piątek, 7 lipca 2017

Lipiec na Podlasiu- dzień czwarty


Tego dnia nie miałam w sobie zbyt wiele entuzjazmu, ale po skończonej pracy postanowiłam uratować swój wtorek. Zaprosiłam męża na wspólny spacer po lesie. Pojechaliśmy do miejscowości, w której się wychował i oprowadził mnie po swoich dawnych zakątkach.


Czasami wystarcza zmiana otoczenia, by nabrać energii i świeżego spojrzenia. Po całym dniu spędzonym przed laptopem, spacer po lesie był na wagę złota. Mogłoby być co prawda cieplej. Oj, nie rozpieszcza nas tegoroczny lipiec wysokimi temperaturami, no ale jak się nie ma, co się lubi...Bez względu na pogodę, zamierzam wykorzystać swój dwutygodniowy pobyt na Podlasiu najlepiej jak się da.

Zapraszam na spacer:)
Poziomki!!!


Spacer w zachodzącym słońcu
Szukamy grzybów
Buty zapadały mi się w mchu

Spacer po torach- nie róbcie tego!

Łapanie (wewnętrznej) równowagi


Na spacerze trafiliśmy na poziomki. Skubnęłam kilka listków pokrzywy. Och, jakbym chciała być tak wytrwała i żywić się wyłącznie w ten sposób. Niestety, kiedy mama robi ciasto z truskawkami, a tato kupuje pączki do kawy, robię się bezsilna.
Wieczorami czytam książkę Małgorzaty Mroczkowskiej "Od jutra dieta", więc może to mi coś pomoże...

Kolejna bransoletka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz