sobota, 29 października 2016

Listopadowe Powązki



Skoro okołocmentarny temat jest ostatnimi czasy nieunikniony, postanowiłam i ja dołożyć swoją cegiełkę w tej materii. Powązki to miejsce, do którego najlepiej zajrzeć właśnie teraz.


W zeszłym roku, przy okazji spontanicznej wycieczki do stolicy, pomyślałam, że całkiem niezłą atrakcją turystyczną mógłby być historyczny cmentarz na Powązkach. To miejsce, które po prostu trzeba zobaczyć. Dotychczas widziałam Powązki tylko w telewizji. Na żywo wyglądają trochę inaczej. Cmentarz spowity listopadową aurą to dobry pomysł na refleksyjny spacer. To lekcja historii, ale też lekcja pokory i zadumy nad życiem.

Groby znanych osób przykryte złotymi liśćmi wywołują dreszcz. Przystanęłam ze smutkiem nad miejscem spoczynku Niemena i w duchu zgodziłam się z nim, że dziwny jest ten świat. Popatrzyłam z żalem na pomnik Ireny Jarockiej, na koncercie której byłam kiedyś w Olsztynie i musiałam się pogodzić z myślą, że nie wrócą te lata, te lata szalone. 

Spacer po Alei Zasłużonych przypomniał mi, że bez względu na wszystko, trzeba cieszyć się życiem. Przebaczać, nie szukać problemów tam, gdzie ich nie ma. Korzystać z każdej możliwości, którą przynosi kolejny dzień i samemu poszukiwać okazji, by przeżyć swój czas jak najpiękniej.
























sobota, 22 października 2016

Jesienny spacer po Łazienkach




Niby październik, a aura iście listopadowa. Śmignęłabym tu czy tam, ale deszcz nie zachęca do wycieczek. Zaszywam się więc pod kocem, a wyjścia na dwór ograniczam do niezbędnego minimum. Mam focha na pogodę. No chyba, że ktoś wyciągnąłby mnie na magiczny jesienny spacer po Łazienkach Królewskich. Nie wahałabym się ani minuty.



W najbliższym czasie nie zanosi się, niestety, na żadne Łazienki, ale zawsze można sobie powspominać, jak było w zeszłym roku... A było miło. Ciepło w sercu mimo listopadowego chłodu, słonecznie mimo zachmurzenia, radośnie mimo szarego dnia.
Wiewiórki nie zawiodły, atakowały jak szalone :) Bo nie przyjechaliśmy do nich z pustymi rękami, co to, to nie. Leciały więc na przysmaki jak szczerbaci na suchary a dziki na żołędzie :) Wiecie, jaka to radość dla dziecka, karmić wiewiórki migdałami? Zresztą, nie tylko dla dziecka.


Cadillac Marszałka Józefa Piłsudskiego z 1935 roku











































Szelest liści, przepiękny, czarny i lśniący cadillac Piłsudskiego, brak tłumów. Wszystko złożyło się na miłe sobotnie przedpołudnie. Skorzystaliśmy też z akcji "Darmowy Listopad" i bez biletów mogliśmy zwiedzić wnętrze Pałacu na Wodzie. Był więc i element edukacyjny, a jakże!



















I te wrony jakieś całkiem inne niż w Olsztynie. I okazały pomnik Chopina... Między alejkami czuć powiew historii i ducha Warszawy. Łazienki Królewskie są idealne na spacer o każdej porze roku.
Z tego, co wiem, w tym roku również będzie można zwiedzać kompleks w ramach akcji "Darmowy Listopad", więc warto z niego skorzystać i pooglądać zabytkowe wnętrza i kolekcje. Zawsze to lepiej, niż oglądać telewizję pod kocem.






poniedziałek, 17 października 2016

Na czym zaoszczędziłam we wrześniu?


Wrzesień okazał się całkiem stabilnym finansowo miesiącem. Pewne dobre nawyki, jak na przykład regularne płacenie samej sobie weszły mi już w krew i są teraz czymś naturalnym.


Przez cały miesiąc, tak jak w sierpniu (KLIK) , zbierałam paragony (moja koleżanka przesądnie twierdzi, że noszenie paragonów w portfelu powoduje wyciekanie pieniędzy, więc już nie noszę) i zapisywałam swoje wydatki. I rzeczywiście, w porównaniu do poprzedniego miesiąca, wydałam znacznie mniej na rozrywkę, jedzenie na mieście czy słodycze.

We wrześniu postawiłam na zupy. Treściwe, lekko rozgrzewające. Fasolowa, grochowa, z czerwonej soczewicy (KLIK), krupnik. Po zjedzeniu takiej solidnej zupy, drugie danie nie było konieczne.

Makaron z bobem


Danie dnia- sycąca grochówka




Postawiłam też na prostotę potraw. Makaron z kurkumą i z bobem sprawdził się w stu procentach. A także placki ziemniaczano-marchewkowe czy kalafior na parze ze zmieloną kaszą jaglaną zamiast bułki tartej.

Trochę zaoszczędziliśmy na jedzeniu przywożąc dary losu ze wsi. A to ziemniaki od szwagra, a to suszone jabłka od teściowej (poprosiłam, by mi ususzyła w suszarce do grzybów), a to pigwa, gruszki, rokitnik i szczaw z ogrodu rodziców.







Oszczędność przyniosły mi także zakupy owocowo-warzywne na lokalnym ryneczku. Np. za pudełeczko malin na straganie pod marketem płaciłam 8-10 zł. Za te same 8 zł na targu kupiłam takie samo pudełko malin, 4 pomidory, cebulę i 2 kilo ziemniaków. Widać różnicę?


We wrześniu też przypadają urodziny mojej latorośli. Gdzieś w głowie pojawiła się myśl o wynajęciu sali i zaproszeniu dzieci z przedszkola. Potem jednak uznałam, że to kiepski pomysł. Bo czyż nie lepsze i tańsze jest przyjęcie w ogrodzie w rodzinnym gronie?





Inne rozrywki też były nikobudżetowe. Spacer nad jeziorem czy po starym mieście, wyjazd do lasu i przy okazji nazbieranie grzybów na jajecznicę i jedzenie jagód (zdziwiłam się, że we wrześniu jeszcze są jagody). Ognisko, wyprawy na kasztany...najlepsze rzeczy są (prawie) za darmo.

Olsztyńska starówka


Spacer nad jeziorem


Wrześniowe jagody jedzone prosto z krzaczka


Poranek w lesie


Poza tym:
Zmniejszyłam o parę złotych opłatę czynszową podpisując deklarację o segregowaniu śmieci (a więc ekonomia i ekologia w jednym).
Zdarzyły mi się dni bez zakupów.
Przyszedł niższy rachunek za prąd.
Sprzątałam przy pomocy naturalnych środków, z chemii domowej kupiłam tylko Ludwika, bo rewelacyjnie działa też jako odplamiacz.
I ja, i mąż byliśmy u taniego fryzjera.
No, i najważniejsze. Podjęłam kroki, by zarabiać więcej. Co nie znaczy, że zaprzestanę oszczędzania:)

Mimo wszystko, wciąż czuję, że to jeszcze nie to. Że nie daję z siebie wszystkiego, że wciąż za dużo kupuję, a za mało inwestuję.
Może kiedyś osiągnę satysfakcjonujący mnie poziom... Póki co, skupiam się na codziennych sztuczkach, bo właśnie trwa sobie w najlepsze październik-miesiąc oszczędzania.