czwartek, 13 lipca 2017

Lipiec na Podlasiu- dzień siódmy i ósmy


Gościć w lipcu na Podlasiu i nie wpaść na Noc Kupały to jak być w górach i nie wejść na szlak. W piątek wieczorem wybraliśmy się więc na największą lokalną imprezę w Narewce.



Przedtem jednak zaliczyliśmy rodzinnego grilla i kupiłam sobie odjazdowe okulary w Arhelanie (tutejsza znana sieć sklepów).


Jedziemy do Narewki


Przymiarka oksów w sklepie

A imprezka w plenerze? Cóż, szybko minęła, ale tak to jest, gdy się spotyka znajomych sprzed 10 lat. Noc Kupały ma to do siebie, że jest kompletnie nieprzewidywalna. Był i białoruski folklor, i tańce w rytmie disco-polo pod sceną, i degustacja regionalnej wódeczki, i wata cukrowa, i pokaz fajerwerków, i nawet lokalni celebryci. Oraz dużo rozmów przeplatanych śmiechem. Przegapiliśmy puszczanie wianków na wodzie. Godziny upływały nie wiadomo kiedy.














Ogniska nad rzeką


Sobota okazała się dla mnie absolutnie niewydolnym energetycznie dniem. No, ale co się dziwić... Kiedy w moim wieku imprezuje się do trzeciej nad ranem, nie ma co liczyć na cud. Nie jadłam do osiemnastej, zapadałam w drzemki. Za to, kiedy już doszłam do formy, przyrządziłam iście królewską kolację-makaron z tuńczykiem i oliwkami w sosie pomidorowym. Z koperkiem i szczypiorkiem wprost z ogrodu. 

Moja córka też bawiła się świetnie bez rodziców:)


Zakupy na kolację na tylnym siedzeniu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz