wtorek, 1 listopada 2016

Na czym zaoszczędziłam w październiku? +podsumowanie całego cyklu



Mniej więcej o tej porze, rok temu, zapoczątkowałam serię wpisów o oszczędzaniu. Miesiąc po miesiącu szukałam źródeł oszczędności i praktykowałam różne sztuczki.


Październik był dziesiątym już miesiącem mojego (i mojego męża także) ubraniowego detoxu. Dajemy radę i prawdę powiedziawszy nie kupowanie ciuchów nie jest dla nas jakimś wielkim wyrzeczeniem. Owszem, czasami chciałoby się mieć w szafie coś nowego. Na przykład od jakiegoś czasu chciałam mieć futrzaną kamizelkę. No, ale postanowienie to postanowienie- zero zakupów ubraniowych do końca roku (a może i dłużej...?, spodobało mi się to wyzwanie!). Sprawiłam sobie zatem taką kamizelkę sama, przerabiając swoje stare futerko. Przy okazji wyszła z tego jeszcze milusia poduszka:) Zapragnęłam nowych spodni z dziurami? Zrobiłam je sobie sama.






Z kosmetyków kupiłam jedynie mascarę na wielkiej promocji -49 % w Rossmannie. Warto czekać na takie okazje.

Jesienne przeziębienia wykurzałam dosyć skutecznie domowymi sposobami. Nie leciałam, jak dawniej, do apteki, tylko próbowałam alternatywnych i tańszych metod, jak:
- kropla wody utlenionej do ucha,
- napar z czarnuszki,
- syrop z kwiatu czarnego bzu,
- syrop z czosnku, cebuli, miodu, kurkumy i cynamonu,
- syrop z mniszka lekarskiego,
- inhalacja roztworem soli fizjologicznej,
- olejek kamforowy/nalewka bursztynowa wsmarowane w stopy na noc + skarpetki,
- kanapka z czosnkiem,
- rokitnik dodawany do koktajlów (zamiast rutinoscorbinów i innych cerutinów),
- rozgrzewający napój z pigwą, miodem, imbirem,
- herbatka z własnoręcznie zebranego latem skrzypu polnego (to na włosy akurat).
Bo wiecie, jestem taką trochę nawiedzoną czarownicą :)
W październiku serwowałam tanie i zdrowe śniadania. Jednym z nich jest owsianko-jaglanka z kurkumą i cynamonem. Na obiady były głównie rozgrzewające zupy: z soczewicy, fasolowa, dyniowa, rosół, pomidorowa z rosołu z wczoraj :)





W kategorii rozrywki także obyło się bez ekstrawagancji, bo i pogoda nie była jakoś szczególnie sprzyjająca wyjściom. Sprzyjała za to czytaniu książek wypożyczonych z biblioteki.
W jaki sposób oszczędzałam na dziecku?
- skorzystałam z promocji -15% na salę zabaw dla dzieci,
- nie kupowałam dziecku w tym miesiącu żadnych, absolutnie żadnych słodyczy i niezdrowych przekąsek (w zamian za to proponowałam: orzechy, owoce, pestki dyni i słonecznika, koktajle owocowe, kanapkę z miodem),
- nie kupiłam córce żadnej zabawki (w zamian podsuwałam jej zabawki, którymi dawno się nie bawiła, wystarczyło np. tylko wymienić baterie), a kiedy chciała kupić sobie np. pompony, kupiła je za własne oszczędności,
- nie kupiłam gotowego głupkowatego haloweenowego przebrania na jesienny bal w przedszkolu, ale samodzielnie wspólnie wykonałyśmy strój (przedtem zbierałyśmy na spacerze liście i jarzębinę).
Biedne to moje dziecko, prawda?





W październiku też podjęłam nieodwołalną decyzję o zmianie pracy na lepszą. Mam więc nadzieję na szybsze zgromadzenie kapitału, który sobie jakiś czas temu zaplanowałam. Na razie mam wykonaną 1/5 planu.
I cóż, dzisiejszym postem zamykam chyba cykl o oszczędzaniu na moim blogu. Co miesiąc żmudnie szukałam wciąż nowych i lepszych rozwiązań. Moje zmagania wyglądały mniej więcej tak:
LISTOPADZIE (KLIK) polecałam darmowe zwiedzanie Warszawy i zakupy w ciucholandzie.
GRUDNIU (KLIK) przekonywałam do minimalistycznego podejścia do świąt i chodzeniu do pracy na pieszo.
STYCZNIU (KLIK) starałam się udowodnić, że można nie robić zakupów spożywczych przez kilka dni z rzędu i korzystać ze zgromadzonych zapasów.
LUTYM (KLIK) radziłam, jak zaoszczędzić na wodzie i prądzie i namawiałam do używania pomadki zamiast różu.
MARCU (KLIK) dałam przepis na ekologiczny i tani środek czystości.
KWIETNIU (KLIK) pochwaliłam się, że potrafię sama zrobić hybrydy.
MAJU (KLIK) podpowiadałam jakie specyfiki można za darmo znaleźć na łące i jak zaoszczędzić na tabletkach do zmywarki.
CZERWCU (KLIK) pisałam, że na urlopie też można zaoszczędzić.
LIPCU (KLIK) zachwalałam darmowe dary lasu i radziłam, by na czas urlopu wyłączyć w mieszkaniu korki, a także polecałam bezpłatne zwiedzanie zoo w Białymstoku.
W SIERPNIU (KLIK) pokochałam robienie przelewów samej sobie oraz wpadłam na pomysł, jak nie kupować popcornu w kinie.
We WRZEŚNIU (KLIK) zabrałam się za budżetowanie i zrobiłam zakupy na lokalnym ryneczku.

Ten rok dał mi naprawdę dużo. Sporo się nauczyłam, wiem też nad czym muszę popracować.
Powiem nieskromnie, że uważam się za osobę inteligentną finansowo i mam cichą nadzieję, że ktoś kiedyś skorzysta z jakiejś mojej wskazówki.

6 komentarzy:

  1. Świetne rady i oby tak dalej! ;)
    Samo oszczędzanie, ja widać po zdrowym odżywianiu i kreatywnych pomysłach wyszło na dobre.
    Pozdrawiam ! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wchodzi w krew po jakimś czasie :)

      Usuń
  2. Wow, muszę się zagłębić! Idą święta, w piecu palić trzeba - każdy grosz się nada :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasy nigdy za wiele:) Ja ciągle poszukuję :)

      Usuń
  3. Świetnie Ci szło. Podziwiam Twoją kreatywność. Pokazałaś, że nie trzeba wydawać pieniędzy na różne rzeczy, można je zrobić samemu. Jak to mówią potrzeba matką wynalazku :)

    OdpowiedzUsuń