czwartek, 7 lipca 2016

Na czym zaoszczędziłam w czerwcu?


 

Do poziomu expert w temacie ciułania pieniędzy jeszcze mi pewnie daleko, ale z miesiąca na miesiąc jest coraz lepiej. Oto jak prezentował się pod kątem oszczędzania słoneczny czerwiec z URLOPEM w tle.


Wiele osób uważa, że nie po to się wyjeżdża na urlop, by sobie odmawiać i oszczędzać na wszystkim. I ja się z tym zgadzam, ale nie godzę się na bezmyślne wyrzucanie kasy.
Do tej pory mieliśmy w zwyczaju przywozić rodzinie drobne podarunki z urlopu: sól z Wieliczki, kapcie z Zakopanego, piwo ze Słowacji. Doszłam do wniosku, że to trochę bez sensu. W tym roku przywieźliśmy tylko oscypka. O ile kupowanie pamiątek jest miłym elementem urlopu, o tyle ich nadmiar potrafi przyprawić o ból głowy. Jadę po wrażenia, nie na zakupy. Magnes na lodówkę wystarczy. Absolutnie też nie muszę korzystać ze wszystkich dostępnych w danym miejscu atrakcji (a namnożyło się teraz ich jak grzybów po deszczu). Jedna wystarczy. Żałuję jednak do dziś, że nie dałam się namówić na taki tor saneczkowy w Karpaczu:



Wyjeżdżając na urlop, wyłączyliśmy korki w mieszkaniu. Nie "chodziła" nawet lodówka, którą wcześniej wyczyściliśmy do zera. Ciekawa zatem jestem rachunku za prąd i rozliczenia za wodę. Tym bardziej, że w końcu sprzedałam mikrofalówkę (głównie ze względu na jej szkodliwe działanie, ale też po to, by zyskać więcej miejsca na kuchennym blacie, zmniejszyć pobór energii i zarobić symboliczne 100 zł). Włączałam ją średnio na 3 minuty dziennie, więc jakaś oszczędność powinna być. Dodam też, że w MAJU przecież pozbyłam się jednego telewizora, więc ziarnko do ziarnka...
Idąc tym tropem wdrażam też powoli w życie inne małe rzeczy:
- zamiast worków na śmieci zużywam stare reklamówki (po co mają mi zalegać w szufladach?);
- ograniczam spożywanie lodów na mieście (w tym roku zjadłam łącznie może ze trzy lody);
- suszę dary natury na zimowe herbatki; w czerwcu zasuszyłam jaśmin, płatki chabrów, liście cytryńca chińskiego, jagody, poziomki, liście poziomek, skrzyp polny;
- staram się sukcesywnie zasilać swoje konto oszczędnościowe.

Z innych oszczędności:
- kiedy miałam zanieść sukienkę do drobnej przeróbki do krawcowej, stwierdziłam, że zrobię to sama i stanęłam na wysokości zadania (nawet nie widać, że poprawki były robione ręcznie, nie maszynowo);
- wybraliśmy się na jagody i poziomki (a jagody na straganach nie są tanie);
- znalazłam fryzjera tańszego o 50% niż mój dotychczasowy; w tym salonie nie proponują mi co prawda kawy na wejściu, ale co do jakości usług nie mam zastrzeżeń;
- mimo, że z całego serca kibicowałam Pazdanowi i jego drużynie (brzmi nieźle, co?), oparłam się pokusie i nie kupiłam żadnego gadżetu piłkarskiego;
- zrobiłam syrop z kwiatów czarnego bzu.





Kwiat czarnego bzu


Główna zasada, którą się w tym roku kieruję to nie kupować! Jestem z siebie dumna, bo od pół roku nie wydałam ani złotówki na ciuchy, torebki czy biżuterię.

2 komentarze:

  1. Nie mogę zrozumieć fenomenu przywożenia pamiątek z wakacji, zwłaszcza takich, które tylko stoją i zbierają kurz (jakieś figurki, małe domki drewniane, obrazki), wydaje mi się, że mało kto potrafi się temu oprzeć, bo takich rzeczy jest tam mnóstwo i konsumpcjonizm jest na każdym kroku podsycany... Fajnie, że potrafisz się temu oprzeć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama jest fanką takich zakupów pamiątkowych. Wyjeżdżając gdzieś, zamiast cieszyć się atrakcjami, czułam presję, że przecież muszę kupić coś mamie, a najlepiej i babci i reszcie rodziny. Od jakiegoś czasu powiedziałam sobie wyraźne STOP i poczułam ulgę, że już nic nie muszę, co najwyżej mogę CHCIEĆ.

      Usuń