piątek, 14 lipca 2017

Lipiec na Podlasiu- dzień jedenasty



Jedenasty dzień naszej podlaskich wakacji rozpoczął się wzorcową pogodą. Nawet pomyślałam o zabraniu laptopa na kocyk i pracy na podwórku, ale zanim wygrzebałam się z domu, nastąpiło załamanie pogody.


Moja córka na szczęście zdążyła skorzystać ze słońca, bawiąc się pod chmurką. Potem zaś wystroiła się i poszła na warsztaty do świetlicy, bo tego dnia mieli robić pizzę (nawet przyniosła swój wyrób do degustacji-po dwa gryzy dla każdego).



Moja córka wyrusza na warsztaty do wiejskiej świetlicy





Po południu, za sprawą deszczu, skazani byliśmy na chwilowe uziemienie. Uziemienia, w przeciwieństwie do uziemiania, nie lubię. Jednak kiedy przestało lać, poszłyśmy z K., złożyć wizytę dziadkowi. 




Herbatka rumiankowa jest dobra na wszystko


U dziadka


Zbieranie jabłek

Czyżby makolągwa?
I taki był to właśnie dzień. Toczący się we własnym tempie. Jak to na Podlasiu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz