środa, 14 czerwca 2017

O matko z córką!




W kontekście obchodzonych nie tak dawno Dnia Matki i Dnia Dziecka naszła mnie refleksja, że mimo masy błędów wychowawczych, tak naprawdę jestem całkiem niezłą matką. 



Może trochę dziwną, o niestereotypowych poglądach. 

Matką, która przegląda się jak w lustrze w pełnych uwielbienia i zadowolenia zielonych oczach swego dziecka.

Matką, która świadomie podważa autorytet nauczyciela. Niepedagogiczne to ani trochę, tym bardziej, że kiedyś nawet z braku lepszych zajęć zrobiłam podyplomówkę z edukacji wczesnoszkolnej:)

Matką, która nie cierpi gołębi, a toleruje je tylko ze względu na córkę. Brrr.. Ciarki mi przechodzą na myśl o dotknięciu gołębia i mówię na nie "latające szczury".

Matką, dla której córka rysuje kredą pod blokiem spóźnioną laurkę na Dzień Matki.

Kreda z Tigera w kształcie jajek. Fajna, co?





Matką, która powtarza do znudzenia, że bułka to nie jedzenie. Płatki z mlekiem też nie.

Matką, która potrafiła przekonać dziecko, że codzienne łykanie ohydnego oleju z czarnuszki z mielonymi goździkami i kurkumą jest zdrowe.

Matką, która o 20.00 wyrzuca sześciolatce piłkę przez okno, zamiast wołać ją do domu.

Matką, która pozwala dziecku spać w jej łóżku, i jeszcze twierdzi, że nawet to lubi (cóż, przez sześć i pół roku do wszystkiego można się przyzwyczaić).


Matką, która dla podniesienia swoich kompetencji wychowawczych chodziła przez dwa miesiące do szkoły dla rodziców i teraz wie, że nie mówi się "jestem z ciebie dumna" tylko "możesz być z siebie dumna" i że nie ma "kar", lecz "konsekwencje". To prawda, dużo mi te zajęcia dały. Kiedy moja córka po raz trzeci z rzędu wywaliła się na hulajnodze i z płaczem krzyknęła "głupia hulajnoga", matka- absolwentka Akademii Rodzica powiedziała jej: "Zobacz, tyle razy się wywróciłaś, a mimo to próbujesz dalej. To się nazywa wytrwałość."

Matką, która pozwala czasem się nie myć i oglądać "Spongeboba" zaraz po obudzeniu się.

Matką, która wbrew zaleceniom nauczyciela gry na keyboardzie, absolutnie nie zmusza do ćwiczeń w domu.

Matką, która zabiera dziecko na 10-kilometrowy spacer:) To chyba cud, ale nigdy nie usłyszałam od mojej K., że bolą ją nogi i żeby ją nieść na rękach. No ale nic dziwnego, skoro zaraz po jej pierwszych urodzinach pozbyliśmy się wózka.

Matką, która zaczęła czytać swemu dziecku jeszcze będąc w ciąży. Klasykę polskiej poezji dziecięcej, a także "Lato Muminków".

Matką, która nagadała dziecku, że telewizja i reklamy kłamią.

Matką, która pozwala, a wręcz nakazuje dziecku chodzić na boso.

Matką-egoistką, która odbiera dziecku przyjemność budowania z Lego Friends. Nie wiedziałam, że to takie uspokajające zajęcie.

Matką, która na potrzeby dziecka wymyśla wycieczki tematyczne takie jak TA i TA.

Matką, która nie zamierza odrabiać z dzieckiem lekcji.

Matką, która przyznaje się do błędów.









A jakim dzieckiem w konsekwencji takich metod wychowawczych jest moja K.?

Jest córką, która potrafiła zachować w tajemnicy swój występ na Dzień Matki. Zaskoczyła mnie totalnie swoim solowym występem w przedszkolu i ściskającą za gardło piosenką "Kocham Cię, Te amo, Je T'aime".

Dzieckiem, które zabrania nam przeklinania, ale w zeszłym roku, wchodząc na Śnieżkę rzekło coś w stylu "O ku..., jak daleko". Jednocześnie otrzymała taką pełną superlatyw, pochwał i plusów opinię o gotowości szkolnej, że... klękajcie narody.




Sześciolatką, która jeszcze niedawno na filharmonię mówiła "chicharmonia", a na spółdzielnię "studzielnia".

Łobuziarą, która stawia na swoim.




Pogodnym dzieckiem, które nawet jak się zdenerwuje i da mi do wiwatu, potrafi przeprosić i powiedzieć, że nie nie przemyślała swoich słów.






Rozbrajającym szkrabem, który potrafi prosto z mostu zapytać "A dlaczego wy nie robicie sexu?"

Dziewczynką, która lubi oglądać "Złomowisko", "Kocham Cię Polsko" i "Projekt Lady".

Dzieckiem, które może w nieskończoność skakać na trampolinie, wisieć jak nietoperz na trzepaku i eksplorować wszystkie place zabaw w okolicy.


Nasza ulubiona pleciona bujawka


Dzieckiem nauczonym oszczędności, które chodzi po mieszkaniu i gasi zapalone przez nas światło, a podczas gry w Eurobusiness krzyczy do ojca chcącego zakupić hotel w Barcelonie " Nie kupuj! Nie wydawaj pieniędzy!" Od jakiegoś czasu wysyłam ją samą na zakupy do Biedronki i świetnie sobie radzi.

Chłopczycą, która włazi na drzewa.





Olsztyn, nad Jeziorem Długim


To aż dziw, że moje dalekie od ideału metody wychowawcze i brak konsekwencji i dyscypliny nie zepsuły mi dziecka. 

Może to, że K. jest wrażliwa, empatyczna i kreatywna to jednak moja osobista zasługa. Może w moim wychowawczym szaleństwie jest jednak jakaś metoda?

Oto kilka moich ulubionych sposobów spędzania wolnego czasu z dzieckiem:

1. Jak najwięcej zabaw na świeżym powietrzu. Placom zabaw, piknikom, spacerom, plażom mówimy głośne i radosne: Taaak!


Cudna majowa niedziela nad jeziorem

2. Czytanie książek i zadawanie pytań do przeczytanego tekstu.


Wracamy z malowania w plenerze

3. Mniejsze i większe wycieczki krajoznawcze, takie jak TA czy TA.




4. Wyjścia na różne imprezy, koncerty, eventy, gdzie obcuje się z różnymi ludźmi i poszerza horyzonty.



Terenowa Masakra w Bydgoszczy


K. dopinguje mamę


5. Obcowanie z przyrodą. Branie na ręce żuczków, pająków i biedronek to u nas normalka. Tak samo jak chodzenie na ryby i grzyby.



Gotowanie w plenerze


Tak naprawdę, to wszystkie pomysły podsuwa nam po prostu życie. Korzystamy z nadarzających się okazji, bo w każdej sytuacji można się odnaleźć i świetnie się bawić. Trzeba tylko mówić życiu niczym nieskrępowane "tak". 

4 komentarze:

  1. Tworzycie razem duet niezastąpiony <3 ja sama ze wspomnień z dzieciństwa pamiętam jak mama ciągle mi czytała, wynyślała gry i zabierała na wycieczki, gdzie mialam jak najwięcej kontaktu z przyrodą. Zapewniam, że takie wychowanie procentuje i córa może być dumna z takiej mamy ! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) W dzisiejszych czasach nie jest łatwo być konkurencyjnym z telewizją czy internetem.

      Usuń
  2. szczerze Aniu to ten wpis mnie trochę wzruszył :) i dał mi do myślenia . . . podejrzewam że nie raz jeszcze ten teks będę czytała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzruszenie- dobra rzecz:) czytaj, czytaj:)

      Usuń