poniedziałek, 16 maja 2016

Przypływy i odpływy

Moje życie to nieustanne przypływy i odpływy (na szczęście z miażdżącą przewagą tych pierwszych). Raz mam tyle energii, nadziei i wigoru, że mogłabym góry przenosić, innym razem najchętniej zamieniłabym się w śpiącą królewnę.



No bo jak to jest możliwe, że jednego dnia jestem multizadaniowa: sprzątam mieszkanie na błysk, wypróbowuję przepis na pizzę jaglaną z patelni, czytam 100 stron książki, robię zakupy, idę z dzieckiem na 10-kilometrowy pieszy rajd przez lasy i pola, a następnego leżę przez cały dzień na kanapie i biernie oglądam to, co aktualnie leci w telewizji, nie mając nawet sił na przełączenie kanału? Jak to jest, że w sobotę jestem ambitna literacko, a w niedzielę zadowalam się telewizyjnym chłamem? Albo że tygodniami wspinam się na kulinarne wyżyny, odżywiam zdrowo, a przychodzi dzień, kiedy wrzucenie na wrzątek ruskich z biedronki jest dla mnie wyczynem godnym zdobycia Everestu? Czy to normalne, że jednego dnia zbieram 1200 kwiatów mniszka i robię z niego syropy, a potem jadę na wycieczkę i  niestraszny mi nawet deszcz, a innego ledwie wygrzebuję się popołudniu z domu na pizzę do grubego benka?










Produkcja syropów z mniszka lekarskiego



Kiedyś nie akceptowałam tych spadków formy. Teraz przyjmuję je z dobrodziejstwem inwentarza. Tak, mam prawo mieć słabszy dzień, ucinać sobie drzemki, oglądać głupie programy i filmy.
Czasami daję sobie zielone światło na fast foody, nieumyte od kilku miesięcy okna, leżenie i gapienie się w  sufit, chodzenie spać o dwudziestej. Tak jest prościej.








4 komentarze:

  1. Spadki energii to mój odwieczny problem. Nie wiem czy to dlatego, że na ogół mam niskie ciśnienie, a w dodatku jestem typowym meteopatą. Na deszcz bolą mnie dłonie, mam migrenę, na wiatr skacze mi ciśnienie, jak mam okres to dwa dni nie wychodziłabym z łóżka. A potem robię tysiąc rzeczy na raz i wierzę, że mogę wszystko. Ja się jeszcze z tym nie pogodziłam, raczej nadal łudzę się, że znajdę jakiś magiczny sposób, żeby jednak nie być "zależną" od pogody...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej się z tym pogodzić, natury nie oszukasz. Ja wręcz potrafiłam być zła na swoją bezproduktywność i prokrastynację. Ale nicnierobienie i odpuszczanie sobie jest ok. Każdy ma gorsze dni, jesteśmy ludźmi, nie robotami.
      P.S. Też mam niskie ciśnienie i przez to często jestem zmęczona i ospała.

      Usuń
  2. Każdy może mieć gorsze dni. Nie znam osoby, ktora byłaby ciągle uosobieniem produktywności. Wydaje mi się, że ważne doceniać rownież odpoczynek a nie tylko gloryfikować zajętość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, dlatego staram się upraszczać codzienne czynności (zwłaszcza te, których nie lubię) do niezbędnego minimum.

      Usuń