środa, 29 listopada 2017

Rodzina nam się powiększyła



Nie wiem jak to się stało. To była zupełnie niekontrolowana decyzja. Podjęta ad hoc. Padło hasło "kot". Padł odzew "olx". Za pół godziny byliśmy już w aucie i jechaliśmy za Olsztyn po dwumiesięcznego kotka.



Kto mnie zna, wie, że lubię prążkowane koty. Kiedyś, tuż po ślubie przygarnęliśmy sobie takiego. Mieszkaliśmy wtedy na osiedlu domków jednorodzinnych, więc nasz kotek był domowo- podwórkowy. On miał wolność i swobodę, a i my nie narzekaliśmy na nadmiar obowiązków przy nim. Taki niezobowiązujący układ. Po roku przeprowadziliśmy się jednak do mieszkania w bloku i stanowczo stwierdziliśmy, że kot w bloku, to nie jest dobry pomysł. Oddaliśmy go do adopcji moim rodzicom. I tak sobie żył u nich pięknych siedem lat. Odwiedzaliśmy go regularnie i był moim oczkiem w głowie. Do tego stopnia byłam w nim zakochana, że nawet nie dałam mu imienia. Był po prostu Kotem.

Z czasem temat przygarnięcia nowego egzemplarza zaczął powracać. Odkładałam to do czasu zakupu nowego mieszkania. Koniecznie chciałam zamieszkać na parterze, ze względu na kota właśnie.W swej wyobraźni widziałam go, jak wychodzi na dwór z balkonu po specjalnej drabince. Pech chciał, że trafiło nam się mieszkanie na trzecim piętrze. Kot na trzecim piętrze? Wykluczone. Odłożyłam plany na daleką przyszłość, w której miałabym się dorobić domu z ogrodem.

Jednak nie dalej jak kilka dni temu, mój mąż mnie podpuścił. Powiedział, że oficjalnie zgadza się na kota i że jak chcemy, to możemy już teraz go sobie sprawić. Córka dostała spazmów radości. Musiałam powiedzieć "taaaaak".


Pierwsze godziny spędzone w kącie


Niektórym to się powodzi...


Nasza mała kotka ma na pierwsze imię Śnieżka, na drugie Mimi i jest dwumiesięcznym uroczo- irytującym maleństwem. Na razie się docieramy. Rozczula mnie kiedy słodko mruczy i doprowadza do szewskiej pasji, gdy drapie kanapę i gryzie kabel od laptopa.

Po raz kolejny życie mnie zaskoczyło. Może i etap pieluch mam już za sobą, ale co mnie podkusiło, żeby wziąć etat przy kuwecie?

2 komentarze:

  1. Gratulacje powiększenia rodzinki:D teraz dopiero się zacznie... drapanie, gryzienie i mnóstwo radości. Bawcie się świetnie! Ka coraz czesciej myślę o adopcji psa tutaj w Hiszpanii. Może wezme przykład z Ciebie i powiem raz kozie śmierć? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję:)Oj, gryzie i drapie, to fakt!!
    Zaryzykuj, potem nie ma już odwrotu :)

    OdpowiedzUsuń