czwartek, 9 lutego 2017

Jedyne tabletki, które polecam




Nie jestem zwolenniczką faszerowania się lekami. Nie jestem wzorowym pacjentem, łykającym wszystko, co przepisze pan doktor. Stawiam na metody naturalne. Oraz naturalną suplementację. 


Zdarza mi się nie mieć cierpliwości do bólu głowy i zażyć coś, co przyniesie szybki efekt. Ale pracuję nad tym. Moja domowa apteczka jest aktualnie naprawdę skromna. Sukcesywnie pozbyłam się większości medykamentów, jakie kiedyś zdarzyło mi się bezmyślnie nabyć. Zostały dosłownie cztery, które mogą się przydać. Choć lepiej, żeby nie. I jak tylko ich data przydatności minie, wywalę je. Poza tym ampułki soli fizjologicznej, tantum verde, woda morska, woda utleniona, syrop przeciwgorączkowy dla dziecka na wszelki wypadek, amol, olejek kamforowy, jakiś magnez, no i, of kors, witamina D. W mojej apteczce wieje nudą, co? 

Do tego właśnie dążyłam. Do ograniczenia spożywania leków do minimum. Bo różnie w życiu bywa, różne dolegliwości nas zaskakują i czasami człowiek, zanim pomyśli, to z bólu, strachu i chęci doznania natychmiastowej ulgi, odruchowo szuka pomocy w aptece. A to błąd, bo większość leków nam szkodzi, nie pomaga. To zdrowa żywność leczy.

A także ruch, odpowiednie dotlenienie, bezstres. Ssanie oleju kokosowego, picie oleju z czarnuszki, joga, sen, bieganie, śmiech, sok z granatu, orzechy brazylijskie, spacery po sosnowym lesie, herbatka z czystka. Imbir, marchew, kurkuma, goździki, kiszona kapusta. Pływanie, chodzenie na boso po trawie, jedzenie jabłek i nietłumienie emocji. Odpowiednie nawodnienie, zakupy w sklepach ekologicznych, głaskanie kota, przytulanie się, uprawianie własnego ogrodu. Rokitnik, młody jęczmień, seler naciowy, szpinak, buraki. Kąpiele słoneczne, soczyste pomarańcze, odprężające masaże, pestki z awokado i moreli. Dziesięć tysięcy kroków dziennie, spełnianie marzeń, zdobywanie gór, zielone koktajle, relaks... Dlaczego nie ma tego nabazgrolonego na receptach? Ani nie krzyczy się o tym w neonowych reklamach? Dlaczego lekarze leczą objawy, nie przyczyny? Co z profilaktyką i holistycznym podejściem do tematu?


Wiadomo nie od dziś, że kluczową rolę dla naszej odporności odgrywa witamina D, wytwarzana w skórze pod wpływem słońca. O tej porze roku jednak nie ma tak dobrze i dlatego musimy tę witaminę suplementować. O ile wszystkie inne A, B i C możemy czerpać z żywności, o tyle z D jest problem. Owszem, jej szczątkowe ilości znajdziemy w jajkach, rybach morskich, mleku, ale to naprawdę tyle, co nic. Dlatego w okresie od września do maja staram się systematycznie łykać różne specyfiki z witaminą D3 właśnie. 

Czyż to nie jest dziwne, że lekarze nie mają skrupułów z przepisywaniem antybiotyków, probiotyków i innego chemicznego badziewia z mega długą listą skutków ubocznych, a nie zalecą człowiekowi zażywania zwykłej-niezwykłej witaminy D3, zwiększającej odporność i chroniącej przed wieloma chorobami? W naszej strefie klimatycznej tylko latem możemy wyluzować i odpuścić sobie łykanie złocistych kapsułek z oleistą cieczą. Jesienią, zimą i na przednówku za to śmiało można zostać lekomanem-amatorem witaminy D3. W połączeniu z K2 najlepiej- już ponoć jest, widziałam reklamę i muszę przyznać, że po raz pierwszy widzę sens spotu reklamującego suplement diety. Bo jeśli się tak przyjrzeć blokom reklamowym, to jakieś 80 procent całości stanowią właśnie leki. Koncerny farmaceutyczne rządzą, no bo jakże inaczej? Programują nas na chorowanie i łykanie kolorowych pigułek od wszystkiego, a tak naprawdę od niczego. 

Wiem z własnego doświadczenia, że zwykłe przeziębienie tak samo przebiega, kiedy leczysz się zalaną gorącą wodą zawartością reklamowanej saszetki i zalaną wrzątkiem herbatką z lipy z syropem z kwiatów czarnego bzu (czy mniszka lekarskiego).  

Dziecku kaszel nie minie szybciej kiedy zamiast syropu z cebuli, czosnku i miodu zażyje super pyszny i kolorowy syropek z apteki. 

Zamiast wlewać dziecku do ucha antybiotyk przepisany przez pediatrę, wlałam wyciśnięty sok z czosnku. Pomogło. Antybiotyk też by pewnie pomógł.

Można inhalować się sterydami, można też spróbować nebulizacji z solą fizjologiczną i wodą utlenioną. 

Można obłożyć się dookoła kilkunastoma znanymi z reklam opakowaniami natychmiastowych "uzdrawiaczy",  można też natrzeć plecy i klatkę piersiową nalewką bursztynową, zjeść trochę czosnku, wypić rozgrzewający napój z imbirem, kurkumą i cytryną.  Efekt będzie ten sam.

Wszystko można. Ale nie da się zimą zapewnić sobie odpowiedniej dawki witaminy D3 bez udania się do apteki. W tym przypadku robię wyjątek. A kiedy przerażają mnie kolejki chętnych do konsultacji z farmaceutą, wybieram półeczkę w Rossmannie. 

Kiedy natomiast pojawia się słońce, idę na spacer i chwytam każdy promień.



2 komentarze:

  1. U mnie w domu też od dłuższego czasu rewolucja i eliminowanie leków. Przeważnie skupiam się na naturalnych sposobach ( niezastąpiony czosnek) ;D Pozdrawiam i dużo zdrowia ! ;)

    OdpowiedzUsuń