czwartek, 6 kwietnia 2017

To se ne vrati- marzec 2017 w zdjęciach



Marzec sprawił, że moje życie wskoczyło na trochę wyższe obroty niż w styczniu i lutym. Wzięłam się trochę za siebie. Najważniejsze, że jest cieplej i przebywanie na świeżym powietrzu staje się przyjemnością, a nie tylko koniecznością.



Przede wszystkim rozpoczęłam sezon rolkowy i biegowy. I o ile rolki to czysta przyjemność, o tyle bieg to prawdziwe wyzwanie po długiej przerwie. Zaczęłam od prowizorycznego marszobiegu po lesie z koleżanką. Wiadomo, więcej było marszu niż biegu, ale lepsze to, niż zaleganie przed telewizorem. Potem były dwa półgodzinne joggingi. Na pierwszy zdecydowałam się spontanicznie, podczas spaceru.  Byłam za ciepło ubrana, spociłam się. Zamiast lecieć do domu i się przebrać, pojechałam jeszcze do lasu. Przeziębienie było nieuniknione. Nawet nie zdążyłam się porządnie wykurować i za kilka dni znowu pobiegłam wietrzną wieczorową porą. Przewiało mnie konkretnie, no ale...

Moje rolersy:)


Karmią kaczki



Właśnie przejeżdżałam obok na rolkach, to se myślę, cyknę im fotkę, a co?


Odkryliśmy nowy plac zabaw





W zeszłym miesiącu zaczęłam chodzić na warsztaty dla rodziców, zorganizowane w przedszkolu mojej córki. Akademia Rodzica to coś, co mogę polecić każdej mamie i tacie. Wychowywanie dziecka to nie jest łatwy kawałek chleba, a wymiana doświadczeń z innymi rodzicami i bezcenne rady pedagogów (w tym wypadku dwóch cudnie dobranych pań) to może być strzał w dziesiątkę. Na cotygodniowych spotkaniach rozmawiamy o uczuciach, granicach, współpracy, o tym jak mówić, by dzieci nas słuchały.

W marcu pojawiły się też innowacje w mojej kuchni. Od półtora miesiąca nie jem mięsa. I dobrze mi z tym. Czasem zjadam ryby. Czasem mam ochotę przetrącić kabanoska, ale nie na tyle silną, by po niego sięgnąć. Za innymi rodzajami mięs czy wędlin nie tęsknię w ogóle. Nie wiem, ile jeszcze tak pociągnę, na razie jest mi z tym dobrze. Jeśli chodzi o samopoczucie, nie widzę jakiejś diametralnej poprawy związanej z odstawieniem mięsa. Czuję się normalnie, raz lepiej, raz gorzej, jak dawniej.


Obiad na mieście


Produkcja soku pomarańczowego

Produkcja mleka kokosowego



Pieczona ciecierzyca z kurkumą



Szczotkowanie ciała na sucho (KLIK)


Wybrałam się też w pierwszą od dziesięciu lat wyprawę pociągiem. Musiałam wstać o 4.30, by o 6.07, zaopatrzona w lekturę, wodę i batonika muesli, ruszyć z peronu trzeciego w Olsztynie. Było to, nie powiem, interesujące przeżycie, ale podróż w pojedynkę to nie to samo, co podróż w doborowym towarzystwie. Po dziś dzień pamiętam studencką (a więc z odpowiednim wyprowiantowaniem i oprocentowaniem) wyprawę pociągiem z Olsztyna do Krakowa, kiedy śmiechom i opowieściom dziwnej treści nie było końca, półki na bagaż stanowiły nie lada wyzwanie (tak, ja i moje koleżanki koniecznie chciałyśmy mieć na nich zdjęcie), a cały przedział był do naszej dyspozycji. Co to były za czasy... Moja zwykła podróż służbowa w porównaniu do tamtej szalonej eskapady to po prostu nuda.


Olsztyn Główny o szóstej rano


Nie ma to jak lektura w pociągu




Sama w przedziale


Pierwsza jazda pociągiem od 10 lat
Wzięłam do pociągu przypadkową książkę. Otwieram na pierwszej stronie...







Druga połowa marca to najlepszy czas na zbiory soku z brzozy. Wypiliśmy hektolitry tego magicznego napoju. Nasza zamrażarka pęka już w szwach. I jeszcze bym się napiła... Przy okazji urządzaliśmy sobie spacery po lesie, odkrywaliśmy nowe miejsca. Zjadałyśmy z córką pierwszy zajęczy szczawik i przytulałyśmy się do drzew.


Fajny widoczek zza szyby


Wyprawa do lasu po oskołę nr 1



Zabawa w lesie


Łapanie pierwszych promieni słońca




Atrakcja w lesie


Kurtkę własnie dziś uprałam, a beret gdzieś się zgubił...




Wyprawa do lasu po oskołę nr 2




K. goni tatusia




Leśna dziewczyna




Czy jest lepsza zabawa od zabawy kijami w lesie?

W marcu też dosyć poważnie zastanawiałam się nad kontynuacją blogowania (KLIK). Na razie jest to zajęcie, które jednak lubię, więc może jeszcze trochę pociągnę ten wózek...?

2 komentarze:

  1. Rolki! Spędziłam na nich chyba całe moje dzieciństwo i na wiosnę tęsknię za nimi najbardziej. Jak osiądę w jednym miejscu koniecznie sobie kupię ;D
    Uwielbiam podróże pociągiem. Klimat zaczytania, nostalgii mijanych budynków. Bardzo często wyobrażam sobie życie codzienne ludzi mieszkających w domkach, które śmigają mi tak szybko przed oczami.. Ah! Rozmarzyłam się ;)
    Udanego kwietnia życzę !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzajemnie:)
      Rolki to właśnie było moje pragnienie powrotu do dzieciństwa, sprawiłam je sobie na urodziny w zeszłym roku.
      Jako dziecko dużo jeżdziłam pociągiem z babcią, to były dla mnie magiczne chwile, dlatego koniecznie muszę pokazać ten klimat córce.
      Pozdrawiam wiosennie:)

      Usuń