środa, 12 lipca 2017

Lipiec na Podlasiu- dzień szósty


Czas na Podlasiu leci zaskakująco szybko. Kolejny dzień za nami. Po południu się rozpogodziło i można było korzystać ze świeżego powietrza.



Jakiś ciężki był ten dzień dla wszystkich... Z braku laku obejrzałam sobie kultowy "Mulholland Drive" Lyncha i przeżyłam rozczarowanie. Nic z tego filmu nie wyniosłam, oprócz niepokoju, którym jest przeszyta niemalże każda scena.

Moje dziecko tego dnia też było wyjątkowo marudzące, mimo że codziennie chodzi na kilkugodzinne warsztaty do wiejskiej świetlicy. Zrobiła już tam i piękny kolorowy łapacz snów, i pióropusz, i antystresowe gniotki z baloników i mąki ziemniaczanej, malowała farbami... jednak dla mojej żądnej wrażeń córki to wciąż za mało.

Musiałam więc wspiąć się na wyżyny kreatywności i wymyślić jakąś zabawę. Zabrałam ją na spacer polną piaszczystą drogą. Nie był to jednak zwykły spacer, bo taki by tego dnia zdecydowanie nie przeszedł:)
Oznaczałyśmy drogę różnymi znakami-symbolami tworzonymi z kwiatów, szyszek, patyków, kamieni, a wracając szukałyśmy ich. Zaszłyśmy po drodze pod starą kapliczkę (grobowiec) św. Tomasza, w której kiedyś był magazyn wojsk radzieckich.



Tak nudziło się moje dziecko
Jarmuż jak marzenie














Moja dawna podstawówka pod dębami

Mój czwartkowy obiad

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz