sobota, 4 lutego 2017

To se ne vrati- styczeń 2017 w zdjęciach




Pierwszy miesiąc za nami. Mimo, że za styczniem nie przepadam, ten nie był najgorszy. A może to ja spojrzałam na niego łaskawszym okiem. Starałam się celebrować każdy dzień i nie spisywać na straty żadnej godziny.


Bo styczeń to nie tylko Blue Monday i posępne, chłodne dni. Dla mnie to też święta (KLIK), ale również Dzień Babci i Dziadka. W tym roku, chociaż od mojego "dziadostwa", jak ich pieszczotliwie nazywam, dzieli mnie całe 280 kilometrów, miałam zaszczyt złożyć im życzenia osobiście. To naprawdę niesamowite uczucie widzieć, jak twoja latorośl wręcza swoim pradziadkom ich portrety.

Moja styczniowa rutyna to czytanie pod kocykiem, nadrabianie zaległości filmowych, zabiegi upiększające i przyjmowanie rzeczywistości takiej, jaką jest.

Dwie najważniejsze aktywności minionego miesiąca to praktykowanie jogi (KLIK) i czytanie kontrowersyjnego bloga Pepsi Eliot (KLIK). Joga to coś, czego chciałam spróbować od lat i cieszę się, że w końcu zapoczątkowałam swoją przygodę z pozycjami "półmędrca", "drzewa" , "sfinksa" i "psa z głową w dół". Natomiast wspomniany blog (choć nie zgadzam się z kilkoma hipotezami autorki) utwierdza mnie poniekąd w moich dotychczasowych przekonaniach, a także daje szersze spojrzenie na wiele spraw. Warto poczytać o życiu w matrixie, przebudzeniu i witarianizmie. 


Moja K. w świątecznej odsłonie


Moje "dziadostwo", jak ich humorystycznie nazywam


Fajnie jest oglądać stare zdjęcia- moja babcia w 1961 roku


Ciepła, klimatyczna książka- polecam!


Mój ulubiony cytat z tej książki: " Poradzisz sobie (...) w końcu jesteś specjalistką od upiększania rzeczywistości. Machnij swoją czarodziejską różdżką"




Widok zza okna


Prezent od mamy-  naturalna świeca z węzy pszczelej


Dokarmiamy miejskie ptactwo

Czas na sanki

Warto archiwizować takie chwile, by zajrzeć do nich w gorsze dni. Może same, pojedyncze wspomnienia nie mają takiej mocy, ale już zebrane migawki z całego miesiąca- owszem. Jaka szkoda, że dwadzieścia lat temu nie było aparatów cyfrowych i wszystko rozmywa się w pamięci. Dlatego będę uwieczniać, co się da. Dla potomnych. I ...bo to se ne vrati. Chociaż może?

2 komentarze:

  1. Uwielbiam własnie takie momenty uwiecznione na zdjęciach ;) Można powracać do nich tak wiele razy ;)

    OdpowiedzUsuń