piątek, 14 lipca 2017

Lipiec na Podlasiu- dzień dziewiąty


Niedziela. Słońce, lekki wiatr. Tyle mi wystarczy.


W południe wybrałam się z mężem na ryby. On wędkował, ja zażywałam szeroko pojętego relaksu, czyli:  

- chodziłam na boso po łąkach,
- naraziłam się bykowi w swym jaskrawym, wręcz płonącym w popołudniowym słońcu outficie,
- opalałam się na kocu pisząc swój dziennik,
- skrolowałam instagramy i fejsbuki, 
- jadłam pokrzywę,
- podziwiałam kwiaty, chmury i całą przyrodę wokół.

Lipcowe niebo

...leżeć w trawie, liczyć chmury...


Byk, który się mną zainteresował do tego stopnia, że szybko musiałam przebierać nóżkami


Potem zaliczyliśmy urodzinowego grilla u teściowej, przespacerowaliśmy się po wsi, spotkaliśmy znajomych, a na sam koniec dnia pojechaliśmy do Hajnówki na festiwal piosenki poetyckiej im. Bułata Okudżawy.



OOTD:)


Są już pierwsze grzyby

Mąż czyta ogłoszenia parafialne



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz