środa, 13 lipca 2016

Miłe chwile w Karpaczu





Po pewnym ciężkim, ale i pełnym wrażeń dniu (KLIK) postanowiliśmy zatrzymać się w Karpaczu. Ta klimatyczna miejscowość zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie i z czystym sumieniem będę polecała ją wszem i wobec.


Pierwotnie miałam w planach nocleg w Szklarskiej Porębie. Ale kiedy spóźniliśmy się dosłownie pół godziny na wejście do Wodospadu Kamieńczyka (cóż, trzeba będzie to nadrobić innym razem) postanowiliśmy cofnąć się do Karpacza. Nie mieliśmy wcześniej zarezerwowanego noclegu, zdaliśmy się na żywioł parkując przy pierwszym lepszym hotelu, który okazał się nie tylko "pierwszym lepszym", ale i całkiem trafionym wyborem. Poczynając od przemiłej obsługi już na recepcji, poprzez mega komfortowe warunki, na bajecznych widokach z balkono-tarasu kończąc. Hotel "Petrus", bo o nim mowa sprostał naszym wszelkim wymaganiom. Bo jak nie polubić obiektu, przed którym znalazło się papierowy pieniądz, w którym obejrzało się ostatni w  tym sezonie odcinek "M jak Miłość" i w którym tak dobrze się spało? Aż żal było wyjeżdżać. Ale jak mus to mus. Po wypasionym śniadaniu i kawie na tarasie z widokiem na Sudety wyruszyliśmy zdobywać Śnieżkę.




Nasz pokój


Taki mieliśmy widok z balkonu





Poranek w Karpaczu




Drzewo przed hotelem, pod którym znalazłam 20 zł na szczęście :)



Hotelowa śniadaniownia
Taras z bajecznym widokiem

Poprzedniego wieczora rozejrzeliśmy się trochę po okolicy. Karpacz niewątpliwie ma swój urok. Szkoda, że zawsze mamy zbyt mało czasu... Załapaliśmy się na całoroczny tor saneczkowy,  tuż przed jego zamknięciem. Niestety, zanim zdobyłam się na odwagę, kasa już była nieczynna. Z tej atrakcji skorzystali tylko mąż i córka i też byli niepocieszeni, że zjechali tylko raz.







Aleja gwiazd sportu




















Na koniec naszego pobytu w Karpaczu udało nam się dotrzeć w kultowe miejsce, do Świątyni Wang. Ten ewangelicki kościół został przeniesiony w 1842 roku z miejscowości Vang w Norwegii, gdzie zbudowano go jeszcze w XII wieku. Ciekawostką jest, że świątynię wykonano bez użycia gwoździ, a na przyległym cmentarzu pochowany jest Tadeusz Różewicz.




Zmierzamy do Wang







Świątynia Wang

Rzeźba Łazarza

4 komentarze:

  1. Pięknie!
    Ja w tym roku pierwszy raz w Tatrach!Jestem zachwycona!

    pozdrawiam ciepło
    Changelife.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mmmm, też bym pojechała w Tatry. Gwarantuję, że się zakochasz i będziesz tam wracała:)

      Usuń
  2. Ja już po Tatrach i jestem zachwycona ;)
    Changelife.pl

    OdpowiedzUsuń