piątek, 14 lipca 2017

Lipiec na Podlasiu- dzień dziesiąty


Dziesiątego dnia naszego pobytu na Podlasiu, postanowiliśmy wyrwać się stąd jednak na parę godzin do Olsztyna. I nawet dobrze nam zrobił taki szybki reset.


Wstaliśmy przed czwartą rano, i wraz ze wschodem słońca ruszyliśmy na północ. Okazały księżyc w pełni wskazywał nam drogę. Łąki parowały. Jakiż cudny był to widok! Jaka szkoda, że ostatnio jakaś niewidzialna siła trzyma mnie w łóżku do siódmej, albo i lepiej. Że też nie żal mi przegapiać takich brzasków?




Piękna jest podlaska przyroda widziana z szyb samochodu... W drodze powrotnej zajechaliśmy do Łomży na lody "U Lodziarzy", ale tego dnia smak mascarpone z bezą mi nie podpasował. Moim faworytem jest więc nadal niezawodny, w stu procentach naturalny olsztyński "Kroczek.



Ulubiona uliczka w Łomży z pięknym widokiem

Następnie zahaczyliśmy jeszcze o Białystok z majestatycznym Pałacem Branickich. Posililiśmy się w tamtejszej galerii z czerwonej cegły (zainspirowałam się pęczakiem z warzywami) i tuż przed zmrokiem wróciliśmy do naszej bazy wypadowej, czyli domu moich rodziców.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz