niedziela, 29 stycznia 2017

Nie znam słowa na "n"





Choćbym nie wiem jak chciała. Nie umiem zwolnić. Zawsze mam co robić. W moim słowniku nie występuje słowo "nuda".


Czasem marzę o nudzie. Zwłaszcza w chwilach, gdy po raz drugi przedłużam książki w bibliotece, bo nie zdążyłam ich przeczytać.
Bo przecież trzeba pójść na peeling kawitacyjny i brwi. Rzęsy 2:1 trzeba przetestować. Czerwone paznokcie trzeba zrobić dla dobrego samopoczucia. Jogą trzeba się podelektować (KLIK), odwiedzić rodziców by się przydało... Dziecko trzeba zawieźć na dodatkowe zajęcia i w tym czasie wyskoczyć z mężem na sushi.





Na x-boxie trzeba koniecznie pograć, nauczyć się stolic wszystkich stanów, zrobić ekologiczne tabletki do zmywarki. "It's complicated" z Meryl Streep to czysta przyjemność, że o "Sex and the city" nie wspomnę. 







Dzieci swoje i cudze aż piszczą, by zabrać je na sanki, a moje wewnętrzne dziecko piszczy wraz z nimi. Gołębie i kaczki nad naszym osiedlowym stawem tylko czekają, aż przyjdziemy w niedzielę nakarmić je płatkami owsianymi. 








Pobiegać boso po śniegu jest wskazane, blogi poczytać, sudoku rozwiązać, a w międzyczasie zrobić na drutach turkusową kołderkę i wrzosowe poduszki dla lalek Barbie. Trzeba najnowsze vlogi na YT obejrzeć przy okazji rozwieszania prania. Dietę trzeba trzymać. O codziennej dawce oleju z czarnuszki dla siebie i dziecka pamiętać. 



Na koncercie noworocznym trzeba być, szóstkę Weidera zacząć i nie skończyć, kawę z teściową wypić. "M jak Miłość" też się samo nie obejrzy, a i program "Złomowisko" jakiś wciągający taki, nie wiedzieć czemu. Kolejny przeżyty dzień sam się w notesie nie opisze, styczniowe zdjęcia też nie zrobią się same. 
A jak rozkosznie jest pomedytować przy świecy z węzy pszczelej...

Ehhh... Życie jest okrutnie absorbujące. I jak tu nie utonąć w oceanie możliwości?
Czasami myślę: po cholerę mi to wszystko? Po kim taka pazerna na życie jestem? Że też mi się chce tak nieustannie eksperymentować, odkrywać, próbować, pokonywać kolejne granice? Nie lepiej siedzieć na dupie i rozkoszować się bezpieczną rutyną?  Kusząca propozycja, ale nie dla mnie. Ja dobrze czuję się w ruchu, stagnacja mnie zabija. 
Kreatywność mnie rozpiera, a ciekawość świata i siebie prowadzi mnie naprzód i dlatego chyba nigdy nie poznam słowa na "n". Tak wiele rzeczy mnie inspiruje i absorbuje moją uwagę,  a doba za krótka. Spać przecież trzeba i jeść.  Jak żyć??? Pisarze, błagam, nie piszcie już żadnych ciekawych książek, a wy wydawcy, nie wydawajcie ich, na litość boską! Ja nie mam czasu! 
Panie reZyserze jeden z drugim, nie róbcie już żadnych produkcji, bo mi życia zbraknie. Blogerzy kulinarni, przestańcie prześcigiwać się w wymyślaniu coraz to nowych dań. Bułka z masłem mi wystarczy, serio. Ja muszę się wysypiać. Nie mogę być tak zaaferowana wszystkim na raz.

Ale chcę. Z własnej, nieprzymuszonej woli chcę. Chcę jak diabli. A chcieć to móc.
I prędzej mi kaktus na dłoni wyrośnie, niż powiem, że się nudzę. Nawet w styczniu.





Idę poczytać "Gniew" Miłoszewskiego, wszak akcja rozgrywa się w moim Olsztynie.

czwartek, 19 stycznia 2017

Joga- początki

No i nastąpił przełom. Zebrałam się w sobie i zapisałam się na jogę. Ba! Nawet na nią poszłam. Dwa razy.


Od kilku lat podświadomie wiedziałam, że joga to coś dla mnie. I nie myliłam się. Jestem zachwycona! Wszystkim. Przebiegiem zajęć. Sympatyczną instruktorką. Asanami, które pobudzają do pracy wszystkie, nawet te najmniejsze mięśnie. Relaksacyjną muzyczką w tle. Spokojem i koncentracją, które osiągam podczas ćwiczeń. Endorfinami po wyjściu z sali.
A że trochę boli tu i ówdzie to chyba normalne. Biorę to za dobrą monetę.

Zajęcia trwają godzinę, a ja mam wrażenie, że to zaledwie chwila. Mogłabym wyginać się i rozciągać o wiele dłużej... Nie wiem sama, dlaczego potrzebowałam aż tyle czasu, żeby poczynić pierwszy krok. Przecież to najłatwiejsza i najwspanialsza rzecz pod słońcem. Nie wymaga ani specjalnego stroju  (legginsy+ t-shirt+ bose stopy) ani sprzętu (chociaż ja akurat zaopatrzyłam się w matę). Koszty też nie są wygórowane, jak na taką dawkę przyjemności, wyciszenia i wyzerowania.

Joga, oprócz codziennego ssania oleju (do którego wróciłam) i jedzenia dużych ilości kiszonej kapusty, to chyba najlepsza rzecz jaką zrobiłam w styczniu dla swojego zdrowia.

niedziela, 15 stycznia 2017

Jak obchodzone są prawosławne święta na Podlasiu?





Choć magia świąt odchodzi już powoli w zapomnienie, u mnie jest to jeszcze temat stosunkowo świeży, bowiem nie tak dawno wróciłam z prawosławnych świąt na Podlasiu.


W miejscowości, w której się wychowałam (i w jej najbliższej okolicy) obchodzenie Bożego Narodzenia 7 stycznia to coś zupełnie naturalnego, jako że jakieś 90 % mieszkańców tej części Podlasia jest wyznania prawosławnego. Tak było od dawien dawna. I chociaż dla rdzennych mieszkańców tych terenów (Hajnówka, Bielsk Podlaski) to zjawisko powszednie, mieszkańcom innych obszarów Polski często jawi się jako powiew egzotyki. 

Pierwszą różnicą między świętami w obrządku katolickim i prawosławnym jest, jak już wspomniałam, data. Wigilia prawosławna wypada 6 stycznia, podczas gdy katolicy świętują już Trzech Króli. Sama kolacja wigilijna przebiega dosyć podobnie. Czekanie na pierwszą gwiazdkę, sianko pod obrusem, dodatkowe nakrycie stołu, 12 potraw, potem przybycie Mikołaja i prezenty. Jest jednak jeden wyjątek: nie ma dzielenia się opłatkiem i składania życzeń. Jest za to odpowiednik opłatka: prosfora, mała bułeczka przyniesiona z cerkwi, pokrojona na niewielkie cząstki. Jeśli chodzi o potrawy, tutaj chyba dużo zależy od indywidualnych rodzinnych tradycji. W moim domu zazwyczaj były to zupa z suszonych grzybów (zwana barszczem), pierogi z kapustą i grzybami, karp w galarecie, śledzie z cebulką, szuba (sałatka warstwowa ze śledzia, marchwi, ziemniaków, buraków, jajka), kompot z suszonych owoców, kutia (pęczak z miodem, makiem i bakaliami), ryba po grecku.
Ale już w domu mojej bratowej na stole królowały całkiem inne potrawy. 


Styczeń 2016


Choinka ubrana

Styczeń 2017
Dzieci wypatrujące kolędników


Po Wigilii, o północy w cerkwiach odbywa się msza, coś na kształt pasterki. Jak dla mnie, minusem jest późna godzina. O niebo lepiej by było, gdyby odbywała się kilka godzin wcześniej, na pewno bym poszła na nią, a tak, to byłam może raz, a może i w ogóle:(
Gdybym miała wskazać najbardziej godny polecenia element tych świąt, postawiłabym na kolędowanie. Widok kolędników niosących przez wieś kolorowe gwiazdy to nieodłączny element pierwszego dnia świąt. Ja też przez dobrych kilka lat kolędowałam z koleżankami, w mniejszych bądź większych grupach. Naszym atrybutem i głównym rekwizytem była akurat nie gwiazda, ale misternie przygotowana szopka, z siankiem, zwierzętami oraz nowo narodzonym Dziecięciem, Józefem i Maryją. I tak chodziliśmy przez całe popołudnie i wieczór od domu do domu, zdzierając gardła i zarabiając pieniądze:) Nie ma chyba lepszego przerywnika dla biesiadującej przy świątecznym stole rodziny, niż wkroczenie do domu dzieci i młodzieży z kręcącą się w rytm kolędy gwiazdą. Wszystkie tematy zostają wtedy urwane w połowie zdania, widelce same się odkładają, bo oto trzeba zrobić przerwę na doznania artystyczno-religijne. 


Świąteczny widok z okna


Gwiazda 

Jest i jeszcze jedna różnica. Mianowicie, święta prawosławne trwają trzy dni ( nie licząc Wigilii), można więc naświętować się za wszystkie czasy, spotkać z rodziną, posiedzieć przy choince, a także pospacerować po zaśnieżonej puszczy (KLIK) i nawet stanąć oko w oko z żubrem.


Spędzanie świąt w takiej scenerii to prawdziwa przyjemność
Jeśli jesteście zainteresowani tematem, chcielibyście przeżyć takie trochę inne święta i posłuchać białoruskich kolęd, wpadajcie na początku stycznia na Podlasie. Tu na śnieg, a więc i na właściwą oprawę świątecznego klimatu, zawsze można liczyć.

wtorek, 10 stycznia 2017

Zimowe przyjemności czas zacząć



Oswoiłam się już z myślą, że na wiosnę i lato muszę jeszcze trochę poczekać. Narzekanie na zimę jest słabe. Szukanie w niej plusów- ekscytujące. Zatem: czas start!


Fajnie, że trochę otrząsnęłam się już z zimowego letargu i wstąpiła we mnie nowa energia. Widocznie potrzebowałam wejść na zwolnione obroty i pobyć mniej produktywna niż zwykle. Nowy Rok od lat działa na mnie motywująco. Chce mi się chcieć, robić dziwne i nowe rzeczy, rozwijać się i uśmiechać do ludzi. Bo życie to zabawa, a każda pojawiająca się okazja to nowa zabawka. Jeśli chodzi o życiowe przyjemności, to minimalistka ze mnie żadna w tej materii, hedonistka- owszem.

Tej zimy bawię się doskonale. Zaczęłam od świątecznego jarmarku, organizowanego w Olsztynie już od kilku lat. W dużej mierze do opuszczenia ciepłego kąta i wyjścia na grudniowy ziąb zmobilizował mnie występ mojej K. na staromiejskiej scenie. Gdyby nie to, pewnie spędziłybyśmy sobotni wieczór w domu. A tak to i zaszłyśmy na rozgrzewającą kolację, i dziecko na starodawnej karuzeli pojeździło. Jeśli będziecie kiedyś w Olszynie zahaczcie koniecznie o Malta Cafe  i spróbujcie rosołu z gęsi z lanymi kluseczkami z lubczykiem oraz obłędnych pierogów z wędzonym pstrągiem i wędzonym twarogiem. Kiedy, jak nie zimą dogadzać swoim kubkom smakowym?

Karuzela, karuzela...sama bym pojeździła

No, ale kolejny jarmark świąteczny dopiero za rok, a żyć jakoś trzeba. Co jeszcze zatem polecam na zimę?



Może wieczorne spacery z włączonym krokomierzem? To zawsze dobrze wpływa na moje samopoczucie. Idę przed siebie, przemyślam różne sprawy, a kalorie spalają się same.

Może wkręcenie się w jakiś serial? Ja ostatnio oglądam namiętnie "Przystanek Alaska". Kiedy widzę łosia przechadzającego się uliczkami Cicely, od razu robi mi się lepiej.

Fajnie jest też pograć całą rodziną w Eurobusiness w długie zimowe wieczory. I śmiechu przy tym co niemiara, i można doświadczyć uczucia bycia bogaczem i bankrutem w ciągu zaledwie kwadransa. Gra nie jest droga, a można nauczyć się w niej, jak inwestować, negocjować i kombinować, a to bardzo przydatne umiejętności:) I choć ostatnio nie wygrałam, spędziłam miłe godziny z bliskimi. 
Poza tym mam duży sentyment do tej gry, bo kiedy miałam trzynaście lat, kupiliśmy ją wspólnie z bratem i graliśmy w nią z rodzicami na dywanie.



Eurobusiness


Hmmm, kupić czy sprzedać?


Magię zimy odczuwam najbardziej wybierając się w podróż przez zaśnieżone pola i lasy. Świat przykryty bielą wydaje się jakiś taki spokojniejszy, lepszy, ładniejszy. Może nie są to najlepsze warunki dla kierowców, ale dla mnie- pasażera, to coś pięknego.


Uwielbiam takie widoki

Spakujcie tylko na taką wycieczkę ciepłe skarpety i rękawice (najlepiej wełniane, zrobione przez babcię na czterech drutach). Mnie ostatnio uratowały dzień.


Zimowy niezbędnik



Równie piękną rzeczą jest zaszycie się w mroźne dni w przytulnym drewnianym domku na wsi, spoglądnie przez okno na zaśnieżony świat i popijanie gorącej kawy. Dla takich chwil warto znosić wszystkie niedogodności zimy.


Dla takich chwil warto żyć!

A kiedy już zaszyję się w takim pięknym i bezpiecznym miejscu, lubię sobie poczytać jakiś wciągający i wstrząsający kryminał. Ostatnio na przykład w ciągu doby połknęłam sobie Cobena. Dawno już nie tropiłam z autorem mordercy, więc powrót do takiej rozrywki był strzałem w dziesiątkę.


"Jeden fałszywy ruch" Harlan Coben


Jeżeli szukacie innych inspiracji na zimę, zajrzyjcie też do wpisów z poprzednich lat:
Moje zimowe przyjemnościZimowe czasoumilaczeZima lubi dzieci najbardziej na świecie.

czwartek, 5 stycznia 2017

... and a Happy New Year!!!




No i nadszedł. Nowy 2017 Rok. Oby nie zleciał tak błyskawicznie jak poprzedni. Oby obfitował w same miłe chwile, stawiał na mojej drodze samych dobrych i ciekawych ludzi, a i mnie pozwolił stać się lepszą wersją samej siebie.


Czy mam jakieś plany? 

Może, by jak  rokrocznie od pięciu lat, zapisywać codziennie jedną stronę kalendarza, tworząc tym samym książkę pod tytułem "Moje cudowne życie w 2017 roku".

Może chciałabym zobaczyć kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt nowych miejsc.

Może chciałabym przeczytać ze 30 nowych książek.

Może chciałbym popróbować nowych rzeczy, rozwijać się na wszystkich możliwych płaszczyznach, korzystać z nadarzających się okazji.

Na pewno chciałabym być dobra dla siebie i innych. 

Na pewno chciałabym mniej mówić, więcej słuchać.

Na pewno chciałabym więcej się śmiać i głębiej oddychać.

Czego i Wam, moi Drodzy Czytelnicy, życzę z całego serca.