piątek, 2 września 2016

Na czym zaoszczędziłam w sierpniu?





Na czym zaoszczędziłam w sierpniu? "Na niczym"- ciśnie mi się na usta. Letnie uciechy i moja filozofia korzystania z życia trochę zgrzytają z tematem oszczędzania. Szału nie ma, ale nie jest też źle.


Poza wprowadzanymi sukcesywnie w życie zmianami (nie kupowaniem ubrań, kosmetyków, środków czystości, oszczędzaniem wody i prądu, nie wyrzucaniem jedzenia), raczej nie wymyśliłam w sierpniu nic nowego. Podjęłam się natomiast budżetowania, czyli solidnego odnotowywania wszelkich wydatków. Zbierałam paragony i skrupulatnie podliczałam wydatki każdego dnia, dzieląc je na kategorie (np. jedzenie, słodycze, jedzenie na mieście, rozrywka, transport). Pozwoliło mi to na analizę źródeł i powodów wyciekania pieniędzy z portfela. Dzięki prowadzeniu budżetu wiem, że stanowczo za dużo wydałam w sierpniu na słodycze i jedzenie. A jak doliczę do tego mandat, który dostałam w komunikacji miejskiej (przez swoje roztrzepanie skasowałam zamiast biletu normalnego i ulgowego dwa ulgowe, wrrrr....), powinnam użyć słowa "porażka" i stwierdzić, że nie warto oszczędzać, bo i tak życie nas zaskoczy. Otóż nie. Warto mieć poduszkę bezpieczeństwa na różne nieprzewidziane wydatki. Tak samo jak warto korzystać z życia i słonecznej pogody. Bo choć rejs szlakiem Kanału Elbląskiego z Ostródy do Miłomłyna nie należał do najtańszych, był świetnym sposobem na rodzinne spędzenie niedzieli (i przy okazji prezentem z okazji rocznicy ślubu). Tak samo wyjazd do stolicy. Ale już na przykład spontaniczny wieczorny wypad do KFC czy dwie paczki karmelków nie były dobrymi decyzjami. Że o śmieciowym lunchu z budy pod PKiN nie wspomnę.



Ostróda, rejs szlakiem Kanału Elbląskiego


Pałac w Wilanowie

Pod koniec miesiąca spłukałam się totalnie, przelewając pieniądze na rachunek oszczędnościowy i zostawiając sobie na RORze tylko niezbędne minimum. Uważam, że to bardzo dobra metoda, płacić samemu sobie na początku i pod koniec każdego miesiąca.
Inne mikrooszczędności:
- zaprowadziłam męża do fryzjera, gdzie za standardowe strzyżenie zapłacił tylko 8 zł;
- mąż zrobił kilka słoików ogórków, które dostał od kolegi;
- będąc z córką w kinie, nie kupiłyśmy popcornu i coli; wzięłyśmy pól paczki chipsów, które miałyśmy w domu (coś chrupać trzeba) i wodę.
Wiem, to zaledwie kilka drobiazgów, ale właśnie z takich elementów składa się życie i prowadząc budżet widać jak na dłoni, że tu pięć złotych, tam dziesięć i raptem stówki nie ma.
We wrześniu też zamierzam kolekcjonować paragony i podliczać wydatki. Sierpniowe budżetowanie uświadomiło mi, gdzie popełniam błędy i teraz mam zamiar robić ich coraz mniej.

6 komentarzy:

  1. Bardzo przemyślany plan! Myślę, że właśnie na takich drobnostkach najwięcej można zaoszczędzić. ;)

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z takich drobiazgów właśnie składają się duże sumy i to dotyczy zarówno wydatków, jak i oszczędności. Dlatego też warto odkładać nawet drobne kwoty, bo zsumują się one do znaczących środków. Spisywanie wydatków jest rewelacyjne żeby zdiagnozować gdzie uciekają pieniądze. Chyba nikt nie wymyślił lepszego sposobu. Powodzenia we wrześniu! Jak zawsze Cię podziwiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A najważniejsze, to wyciągnąć z tego wnioski... Może wrzesień będzie dla mnie bardziej łaskawy.

      Usuń
  3. Świetnie, małe kroki są najważniejsze :) Trzymam kciuki

    OdpowiedzUsuń