piątek, 15 lipca 2016

Śnieżka



Śnieżka to pierwszy szczyt zdobyty przez moją córkę. Co prawda, z małą pomocą wyciągu krzesełkowego, ale zawsze. Dla nas to trzeci ze szczytów Korony Gór Polski. Dopiero trzeci, albo już trzeci, zależy jak na to patrzeć. Ale to dobrze, że jeszcze jest tyle gór do zdobycia!



Na początku czerwca, podczas Szalonego Urlopu wybraliśmy się w Sudety. Za punkt honoru obraliśmy sobie zdobycie Śnieżki. Bardziej od nas doświadczeni wielbiciele gór doradzili nam, żebyśmy skorzystali z wyciągu krzesełkowego, tym bardziej, że wybieramy się z dzieckiem i zależy nam na czasie. Tak też zrobiliśmy. Po noclegu w Karpaczu znaleźliśmy kolej linową  na Kopę. Bałam się jak diabli! To był mój pierwszy w życiu wjazd wyciągiem krzesełkowym. Panikowałam straszliwie, bo krzesełka nie wzbudzały zaufania, a wskakiwanie na nie wymagało nie lada refleksu. No ale skoro przede mną czekało w kolejce kilkanaście osób, zaryzykowałam. Najgorszy strach obleciał mnie jednak, kiedy po dwóch minutach jazdy wyciąg się zatrzymał. To była dla mnie najprawdziwsza masakra tak wisieć wysoko nad ziemią i nie wiedzieć co się dzieje. Nawiązałam więc krzyczącą konwersację z panem z krzesełka przede mną (bo jadącego za mną męża nie wzruszył mój kolejny atak paniki), który, jak się okazało, też jechał pierwszy raz, ale uspokoił mnie, że najwidoczniej ktoś miał problem z wskoczeniem na krzesło i dlatego wyciąg został chwilowo zatrzymany. Po jakichś pięciu minutach postoju i targających mną ekstremalnych doznaniach ruszyliśmy w dalszą drogę na Kopę (1377 m n.p.m.). Trochę odetchnęłam, mijałam kolejne wierzchołki drzew i skupiałam się na podziwianiu widoków. Moja córka, odważna bestia, jechała sobie jakby nic na kolanach męża i machała do mnie, podczas gdy ja dochodziłam do siebie, oddychając głęboko. Po kwadransie było po wszystkim, bezpiecznie wysiedliśmy na Kopie i ruszyliśmy w dalszą trasę na Śnieżkę. Już po wycieczce wyczytałam w internetach, że miałam zaszczyt jechać jednym z ostatnich w Europie, najstarszym czynnym wyciągiem w Polsce!





Pan, który dodał mi otuchy w ciężkich chwilach :)









To ja
 


Dalsza piesza wędrówka była najczystszą przyjemnością. Szlak z Kopy do Domu Śląskiego był niezwykle komfortowy. Pogoda dopisywała, humory również. Podejście na Śnieżkę wymagało, co prawda, trochę kondycji i wysiłku, ale podołaliśmy. Przepiękne widoki rekompensowały wszystko.


Kopa- tu wjechaliśmy kolejką linową


Widok na Śnieżkę














Kiedy dotarliśmy na Śnieżkę (1602 m n.p.m.),mogliśmy w końcu z bliska zobaczyć charakterystyczny budynek obserwatorium meteorologicznego. Weszliśmy także do kaplicy św. Wawrzyńca, oraz do położonej po czeskiej stronie górnej stacji kolei gondolowej.






Schodziliśmy już na luzie, robiliśmy dużo zdjęć, wygłupialiśmy się. Syciliśmy wzrok rozległą panoramą Karkonoszy. Słońce zaczęło przypiekać tak, że musiałam wskoczyć w kosodrzewinę i przebrać się w lżejszy strój.














Mój mały zwycięzca




Górołaz

I o ile do Kopy było lajtowo, o tyle czarny szlak od Kopy dał nam w kość. Zejście było naprawdę strome, i po dwóch dniach zakwasy dały mi się we znaki. Po raz pierwszy stwierdziłam, że wolę wchodzić na górę niż schodzić.


Widok z Kopy na Śnieżkę


Zejście czarnym szlakiem do Białego Jaru






Dziś o zakwasach już nie pamiętam, a i lęk przed wyciągiem krzesełkowym też mam już chyba opanowany. Trzeci z 28 szczytów Korony Gór Polski został odhaczony. Pierwszym był Szczeliniec Wielki (KLIK), drugim kapryśna Babia Góra (KLIK). Już się zastanawiam co będzie numerem cztery.

2 komentarze:

  1. Dużo podróżujecie :) kiedy do Ciebie zaglądam zawsze czekają nowe kadry, super

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami mam wrażenie, że za dużo, że czas zwolnić. I zwalniam...na jakiś tydzień, a potem znowu wraca mi apetyt na wyjazdy. Pozdrawiam :)

      Usuń