poniedziałek, 17 października 2016

Na czym zaoszczędziłam we wrześniu?


Wrzesień okazał się całkiem stabilnym finansowo miesiącem. Pewne dobre nawyki, jak na przykład regularne płacenie samej sobie weszły mi już w krew i są teraz czymś naturalnym.


Przez cały miesiąc, tak jak w sierpniu (KLIK) , zbierałam paragony (moja koleżanka przesądnie twierdzi, że noszenie paragonów w portfelu powoduje wyciekanie pieniędzy, więc już nie noszę) i zapisywałam swoje wydatki. I rzeczywiście, w porównaniu do poprzedniego miesiąca, wydałam znacznie mniej na rozrywkę, jedzenie na mieście czy słodycze.

We wrześniu postawiłam na zupy. Treściwe, lekko rozgrzewające. Fasolowa, grochowa, z czerwonej soczewicy (KLIK), krupnik. Po zjedzeniu takiej solidnej zupy, drugie danie nie było konieczne.

Makaron z bobem


Danie dnia- sycąca grochówka




Postawiłam też na prostotę potraw. Makaron z kurkumą i z bobem sprawdził się w stu procentach. A także placki ziemniaczano-marchewkowe czy kalafior na parze ze zmieloną kaszą jaglaną zamiast bułki tartej.

Trochę zaoszczędziliśmy na jedzeniu przywożąc dary losu ze wsi. A to ziemniaki od szwagra, a to suszone jabłka od teściowej (poprosiłam, by mi ususzyła w suszarce do grzybów), a to pigwa, gruszki, rokitnik i szczaw z ogrodu rodziców.







Oszczędność przyniosły mi także zakupy owocowo-warzywne na lokalnym ryneczku. Np. za pudełeczko malin na straganie pod marketem płaciłam 8-10 zł. Za te same 8 zł na targu kupiłam takie samo pudełko malin, 4 pomidory, cebulę i 2 kilo ziemniaków. Widać różnicę?


We wrześniu też przypadają urodziny mojej latorośli. Gdzieś w głowie pojawiła się myśl o wynajęciu sali i zaproszeniu dzieci z przedszkola. Potem jednak uznałam, że to kiepski pomysł. Bo czyż nie lepsze i tańsze jest przyjęcie w ogrodzie w rodzinnym gronie?





Inne rozrywki też były nikobudżetowe. Spacer nad jeziorem czy po starym mieście, wyjazd do lasu i przy okazji nazbieranie grzybów na jajecznicę i jedzenie jagód (zdziwiłam się, że we wrześniu jeszcze są jagody). Ognisko, wyprawy na kasztany...najlepsze rzeczy są (prawie) za darmo.

Olsztyńska starówka


Spacer nad jeziorem


Wrześniowe jagody jedzone prosto z krzaczka


Poranek w lesie


Poza tym:
Zmniejszyłam o parę złotych opłatę czynszową podpisując deklarację o segregowaniu śmieci (a więc ekonomia i ekologia w jednym).
Zdarzyły mi się dni bez zakupów.
Przyszedł niższy rachunek za prąd.
Sprzątałam przy pomocy naturalnych środków, z chemii domowej kupiłam tylko Ludwika, bo rewelacyjnie działa też jako odplamiacz.
I ja, i mąż byliśmy u taniego fryzjera.
No, i najważniejsze. Podjęłam kroki, by zarabiać więcej. Co nie znaczy, że zaprzestanę oszczędzania:)

Mimo wszystko, wciąż czuję, że to jeszcze nie to. Że nie daję z siebie wszystkiego, że wciąż za dużo kupuję, a za mało inwestuję.
Może kiedyś osiągnę satysfakcjonujący mnie poziom... Póki co, skupiam się na codziennych sztuczkach, bo właśnie trwa sobie w najlepsze październik-miesiąc oszczędzania.


4 komentarze:

  1. Życzę powodzenia w dalszym oszczędzaniu ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jednak analizowanie i zbieranie paragonów na coś się przydaje :). Podziel się co zrobiłaś aby zarabiać więcej? Gratuluję i trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu znalazłam lepszą pracę :)
      Tak, ale na dłuższą metę jest męczące, przynajmniej dla mnie. Dwa miesiące wystarczyły, bym zdiagnozowała, na co uciekają mi pieniądze. Pozdrawiam :)

      Usuń