągle łapię się za jakieś zajęcia, bo ta pora roku mnie przytłacza, a smuteczki nie chcą odejść.

2 komentarze:

  1. Cześć Aniu :-) A ja przestałam jeść mięso czyli też z czegoś zrezygnowałam. Wiesz że właśnie grzebię w sieci w poszukiwaniu miodu manuka, a tu widzę, że Ty też się zaopatrzyłas - dasz namiary?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Ilonko, o widzisz, a ja dla odmiany znowu jem mięso w umiarkowanych ilościach. Miód kupiłam w sklepie ekologicznym na Kanta. Był mało ekonomiczny, zjadł się w tydzień😊

      Usuń