środa, 31 maja 2017

10 pierwszych razów (w marcu i kwietniu)


Czas nie chce się zatrzymać, dni lecą jak szalone. Trzeba więc brać z nich to, co najlepsze. Próbować, eksperymentować, doświadczać. Ja naprawdę lubię bycie króliczkiem doświadczalnym.


TU można zobaczyć moje pierwsze razy ze stycznia i lutego. W marcu i kwietniu udało mi się dokonać następujących nowych rzeczy:

1. Pierwsze, samodzielnie zrobione mleko kokosowe. Z ekologicznych wiórków, bez dwutlenku siarki. Eksperyment na pewno powtórzę, bo owsianka na takim mleku smakuje bosko.





2. Zastosowałam skarpetki peelingujące, takie z prawdziwego zdarzenia. Bo kiedyś już miałam nieudaną próbę z zerowym efektem. Te okazały się działające w stu procentach. Producenta, niestety, nie zapamiętałam.







3. Po raz pierwszy w życiu zobaczyłam.. gila. A nawet parkę tych sympatycznych, pięknie upierzonych ptaków. Szłam sobie pochmurnym popołudniem odebrać córkę z muzyki i wtem moim oczom ukazał się nieoczekiwany widok. Wiem, że na zdjęciu prawie nic nie widać, ale należy uwierzyć mi na słowo. O ile wróbelków i sikorek ci u nas dostatek, o tyle gile to prawdziwy ewenement.






4. Po raz pierwszy w życiu przez 40 dni z rzędu konsekwentnie nie jadłam mięsa. To był mój najdłuższy ciągły mięsny detoks i bardzo go sobie chwalę. Teraz jest w kratkę. Ale na pewno zafunduję sobie jeszcze taki dłuższy post.

5. Masaż ciała na sucho szczotką z dzika. Więcej o tym eksperymencie pisałam TU.





6. Przeżyłam odrabianie  z dzieckiem pierwszej pracy domowej. Co prawda, przedszkolnej, ale ...Strach pomyśleć, co mnie czeka od września. Nie dla mnie codzienna wieczorna nerwówka. Chyba będę tą wyluzowaną matką, która zdaje się na intuicję dziecka. Let it be.

7. Napój detoksyzujący, który znalazłam na TYM blogu. Szklanka przegotowanej ciepłej wody, 1/2 łyżeczki imbiru, 1/2 łyżeczki cynamonu, 1/2 łyżeczki kurkumy, 1 łyżeczka oleju kokosowego, 1 łyżeczka miodu. I można pić codziennie na zdrowie. O ile się pamięta, że istnieje taka magiczna mikstura. Bo ja czasem zapominam.

8. Rytuały tybetańskie. Cieszę się, że dowiedziałam się o ich istnieniu i wprowadziłam je w życie. Niby proste, nieforsowne ćwiczenia, a jednak mają moc. Warto spróbować!




9. Podróż pociągiem. Pierwsza od 10, a może i 11 lat. Całkiem miło było przypomnieć sobie uroki PKP.





10. Akademia Rodzica. Po raz pierwszy, odkąd jestem mamą, a trochę już jestem, miałam możliwość wzięcia udziału w warsztatach dla rodziców. Co mi dały takie 40 godzinne zajęcia? A no, przede wszystkim szlifowałam swoje umiejętności wychowawcze. Zakres tematów był naprawdę szeroki. Od uczuć, stawiania granic, rozwiązywania konfliktów, po kary, nagrody i pochwały. Nauczyłam się kilku magicznych formułek, które działają! Poznałam inne mamy i ich rodzicielskie doświadczenia. Bez dwóch zdań- warto było spędzać wtorkowe popołudnia w przedszkolu. Aż, żal że nasze spotkania dobiegły już końca. Czuję niedosyt. Cóż, została mi jeszcze wiedza w formie kserówek i mam nadzieję, że będę do nich zaglądać i się doszkalać.


6 komentarzy:

  1. Lubię ten cykl pierwszych razów na Twoim blogu. Zawsze motywują mnie do działania i dają tak wiele inspiracji!
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki.Zauważyłam, że te pierwsze razy wychodzą tak jakoś samoistnie i przysiadajac do posta okazuje się, że zawsze coś nowego mogę opisać.

      Usuń
  2. Wspaniały pomysł na post, aż sama mam ochotę spróbować czegoś nowego! :)

    OdpowiedzUsuń