środa, 5 lipca 2017

Lipiec na Podlasiu- dzień drugi




Pogoda się popsuła, to fakt. Ale nie zepsuje mi to przecież moich podlaskich wakacji.


Niedzielę zaczęłam od spaceru na boso po podwórku. Po zimnej, mokrej ziemi (bo mam aktualnie potrzebę codziennego uziemiania się). Powitałam wszystkie napotkane na trawniku ślimaki. Pojadłam czerwonych porzeczek z krzaczka.






Rybka złowiona wczoraj



Mój obiad








Na obiad, zamiast kurczaka, zjadłam znalezioną wczoraj pieczarkę. Popiłam wszystko przepysznym tradycyjnym w tych stronach chłodnikiem z ogórkiem i szczypiorkiem.

A potem poprosiłam mamę, by dała mi kolorowych nici i rozpoczęłam produkcję makramek. Wiązałam supełki przy kawie, u babci, przed kolacją, po kolacji i pierwsza wakacyjna bransoletka została zrobiona.


Spacer do babci

Kiedyś taką pochmurną niedzielę jak ta nazwałabym bezproduktywną. Dziś wiem, że dni, w których niewiele się dzieje też są na wagę złota. Pozwalają złapać oddech i równowagę.



2 komentarze: