poniedziałek, 31 lipca 2017

Lipiec na Podlasiu- dzień szesnasty


Szesnaście dni na Podlasiu. Wow. Zazdroszczę sama sobie. Ostatniego dnia też było ciekawie.


Najpierw pojechaliśmy na kawkę do teściowej, pitą na dworze, a jakże. Dostaliśmy wiejskie jajka i miód od szwagra.

Drzwi od stodoły

W drodze do moich rodziców zatrzymaliśmy się na skraju puszczy, wśród starych dębów. Jest tu taki fajny zajazd, w którym kiedyś na pewno zrobimy sobie piknik lub ognisko.














Ostatnim punktem programu naszych wakacji na Podlasiu, były urodziny mojej chrześniaczki. Najedzeni słodkościami do pełna, wyruszyliśmy w drogę na Warmię.
Długi był to czas. Płynął całkiem inaczej niż w Olsztynie. Wolniej, leniwiej. Pobyłam z rodziną, poobcowałam z przyrodą, odwiedziłam stare kąty. Gdyby nie to, że w sumie mogę pracować z każdego miejsca na ziemi, nie mogłabym sobie na to pozwolić. A tak to i wilk syty, i owca cała. I pokochałam Podlasie na nowo.

Autobus miejski w Hajnówce

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz