wtorek, 4 lipca 2017

Lipiec na Podlasiu- dzień pierwszy




Postanowiłam opuścić na jakiś czas Olsztyn i zamienić Warmię na Podlasie. Spacery po chodnikach zamienić na spacery po łące, a szum samochodów- na szum trawy i drzew.



Nie wiem jak Wy, ale ja na przykład kocham zmieniać otoczenie i dość szybko aklimatyzuję się w nowych warunkach (chociaż gdy czasem coś jest nie po mojej myśli, to lubię ponarzekać, oj tak..., ale pracuję nad tym). Z drugiej strony postanowiliśmy w tym w tym roku odpuścić wycieczki po Polsce i zdać się na niskobudżetowe wczasy u rodziców, na Podlasiu właśnie.
A musicie mi uwierzyć na słowo, że Białostocczyzna ma naprawdę wiele do zaoferowania. Przede wszystkim przyrodę, na łonie której mam zamiar spędzać jak najwięcej czasu.














Rokitniczka- ptak, którego ciężko dostrzec, więc moja radość jest podwójna



Już pierwszego dnia mojej przygody na podlaskiej ziemi spędziłam przezajebistych kilka godzin na łąkach nad rzeką Narewka. Złowiłam tam pierwszą w życiu rybę. Uziemiałam się, chodząc na boso po trawie suchej i mokrej, piasku, wodzie. Przedzierałam się przez krzaczory, dając sobie poparzyć stopy pokrzywą. Bo takie już ze mnie dziwadło, co to lubi uczucie pieczenia po pokrzywie, nawet skubnie sobie kilka listków i zje z przyjemnością. A że trochę szczypie w język? Kto by się tam tym przejmował? Trzeba przecież jeszcze przysiąść przy kępie koniczyny i poszukać tej czterolistnej. Trzeba zaczaić się w trzcinach i poczekać, aż ptaszek zapozuje do zdjęcia. Albo piękny bukiet z polnych kwiatów zrobić. I dorodną pieczarkę znaleźć. Cóż z tego, że burza nadciąga? Można ją przeczekać w samochodzie, popijając z butelki marcowy sok z brzozy. Zobaczyć w oddali lisa. A potem zachwycić się tęczą i dalej spacerować na boso po mokrej łące.










Zazdroszczę sama sobie takich doznań.
Moje dziecko też się nieźle bawiło u dziadków, bo kiedy wróciłam wieczorem znad rzeki, ujrzałam taki widok.







A rano, po drodze z Olsztyna do Hajnówki, zrobiliśmy sobie przystanek w Łomży. Tam spróbowaliśmy lodów krakersowych i przysiedliśmy na ławeczce z Hanką Bielicką.




"U Lodziarzy"- polecam!


Ławeczka Hanki Bielickiej w Łomży



Ciekawostka- dwujęzyczne (polsko-białoruskie) nazwy miejscowości


Czy ktoś jeszcze wątpi w magię Podlasia?




3 komentarze:

  1. Aż zazdroszczę! Ja odliczam dni, kiedy będę mogła opuścić Paryż i odpocząć trochę na polskim łonie natury.
    Udanego wypoczynku ! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja z chęcią zamieniłabym Podlasie na Paryż:)

      Usuń
    2. No i sprawdza sie przysłowie : wszedzie dobrze gdzie nas nie ma. Zamieńmy się w takim razie! :)

      Usuń