czwartek, 20 kwietnia 2017

Liście mlecza, uczulenie na Semilaca i Kołcz Majk



Moje urodziny, Wielkanoc, rozpoczęte pięć książek... Tak w skrócie mogłabym opisać swoją kwietniową codzienność. 


Czasem słońce, czasem deszcz. Endorfiny podczas jazdy na rolkach brzegiem jeziora w słoneczny dzień. Albo smuteczek, bo okazało się, że uczulają mnie produkty Semilaca, z których byłam tak zadowolona. Po roku stosowania hybryd i uzależnienia od nich, zmuszona jestem na jakiś czas zrezygnować z pięknie zrobionych paznokci. I to nawet nie chodzi o jeden zniszczony paznokieć, ale o potworne swędzenie, pojawiające się w parę godzin po utwardzeniu lakieru i trwające kilka dni. Nie da się tak żyć. Na jakiś czas wprowadzam zatem hybrydowy detox.

Skoro dałam radę z odstawieniem mięsa, z rezygnacją z hybrydowego manicuru też sobie poradzę.

Na wielkanocne śniadanie spróbowałam kilku plasterków świątecznej kiełbasy z chrzanem, produkcji moich rodziców. I jednak raczej mi nie po drodze z mięsem. Wolę zielone. W świąteczny poniedziałek nazrywałam młodych liści mlecza, posiekałam je i dodałam do sałaty. Liście wczesnowiosennego mniszka są skarbnicą witamin i minerałów. Zawierają m.in. rzadką wit. D3. 

Ugotowałam też po raz pierwszy zupę szpinakową z jajkiem. Posmakowała mi. A zielony koktajl ze szpinakiem, bananem, młodym jęczmieniem, chlorellą i nasionami chia powinien wpisać się na stałe w mój jadłospis.





Zaczęłam praktykować o poranku pięć rytuałów tybetańskich. Zajmują niewiele czasu, a ponoć przynoszą spektakularne efekty. Staram się ssać olej i szczotkować ciało na sucho (klik). Czasem jednak jestem na to zbyt senna i wolę pospać pół godziny dłużej lub poczytać książkę w łóżku. A jeśli już o książkach mowa, czytam kilka na raz. Dostałam ostatnio na urodziny od szefa bon upominkowy do Empiku i nie miałam najmniejszego problemu z jego zrealizowaniem. Jeszcze tego samego dnia 10 nowych książek zasiliło moją domową biblioteczkę. Tak więc zamiast blogować, delektuję się czytaniem. Tym bardziej, że pogoda była ostatnimi czasy bardziej sprzyjająca czytaniu, niż spacerom.

Ostatnio natknęłam się też w sieci na kanał Kołcza Majka, który, mimo swej dobitnej retoryki (a może właśnie dzięki niej), motywuje mnie do pracy nie mniej niż książka Gretchen Rubin "Lepiej". Polecam i jedno i drugie.




Co jeszcze porabiam w kwietniu?

Czasami biorę matę pod pachę i idę na jogę. Ostatnio zabrałam ze sobą na zajęcia i matę i córkę.

Planuję długi majowy weekend.

Sprzątam swoje domostwo.

Wyciskam świeże soczki.

Chodzę do Akademii Rodzica. Niektóre sztuczki  naprawdę działają. Odkąd zaczęłam używać zwrotów "zależy mi..." czy  "oczekuję, że..." moje dziecko zaczęło wykonywać moje polecenia bez żadnego zrzędzenia. Magia.

Gram w Quizwanie na smartfonie.

I tak mi leci dzień za dniem.


W Parku Ptaków Ozdobnych

Nie o to chodzi, by złapać króliczka, ale by gonić go :)


Karmimy króliki


Króliki też najbardziej lubią liście mlecza


2 komentarze:

  1. Zawsze motywujesz mnie do zdrowego jedzenia, robienia świeżych soków itd. Do tego stopnia, że wczoraj spaliłam blender! ;o
    czeka mnie detox od soków, a to będzie dużo gorsze niż detox od paznokci hybrydowych ;D
    Pozdrawiam i życzę dużo energii ! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój blender też już na wykończeniu :)

      Usuń