czwartek, 29 czerwca 2017

Ciekawe miejsca- Źródła Rzeki Łyny




O tym miejscu opowiadała mi parę lat temu znajoma. Zapisałam je sobie w notesie, ale jakoś nie było mi tam po drodze. Okazja nadarzyła się dopiero niedawno, kiedy w kalendarzu znalazł się zaznaczony na czerwono czwartek. O tak, Boże Ciało to piękny dzień ;)


W zeszłym roku świętowaliśmy TAKTAK . W tym postanowiliśmy wybrać się w końcu do Źródeł Rzeki Łyny. Tym bardziej, że z Olsztyna mamy tam niedaleko, no i chcieliśmy sprawdzić skąd tak naprawdę wypływa nasza olsztyńska rzeka.
Miejsce to położone jest obok Nidzicy, między wsiami Orłowo (gdzie szukaliśmy żółwi błotnych) i Łyna i stosunkowo łatwo jest tam trafić. Przy wjeździe do rezerwatu znajduje się całkiem spory parking.
















Szliśmy, szliśmy leśną drogą i doszliśmy do starego młyna. A potem skręciliśmy na właściwy szlak i tam to dopiero były widoki. Lasy, wąwozy, woda... Niesamowite, jakie piękne obrazy potrafi stworzyć natura pozostawiona sama sobie.






















































Tu wypływa Łyna



wtorek, 20 czerwca 2017

10 wiosennych sposobów na oszczędzanie




Wiosna się kończy, czas więc na kilka wiosennych pomysłów na oszczędzanie. Zimowe inspiracje znajdziecie TU.


Ponad rok temu W TYM WPISIE założyłam sobie odłożenie pewnej sumy pieniędzy. Co prawda, zeszło mi się ciut więcej niż rok, ale udało się. I myślę, że to nie był łut szczęścia, ani przypadek, ale moje solidne podejście do tematu i ciężka praca.

Oto porcja moich kolejnych dziesięciu oszczędnościowych zasad.

Po co wydawać więcej, jak można mniej, albo wcale?


1. Darmowe zwiedzanie. Od jakiegoś czasu, rokrocznie w maju, obchodzona jest Europejska Noc Muzeów, kiedy to możemy bez biletów wejść do różnych ciekawych obiektów. My w tym roku ponownie zwiedziliśmy Muzeum Warmii i Mazur.





Zamek Kapituły Warmińskiej w Olsztynie


Muzeum Warmii i Mazur




2. Korzystanie z szeroko dostępnej zieleniny, czyli po prostu jedzenie chwastów. Takich jak np. mniszek lekarski czy pokrzywa. Można z nich robić pesto, dodawać do soków, smoothie, sałatek, jajecznicy, zup. Możliwości są nieograniczone. Wystarczy tylko trochę zgłębić wiedzę na ten temat.


Tak, jest to jak najbardziej jadalne:)


3. Nie jedzenie mięsa. Zamiast plastra szynki, na kanapki doskonale sprawdzi się pasta z fasoli.

4. Ciuchy z drugiej ręki. Za kilka złotych w secondhandach można znaleźć prawdziwe perełki. Fajną inicjatywą jest też przekazywanie innym mamom ciuchów po dziecku. U mnie to działa w obie strony. I biorę, i oddaję.


W sukience z ciuchlandu


5. Albo ich niekupowanie. Ja wytrzymałam rok i dwa miesiące bez kupowania ubrań. Bez kupowania butów wytrzymałam 5 miesięcy. Potem musiałam. I niestety, mój projekt ROK BEZ BUTÓW umarł śmiercią naturalną.

6. Przykręcanie grzejników. Bywa, że w marcu i kwietniu, chociaż mrozów dawno już nie ma,  w blokach nadal trwa sezon grzewczy. Ja zakręcam kaloryfery i dzięki temu mam nadpłatę za ogrzewanie.

7. Nie kupowanie leków. Po prostu pewnego dnia powiedziałam sobie: koniec z tym. W aptece w tym roku zostawiłam góra 20 zł. Nie liczę tu jedynych tabletek, które polecam:)

8. Sezonowe gotowanie. Staram się gotować z sezonowych produktów, szeroko dostępnych i tanich.




9. Rozmrażanie w lodówce.
Nie wiem czy wiecie, ale po wyciągnięciu jakiegoś produktu z zamrażarki warto rozmrażać go w lodówce, ponieważ lodówka zużywa wówczas mniej prądu niż normalnie. Ot, taki patencik.


10. Kwiaty z łąki zamiast tych z kwiaciarni. I nie namawiam tu bynajmniej to kradzieży kwiatów z klombów. Ale taki bez na przykład. Z ziemi niczyjej. Przekwitnie tak czy siak, a przecież zupełnie za darmo może cieszyć oko.


Tu mój mąż dostał zlecenie kradzieży białego bzu
Wiozę mamie obłędnie pachnący biały bez

Bukieciki z polnych kwiatów są również urocze



A naczelną zasadą oszczędzania jest po prostu włączenie myślenia. Bezrefleksyjne wydawanie pieniędzy to moim zdaniem najgorszy błąd.

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Trzy godziny pod ziemią



Ostatnim, i nie wiem, czy nie najciekawszym punktem naszej majowej wycieczki po Małopolsce była Kopalnia Soli w Bochni.


Dwa lata temu byliśmy w Wieliczce (KLIK), spodobało nam się, więc i Bochnię trzeba było zobaczyć. Tym bardziej, że atrakcje w jednej i drugiej kopalni są inne. Na przykład w Wieliczce schodzi się w dół schodami, w Bochni- zjeżdża windą (choć potem są momenty gdzie dodatkowo schodzi się też schodami). Mało tego, zaraz po wyjściu z windy, wsiada się do żółtego pociągu, zwanego Kubą (na cześć ostatniego konia, który zginął tragicznie wyjeżdżając z kopalni) i jedzie się nim jakiś kilometr (a może i lepiej) w głąb szybu.
















Kopalnię zwiedza się z przewodnikiem. Trasa, którą szliśmy, była trasą multimedialną, co stanowiło atrakcję dla dzieci. Bo na mnie gadający królowie nie zrobili wrażenia, na mojej córce- i owszem.
Podobnie jak w Wieliczce, w Bochni też znajduje się Kaplica Świętej Kingi, co prawda, nie aż tak okazała, ale jest.
Inne podziemne atrakcje to długa zjeżdżalnia, boisko do gry w nogę i w kosza, plac zabaw, restauracja.
















Trasa turystyczna, na którą się zdecydowaliśmy, obejmuje dwie godziny zwiedzania z przewodnikiem, oraz godzinę tzw. czasu wolnego, kiedy to można coś zjeść, skorzystać z toalety czy na przykład pograć w piłkę:) Później jest zbiórka, spacer do wind i wyjazd na światło dzienne.
Ponoć przez trzy godziny pobytu pod ziemią można nawdychać się tyle jodu, co przez kilka dni nad morzem.