środa, 12 października 2016

10 pierwszych razów (w sierpniu i wrześniu)



Kto mnie czyta, ten wie, że lubię eksperymentować. Wychodzę z założenia, że jak czegoś nie spróbuję, nie będę wiedziała, czy jest to dla mnie dobre czy nie. A nuż coś okaże się mega pozytywnym odkryciem, a nuż dokonam przełomu w jakichś tam moich sprawach? 


Lubię zbierać doświadczenia. Opisywać je, fotografować, opowiadać o nich. Jedne z nich są fajne, uczą mnie czegoś i same wplatają się w moją codzienność, inne okazują się całkowitą pomyłką, ale traktuję je jak lekcję, wyciągam wnioski i idę dalej.

Oto czego nowego spróbowałam w ostatnich dwóch miesiącach:

1. Skosztowałam wegeburgera ze stekiem z tofu i lodów o smaku słonego karmelu.

Dałam się namówić koleżance- wegetariance i wybrałyśmy się do Wegetujemy Bistro w Olsztynie. Byłam tego dnia bardzo głodna, więc nie było opcji, by burger mi nie smakował. Na deser zjadłam lody o smaku słonego karmelu (smak ciekawy, aczkolwiek więcej chyba nie spróbuję).


Mój wegeburger tuż przed konsumpcją


Wegetujemy Bistro, ul. Mrongowiusza 3, Olsztyn


2. Zrobiłam suflet czekoladowy.


Po raz pierwszy w życiu! A wszystko za sprawą Ani z bloga Codziennik Kobiety. Przeczytawszy przepis i uznawszy, że podołam, pobiegłam do Pepco po zestaw kokilek i zaserwowałam domownikom całkiem zdrowy deser.


Suflety rozpływały się w ustach

3. Wstąpiłam na kawę do Starbucksa.


No w końcu! Przy okazji wycieczki do stolicy poszliśmy na kawkę do osławionego Starbucksa na Placu Trzech Krzyży. Szczerze? Kawiarnia jak kawiarnia. Kawa jak kawa. Nawet dobra, ale o co tyle szumu, nie ogarniam:)





4. Zwiedziłam Iławę.

Mimo, że mieszkam stosunkowo niedaleko od tego miasta, nigdy nie miałam okazji go zwiedzić. Jednak kiedy tam już dotarłam, wydeptałam 16 tysięcy kroków brzegami Jeziora Jeziorak i nie tylko. Miasteczko jest całkiem sympatyczne, więc warto tam wpaść.


Nad Jeziorakiem


5. Odwiedziłam nową bibliotekę.

Kiedy po raz któryś z kolei nie znalazłam nic dla siebie w mojej bibliotece, postanowiłam nadrobić drogi i odwiedzić inną. Wyszłam z trzema książkami i jestem zadowolona. A i stary budynek z czerwonej cegły mnie zauroczył.







6. Przekonałam się do "kawy" z czarnuszki.

Już od jakiegoś czasu stosuję tę przyprawę w swojej kuchni, hojnie dosypując ją gdzie tylko się da. Teraz dowiedziałam się, że można z niej robić napar. Wystarczy zmielić ziarna czarnuszki siewnej w młynku i zaparzyć jak kawę. Dobrze jest  przykryć kubek na kilka minut. Miksturę można posłodzić miodem, smakuje naprawdę dobrze, skoro nawet moje dziecko to pije. Parzę czarnuszkę w filiżankach i udajemy, że pijemy kawę w kawiarni. W takim Starbucksie, dajmy na to :)




7. Nauczyłam się robić śliwki pod kruszonką. 

Przepis wzięłam również od  blogerki od sufletu (patrz: punkt 2). Wszak kokilki już miałam. Trochę zmodyfikowałam kruszonkę (robię owsiano-jaglaną z nasionami chia, wszystko mielę w młynku do kawy). Deser taki, że palce lizać. I jest naprawdę zdrowy, więc można go zjadać bez wyrzutów sumienia. Próbowałam też kombinacji z jabłkami i gruszkami. Łatwizna, mówię Wam!





8. Zrobiłam nalewkę z kasztanów.

Przytaszczyliśmy tego roku do domu tyle kasztanów, że wypadało by zrobić z nich jakiś użytek. Fakt, postawiłam dwa kosze kasztanów w pobliżu telewizora i routera (neutralizują szkodliwe promieniowanie), wsypałam je do poszewki na poduszkę i trzymam w łóżku, dziadek zrobił z nich swojej wnuczce ludziki i zwierzaki..., ale mimo wszystko czułam kasztanowy niedosyt. Miałam jeszcze w zanadrzu trochę czystego spirytusu, więc padło na nalewkę. Ponoć dobrze się sprawdza przy bólach mięśni i stawów. Czemu więc nie spróbować? Tym bardziej, że jestem podatna na różne stany zapalne. Nie tak dawno miałam taki atak, że zwijałam się z bólu.




9. Kupiłam spersonalizowaną książkę.

"Zacznij od dziś" to książka, której główną bohaterką jestem ja sama. To ja tworzę jej fabułę i treść. Dzięki ćwiczeniom z tej książki i odpowiedziom na liczne pytania, mogę zajrzeć w głąb siebie, doprecyzować swoje marzenia, zrozumieć lęki, pokonać ograniczenia. Gorąco polecam. To taka z pozoru lekka, łatwa i przyjemna rozrywka, a w gruncie rzeczy kawał dobrej samorozwojowej roboty. 



10. Odwiedziłam nowe miejsce w moim mieście.

Mieszkam w Olsztynie już tyle lat, a dopiero po raz pierwszy miałam okazję poznać obiekt "Przystań Hotel&Spa". To ekskluzywne miejsce, idealne na wypoczynek, jeszcze, niestety, nie na moją kieszeń. Ale odbyłam tam owocne spotkanie biznesowe, i kto wie, kto wie...




Jak widać, warto zmieniać utarte szlaki i próbować wydeptywać nowe ścieżki. Nowe smaki, nowe miejsca, nowi ludzie sprawiają, że rozwijamy nasze zainteresowania, poszerzamy horyzonty, czasem nawet zmieniamy poglądy. Stanie w miejscu nie jest dobre. Bycie w ruchu- owszem. Przynosi zmiany, które są czymś naturalnym, więc nie warto się ich bać.
O moich nowościach z czerwca i lipca pisałam TU.

7 komentarzy:

  1. świetny post! Czytałam z zainteresowaniem. Podoba mi się Twoja naturalność, nikogo nie udajesz w tym wielkim świecie blogerów itp a jednak zachwycasz! Warto być sobą ;) i oczywiście próbować nowych rzeczy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Im więcej mam lat, tym łatwiej przychodzi mi bycie autentyczną :) Dzięki za miłe słowa :)

      Usuń
  2. Ciekawe czy tofu by mi posmakowało ale nigdy się nie dowiem, bo jestem uczulona na soję XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do soi jakoś nie mam zaufania (jest modyfikowana genetycznie), ale wart było spróbować.

      Usuń
  3. Super, u Ciebie zawsze coś ciekawego :) Kawa z czarnuszki? Nie wiedziałam, że jest coś takiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie wiedziałam i nie wierzyłam, dopóki nie spróbowałam :)

      Usuń
  4. Super, u Ciebie zawsze coś ciekawego :) Kawa z czarnuszki? Nie wiedziałam, że jest coś takiego.

    OdpowiedzUsuń