piątek, 28 kwietnia 2017

Szparagowe love


Zaczął się sezon na szparagi. Niestety, nie trwa on zbyt długo. Szkoda, bo je uwielbiam. Jako dodatek do risotto, w zupie i na tysiąc innych sposobów.


Szczerze mówiąc, zdecydowanie wolę te zielone. Mają mnóstwo zalet, w zasadzie same zalety. Są niskokaloryczne, zawierają dużo kwasu foliowego i witamin C i E. Ponoć są świetnymi afrodyzjakami. I bosko smakują. Wymagają bardzo krótkiej obróbki termicznej (na przykład w zupie gotuję je góra 3 minuty).
A jeśli już o zupie mowa, moja szparagowa z fetą nie ma równych sobie. 

Przepis:
Zeszklić w garnku na maśle klarowanym cebulę i czosnek. Dodać pokrojone w kostkę ziemniaki, lekko poddusić z cebulą i czosnkiem. Zalać przygotowanym wcześniej bulionem warzywnym. Gotować, aż ziemniaki zmiękną. Wrzucić pokrojone szparagi na dwie minuty. Podawać z fetą (opcjonalnie ze szczypiorkiem).



Szparagi w risotto też smakują wyśmienicie




Zupa szparagowa z fetą





A w zeszłym roku, kiedy jeszcze jadłam więcej mięsa niż dziś, zrobiłam szparagi zapiekane w szynce parmeńskiej. Świetnie komponowały się z jajkiem sadzonym.







poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Propozycje na długi weekend




I znów nadchodzi. Wyczekany długi weekend, a wraz z nim multum możliwości. Trzymam więc kciuki za pogodę i pakuję swoją czerwoną walizkę.



Oto pięć miejsc, w których byłam w zeszłym roku i które z czystym sumieniem mogę polecić.

1. Góry Świętokrzyskie (KLIK) 

Szczególnie polecam zobaczenie zjawiskowej jaskini Raj, wdrapanie się na Łysicę i odwiedzenie kieleckiej Kadzielni.


Zejście z Łysicy


2. Skalne Miasto w Adrspach (KLIK)

 Jeśli spragnieni jesteście pięknych filmowych scenerii, Adrspach Was nie zawiedzie.


Skalne Miasto w Czechach



3. Nałęczów (KLIK)

Mikroklimat Nałęczowa zapewni ciszę, spokój, zieleń i degustację zdrowych wód.


Park Zdrojowy w Nałęczowie

4. Karpacz i Śnieżka (KLIK), (KLIK)

 Sudety oczarują każdego, kto tak jak ja, kocha góry. 




5. Polskie morze (KLIK)

 Lubię nasze morze wiosną. Bo nie ma jeszcze tłumów, a przy odrobinie szczęścia można znaleźć bursztyny.

Kąty Rybackie

Po długiej zimie i poruszaniu się utartymi szlakami już wprost nie mogę się doczekać wyjazdu na kilka dni i poznaniu nowych zakątków.
Inne wyjazdowe inspiracje znajdziecie TU i TU.

czwartek, 20 kwietnia 2017

Liście mlecza, uczulenie na Semilaca i Kołcz Majk



Moje urodziny, Wielkanoc, rozpoczęte pięć książek... Tak w skrócie mogłabym opisać swoją kwietniową codzienność. 


Czasem słońce, czasem deszcz. Endorfiny podczas jazdy na rolkach brzegiem jeziora w słoneczny dzień. Albo smuteczek, bo okazało się, że uczulają mnie produkty Semilaca, z których byłam tak zadowolona. Po roku stosowania hybryd i uzależnienia od nich, zmuszona jestem na jakiś czas zrezygnować z pięknie zrobionych paznokci. I to nawet nie chodzi o jeden zniszczony paznokieć, ale o potworne swędzenie, pojawiające się w parę godzin po utwardzeniu lakieru i trwające kilka dni. Nie da się tak żyć. Na jakiś czas wprowadzam zatem hybrydowy detox.

Skoro dałam radę z odstawieniem mięsa, z rezygnacją z hybrydowego manicuru też sobie poradzę.

Na wielkanocne śniadanie spróbowałam kilku plasterków świątecznej kiełbasy z chrzanem, produkcji moich rodziców. I jednak raczej mi nie po drodze z mięsem. Wolę zielone. W świąteczny poniedziałek nazrywałam młodych liści mlecza, posiekałam je i dodałam do sałaty. Liście wczesnowiosennego mniszka są skarbnicą witamin i minerałów. Zawierają m.in. rzadką wit. D3. 

Ugotowałam też po raz pierwszy zupę szpinakową z jajkiem. Posmakowała mi. A zielony koktajl ze szpinakiem, bananem, młodym jęczmieniem, chlorellą i nasionami chia powinien wpisać się na stałe w mój jadłospis.





Zaczęłam praktykować o poranku pięć rytuałów tybetańskich. Zajmują niewiele czasu, a ponoć przynoszą spektakularne efekty. Staram się ssać olej i szczotkować ciało na sucho (klik). Czasem jednak jestem na to zbyt senna i wolę pospać pół godziny dłużej lub poczytać książkę w łóżku. A jeśli już o książkach mowa, czytam kilka na raz. Dostałam ostatnio na urodziny od szefa bon upominkowy do Empiku i nie miałam najmniejszego problemu z jego zrealizowaniem. Jeszcze tego samego dnia 10 nowych książek zasiliło moją domową biblioteczkę. Tak więc zamiast blogować, delektuję się czytaniem. Tym bardziej, że pogoda była ostatnimi czasy bardziej sprzyjająca czytaniu, niż spacerom.

Ostatnio natknęłam się też w sieci na kanał Kołcza Majka, który, mimo swej dobitnej retoryki (a może właśnie dzięki niej), motywuje mnie do pracy nie mniej niż książka Gretchen Rubin "Lepiej". Polecam i jedno i drugie.




Co jeszcze porabiam w kwietniu?

Czasami biorę matę pod pachę i idę na jogę. Ostatnio zabrałam ze sobą na zajęcia i matę i córkę.

Planuję długi majowy weekend.

Sprzątam swoje domostwo.

Wyciskam świeże soczki.

Chodzę do Akademii Rodzica. Niektóre sztuczki  naprawdę działają. Odkąd zaczęłam używać zwrotów "zależy mi..." czy  "oczekuję, że..." moje dziecko zaczęło wykonywać moje polecenia bez żadnego zrzędzenia. Magia.

Gram w Quizwanie na smartfonie.

I tak mi leci dzień za dniem.


W Parku Ptaków Ozdobnych

Nie o to chodzi, by złapać króliczka, ale by gonić go :)


Karmimy króliki


Króliki też najbardziej lubią liście mlecza


czwartek, 6 kwietnia 2017

To se ne vrati- marzec 2017 w zdjęciach



Marzec sprawił, że moje życie wskoczyło na trochę wyższe obroty niż w styczniu i lutym. Wzięłam się trochę za siebie. Najważniejsze, że jest cieplej i przebywanie na świeżym powietrzu staje się przyjemnością, a nie tylko koniecznością.



Przede wszystkim rozpoczęłam sezon rolkowy i biegowy. I o ile rolki to czysta przyjemność, o tyle bieg to prawdziwe wyzwanie po długiej przerwie. Zaczęłam od prowizorycznego marszobiegu po lesie z koleżanką. Wiadomo, więcej było marszu niż biegu, ale lepsze to, niż zaleganie przed telewizorem. Potem były dwa półgodzinne joggingi. Na pierwszy zdecydowałam się spontanicznie, podczas spaceru.  Byłam za ciepło ubrana, spociłam się. Zamiast lecieć do domu i się przebrać, pojechałam jeszcze do lasu. Przeziębienie było nieuniknione. Nawet nie zdążyłam się porządnie wykurować i za kilka dni znowu pobiegłam wietrzną wieczorową porą. Przewiało mnie konkretnie, no ale...

Moje rolersy:)


Karmią kaczki



Właśnie przejeżdżałam obok na rolkach, to se myślę, cyknę im fotkę, a co?


Odkryliśmy nowy plac zabaw





W zeszłym miesiącu zaczęłam chodzić na warsztaty dla rodziców, zorganizowane w przedszkolu mojej córki. Akademia Rodzica to coś, co mogę polecić każdej mamie i tacie. Wychowywanie dziecka to nie jest łatwy kawałek chleba, a wymiana doświadczeń z innymi rodzicami i bezcenne rady pedagogów (w tym wypadku dwóch cudnie dobranych pań) to może być strzał w dziesiątkę. Na cotygodniowych spotkaniach rozmawiamy o uczuciach, granicach, współpracy, o tym jak mówić, by dzieci nas słuchały.

W marcu pojawiły się też innowacje w mojej kuchni. Od półtora miesiąca nie jem mięsa. I dobrze mi z tym. Czasem zjadam ryby. Czasem mam ochotę przetrącić kabanoska, ale nie na tyle silną, by po niego sięgnąć. Za innymi rodzajami mięs czy wędlin nie tęsknię w ogóle. Nie wiem, ile jeszcze tak pociągnę, na razie jest mi z tym dobrze. Jeśli chodzi o samopoczucie, nie widzę jakiejś diametralnej poprawy związanej z odstawieniem mięsa. Czuję się normalnie, raz lepiej, raz gorzej, jak dawniej.


Obiad na mieście


Produkcja soku pomarańczowego

Produkcja mleka kokosowego



Pieczona ciecierzyca z kurkumą



Szczotkowanie ciała na sucho (KLIK)


Wybrałam się też w pierwszą od dziesięciu lat wyprawę pociągiem. Musiałam wstać o 4.30, by o 6.07, zaopatrzona w lekturę, wodę i batonika muesli, ruszyć z peronu trzeciego w Olsztynie. Było to, nie powiem, interesujące przeżycie, ale podróż w pojedynkę to nie to samo, co podróż w doborowym towarzystwie. Po dziś dzień pamiętam studencką (a więc z odpowiednim wyprowiantowaniem i oprocentowaniem) wyprawę pociągiem z Olsztyna do Krakowa, kiedy śmiechom i opowieściom dziwnej treści nie było końca, półki na bagaż stanowiły nie lada wyzwanie (tak, ja i moje koleżanki koniecznie chciałyśmy mieć na nich zdjęcie), a cały przedział był do naszej dyspozycji. Co to były za czasy... Moja zwykła podróż służbowa w porównaniu do tamtej szalonej eskapady to po prostu nuda.


Olsztyn Główny o szóstej rano


Nie ma to jak lektura w pociągu




Sama w przedziale


Pierwsza jazda pociągiem od 10 lat
Wzięłam do pociągu przypadkową książkę. Otwieram na pierwszej stronie...







Druga połowa marca to najlepszy czas na zbiory soku z brzozy. Wypiliśmy hektolitry tego magicznego napoju. Nasza zamrażarka pęka już w szwach. I jeszcze bym się napiła... Przy okazji urządzaliśmy sobie spacery po lesie, odkrywaliśmy nowe miejsca. Zjadałyśmy z córką pierwszy zajęczy szczawik i przytulałyśmy się do drzew.


Fajny widoczek zza szyby


Wyprawa do lasu po oskołę nr 1



Zabawa w lesie


Łapanie pierwszych promieni słońca




Atrakcja w lesie


Kurtkę własnie dziś uprałam, a beret gdzieś się zgubił...




Wyprawa do lasu po oskołę nr 2




K. goni tatusia




Leśna dziewczyna




Czy jest lepsza zabawa od zabawy kijami w lesie?

W marcu też dosyć poważnie zastanawiałam się nad kontynuacją blogowania (KLIK). Na razie jest to zajęcie, które jednak lubię, więc może jeszcze trochę pociągnę ten wózek...?