czwartek, 21 lipca 2016

Wyrzuć tę złość!



 

Nerwusem jestem prima sort. Choleryczką też. A przeklinania mógłby się ode mnie uczyć sam szewc. Jeśli dodam do tego moją niecierpliwość i upór, nic dziwnego, że tak łatwo wpadam w złość.

 

A jeśli jeszcze niefortunnie dojdzie do tego PMS, furia gwarantowana. Należę do osób, które kiedy coś sobie ubzdurają, chcą mieć to natychmiast, tu i teraz. A gdy tego nie dostają, zaczynają się frustrować i w konsekwencji wpadają w gniew. Oj tak, lubię pokrzyczeć i potupać nóżką. Bo ma być "po mojemu". Bo ja tu rządzę. Bo to ja chcę rozdawać karty i mieć nad wszystkim kontrolę. No i niby wiem, że tak się nie da, że plany planami, a życie i tak pisze swoje scenariusze, ale mój ognisty temperament wie swoje i wali głową w mur. I każe mi się zmieniać w kłótliwą bestię. Już chyba nawet z tym nie walczę. Nie zawsze panuję nad emocjami, to fakt, ale też nie tłumię ich w sobie za wszelka cenę, bo to przynosi mi wtedy więcej szkody niż pożytku. Często też potrafię pierwsza wyciągnąć rękę i przeprosić. Nie mam z tym problemu. Szybko i łatwo i się zapalam, ale też szybko się wyciszam i dążę do unormowania sytuacji.



Co w takim razie zrobić ze złością? Nic. Zaakceptować ją. Oddychać głęboko, jakby poradziła mi moja koleżanka. Złość i gniew to naturalne stany. Trzeba nauczyć się z nimi żyć i dążyć do tego, by pojawiały się jak najrzadziej, pracując nad sobą i kierując myśli na właściwe tory. Ja pracuję nad tym, by wyłapywać chwile przed wpadnięciem w ten niepożądany stan, kiedy złość dopiero w nas kiełkuje, kiedy jest jeszcze bardziej na poziomie myśli niż emocji. Nie jest to łatwe. Więc kiedy już, niestety, znajdę się w tym niekomfortowym położeniu, kiedy jestem nabuzowana i wrogo nastawiona do świata, staram się jakoś sobie pomóc, by poczuć się lepiej i zrzucić z siebie cały ten stres i ciężar. Zrzucić, nie przerzucić na kogoś innego, bo i to mi się, z przykrością muszę to stwierdzić, zdarzało. Ale najpierw trzeba przeżyć tę złość, przeanalizować ją, stanąć z nią twarzą w twarz. Złość nie bierze się z zewnątrz, ona jest w nas. To emocja, którą sami, chcąc lub nie chcąc, generujemy. I sami musimy znaleźć na nią sposób. Długo do tego dochodziłam, ale kiedy już zrozumiałam, na czym ten mechanizm polega, jest mi łatwiej mierzyć się z negatywnymi emocjami. W jaki sposób to robię? Kiedy już pokrzyczę, popłaczę i poprzeklinam sobie pod nosem, a nawet pookładam pięściami poduchy na kanapie (ważne jest, by robić to świadomie, z myślą: tak, jestem teraz zła, właśnie daję upust swojej złości, ale zaraz będzie mi lepiej, zaraz ten stan minie), biorę się w tak zwaną garść. Skupiam się na bieżących czynnościach, ogarniam się, i myślę, co mogę dla siebie zrobić, jak mogę do końca, w bardziej przyjemny sposób wyrzucić z siebie tę złość, bo wiem, że ona nadal jeszcze we mnie jest. 

I oto co przychodzi mi do głowy:

Mogę iść się rozerwać w jakimś doborowym towarzystwie i dać się porwać euforii tłumu. Resztki złości na pewno się ulotnią, a ja wrócę do domu naładowana dobrą energią. Musi to być miejsce, gdzie jest dużo muzyki, śmiechu i pozytywnych wibracji. Ostatnio sprawdziły się juwenalia, na które wybrałam się z koleżanką. Srebrny pył, który spadł na nas na koncercie Lady Pank miał zdecydowanie pokojowy przekaz :)









Mogę iść pobiegać. Nie ma chyba nic lepszego na złość niż fizyczne zmęczenie. Bojowe zapędy znikną w mig, kiedy organizm będzie wyczerpany. A potem wydzielą się endorfiny i świat znowu stanie się przyjazny. Zwłaszcza kiedy biega się po zielonych leśnych ścieżkach. Kiedyś obudziłam się rano po ciężkim emocjonalnie poprzednim dniu (mój poziom nabuzowania osiągnął wtedy chyba apogeum) i poczułam, że niby już jest ok, ale muszę zrobić dla siebie coś jeszcze, by poczuć się w stu procentach dobrze. I pobiegłam do lasu. Biegałam, aż miałam dość. Wszystko wróciło do normy.




Mogę zdobyć jakiś szczyt i zapomnieć o problemach całego świata. Serio, da się. Dzień wcześniej pewien splot wydarzeń skutecznie podniósł mi ciśnienie, a już następnego poranka wesoło śmigałam po górach. Jak kozica :) Góry są dobre na wszystko i będę to powtarzać do znudzenia. Wysiłek fizyczny +  piękne widoki + satysfakcja = dobry humor i zażegnanie wewnętrznego kryzysu. O mojej czerwcowej wyprawie na Śnieżkę można przeczytać TU.

Zejście ze Śnieżki


Mogę zrobić coś niecodziennego, na przykład poczytać książkę nad morzem. Szum fal zawsze przywraca mi równowagę, a dobra lektura (gorąco polecam Fannie Flagg- jestem jej fanką) odciąga uwagę od niepożądanych spraw. Reset mózgu gwarantowany, można wracać do życia.


Kąty Rybackie 2016 (KLIK)


Mogę zabrać dziecko na spacer. Dzieci potrafią wyeksploatować człowieka na amen. I o to czasem chodzi. By wyładować resztki złej energii odpowiadając na setki trudnych pytań, spacerując po leśnych dróżkach i parząc palce przy zrywaniu pokrzyw (my z tego spaceru przyniosłyśmy do domu całą reklamówkę listków pokrzywy, część poszła do suszenia, część do blendera).





Mogę wziąć urlop i wyjechać na wycieczkę. Dreszczyk przygody i oderwanie się od codziennych spraw to moje panaceum na destrukcyjne myśli prowadzące do destrukcyjnego działania. Komu by się chciało wykłócać o swoje racje, gdy w perspektywie czeka poznanie niepoznanego? Kto by chciał tracić energię na złorzeczenia, kiedy potrzeba jej na podbój świata?


Gdzieś w Sudetach

Mogę na owej wycieczce zachwycić się potęgą przyrody. Niech siła wodospadu zmyje ze mnie resztki złości, napięcia i frustracji. Czyż nie warto skoncentrować się na tym, co piękne i przestać roztrząsać dawne urazy?


Wodospad Szklarki w Szklarskiej Porębie

Mogę wiele rzeczy. Zamiast pielęgnować w sobie awersję i jad, mogę pójść do koleżanki na małego drinka i śmiać się do łez, a potem wrócić do domu jakby nigdy nic, w dobrym humorze. Innym razem mogę włączyć głośną muzykę i tańczyć z mężem i córką w dużym pokoju. Po co mam się złościć i gniewać, skoro stworzona jestem do śmiechu i dobrej zabawy? Po co mam tracić czas strofując innych? Niech każdy żyje swoim życiem. Moje jest przecież na tyle fascynujące, że nie ma w nim miejsca na hejt. Zatem peace and love!!!

3 komentarze:

  1. Oj ja też się złoszczę, szybko ale to nie trwa długo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj ja też się złoszczę, szybko ale to nie trwa długo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i bardzo dobrze, nagromadzone emocje trzeba wyrzucać z siebie jak najszybciej i jak najszybciej wracać do normalności :)

      Usuń