czwartek, 6 lipca 2017

Lipiec na Podlasiu- dzień trzeci


Poniedziałek na Podlasiu minął szybko i barwnie. Było buszowanie w maminym ogrodzie, bukiet z chabrów i rumianków oraz szybka wycieczka na sam skraj Puszczy Białowieskiej.


Najważniejsze to nie odpuszczać i stworzyć sobie atrakcje tam, gdzie pozornie wieje nudą. Dla mnie na przykład atrakcją jest rozwieszanie prania na podwórku pod jabłonią zamiast na balkonie w bloku. Zwłaszcza gdy robi się to na boso, w towarzystwie rudego kota i przy akompaniamencie rudzików pleszek. Ptaki te upodobały sobie podwórko w sąsiedztwie moich rodziców. Widzę je i słyszę każdego dnia. Na płocie, na chodniku, na gałęzi. Są cudne i zabawne. Inną atrakcją jest leżenie na trawie i gapienie się w niebo. Mogłabym się tak relaksować godzinami...


No make up





Pleszka- samiec












Po południu zabrałam córkę do ogrodu. Czego tam nie jadłyśmy? Maliny, liście mięty, porzeczki czerwone i czarne, czereśnie, sałata, truskawki, agrest, szpinak, jarmuż...Wszystko aż się prosiło, by trochę spróbować.
Potem przespacerowałyśmy się na plac zabaw, robiąc po drodze kolejny bukiet z polnych kwiatów. Przebywanie na świeżym powietrzu i kontakt z naturą jest czymś, o czym powinno się pamiętać każdego dnia. Niestety, człowiek siedząc w murach często o tym zapomina.



Zrywamy malinki
Czarną porzeczkę też już trzeba będzie zerwać lada dzień
Króliczek :)
Słodkie czereśnie- szkoda, że tak ich mało...
Delektujemy się świeżą sałatą

Truskawki zabezpieczone przed szpakami


Bukiet z polnych kwiatów




Wieczorem pojechaliśmy na skraj puszczy, by napoić pszczoły. Ciut za krótko tam zabawiliśmy, ale cóż zrobić...







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz