czwartek, 31 marca 2016

21 sposobów na odegnanie smutków, cz.1




No niestety, natura obdarzyła mnie tendencją do stanów depresyjno- lękowych. Często osaczają mnie niechciane, natrętne myśli o sprawach ostatecznych. Choć w głębi duszy marzę o górach, notorycznie zaliczam doły. Na szczęście znam już siebie na tyle dobrze, że zdarza mi się sobie pomóc.


Zwłaszcza teraz, na tak zwanym przednówku, kiedy słońca jest jeszcze zbyt mało, spadki nastroju to u mnie norma. Wrodzony optymizm przegrywa z czarnowidztwem. Irracjonalne lęki przejmują dowodzenie, choć tego nie chcę. Czasami czuję, że jestem już kresu wytrzymałości, że dłużej tak nie pociągnę. I wtedy pojawia się ktoś lub coś, co utwierdza mnie w przekonaniu, że jednak życie jest fajne. Coś, co odwraca moją uwagę od destrukcyjnych myśli i sprowadza je na właściwe tory. Najczęściej coś banalnego. Śmieszny filmik o kotach udostępniony na fejsie, nieoczekiwany telefon z ciekawą propozycją czy nagła inspiracja.

Jest cała długa lista rzeczy, które poprawiają moją kondycję psychiczną. Fakt, nie zawsze o nich pamiętam.
Ale nie skłamię, gdy powiem, że działają. Oto 21 sprawdzonych sposobów, które i was przywrócą do żywych, kiedy zbyt intensywnie zanurzycie się w otchłani rozpaczy. Kiedy nie wiesz, jak wyjść z dołka, kiedy wydaje Ci się, że twój zły stan będzie trwał wiecznie, wysil się trochę i...

1. Przyklej do twarzy sztuczny uśmiech i wyobraź sobie, że  jesteś najszczęśliwszym człowiekiem na kuli ziemskiej. Ja tak robię, choć w głębi duszy chce mi się płakać (nie twierdzę, że płacz jest zły, jest naturalny i potrzebny, ale ile można?). Oszukuję się. Mózg ponoć nie odróżnia nienaturalnego uśmiechu od tego prawdziwego. Sprawdziłam to. Taka symulacja szczęścia działa. Po kilku minutach depresyjny nastrój gdzieś znika.

2. Zacznij dzień od aromatycznej kawy i książki. Nawet, kiedy śpieszysz się do pracy. Na ósmą. A przed pracą musisz zaprowadzić dziecko do przedszkola. Da się. Na jakieś dziesięć stron zawsze znajdziesz czas. Tak dobrze rozpoczętego dnia nic nie może już spieprzyć.

3. Graj. Gorąco polecam rodzinne granie w planszówki. U nas największym powodzeniem cieszą się nieśmiertelny CHIŃCZYK, odkryty na nowo, uczący przedsiębiorczości  EUROBUSINESS (nie tak dawno zarwałam noc budując hotele w Austrii i ogrywając wszystkich), czy wymagający giętkiego ciała TWISTER.



4. Odkrywaj przyrodę. Spacerów po lasach, łąkach i polach nigdy za wiele. Za każdym razem można tam odkryć coś nowego. Ja na przykład, po raz pierwszy w życiu słuchałam stukania dzięcioła, przykładając ucho do pnia drzewa. Niesamowite doświadczenie.







5."Zniszcz ten dziennik" (KLIK). To miejsce, w którym można wyrazić swoją ekspresję, ale też wyciszyć się emocjonalnie, zająć czymś myśli, wyżyć się artystycznie. Malować farbami, pisać kolorowymi długopisami, wyklejać, rozcinać. Co prawda, kupiłam ten dziennik córce, ale i ja ćwiczę w nim swoją kreatywność.

6. Przebywaj z rodziną. Rodzina to jest siła, chociaż ponoć się jej nie wybiera. Śmiech, wspólna przechadzka, niekończące się rozmowy, wspomnienia, żarty. Z ciocią, szwagrem, bratową, kuzynką męża..., nieważne. Zatrzyj w pamięci jakiekolwiek urazy i ciesz się chwilą, bo życie jest krótkie.







7. Zabierz babcię na wycieczkę. Mówię całkiem poważnie. Niedawno zabrałam swoją na niedaleką wyprawę i mam nadzieję, że to dopiero początek naszych eskapad. Powrót dobrego humoru gwarantowany. Zresztą, inaczej być nie może, kiedy widzisz jak twoje dziecko świetnie dogaduje się z prababcią. Jak śpiewają razem na scenie miejskiego amfiteatru czy bawią się na placu zabaw.





8. Przeprowadź wywiad z dziadkiem, zapytaj o dawne czasy. Zobaczysz, jak chętnie starsze osoby opowiadają o swojej młodości. Możesz nawet, tak jak ja, nagrać taki wywiad na dyktafon. A potem napić się herbaty ze szklanki z podstawką, jak za czasów PRLu.





9. Kup mamie tulipany zupełnie bez okazji, podaruj teściowej bazie. Zaproponuj pomoc w kuchni. Na pewno sprawisz im radość, a to ważne czuć taką moc sprawczą.



10. Otaczaj się dziećmi. Zabierz je na spacer, poczytaj, naucz piosenki. Czasem wystarczy poobserwować bawiące się  przemądrzałe kilkulatki i posłuchać ich dialogów, by uśmiech sam pojawił się na twarzy. Wyręcz kogoś i zajmij się trochę niemowlakiem. Zmień mu pampersa, podaj smoczek i przypomnij jakie to uczucie być mamą niemowlaka.



11. Ruszaj się, bo zardzewiejesz. Moją najnowszą pasją są rolki. Różowe. Śmigają jak szalone, ale hamulce mają słabe, więc muszę uważać. Wycieczka rowerowa, to też doskonały plan.






12. Posłuchaj disco polo w samochodzie. Mnie pomaga.

13. Wypij kawę w lesie. A najlepiej wybierz się w plener z pełnym wyprowiantowaniem. Śniadanie na polanie? Why not? Nawet najbardziej pochmurna sobota rozjaśni się samoistnie.





14. Idź na terapię. Wygadanie się ze swoich problemów oczyszcza głowę, a już wygadanie się specjaliście sprawi, że poczujesz się lekko jak piórko.

15. Wieczorem obejrzyj coś z pozytywnym lub w najgorszym wypadku neutralnym przekazem. Żadnych dramatów, thrillerów, spraw dla reportera czy innych wyciskaczy łez i generatorów wewnętrznego lęku.

16. Zrób sobie profesjonalny manicure. Kiedy nie mogłam już znieść swoich zniszczonych, rozwarstwiających się i łamiących się paznokci, zafundowałam sobie iście wiosenne hybrydy.



17. Śpij tyle, ile potrzebujesz. Sen przynosi ukojenie. Kocham ten moment, gdy po ciężkim dniu zanurzam się w miękkiej pościeli.

18. Idź na basen. Nawet jeśli nie masz sił na pływanie, odpręż się się w jacuzzi czy saunie. Woda dobrze robi na smutki.

19. Zafunduj sobie masaż. Każdy stres kumuluje się w mięśniach. Wiem coś o tym. Czasami mam mięśnie napięte do granic możliwości. Po masażu czuję się o niebo lepiej.

20. Otaczaj się zwierzętami. Mam tu na myśli koty i psy, nie bez powodu mówi się o nich, że są najlepszymi przyjaciółmi człowieka. A jeśli nie masz kota, ani psa, pomyśl o żubrze:)



21. Dbaj o siebie. Karm się wartościowym jedzeniem (KLIK, KLIK), dużo pij, dotleniaj się. Jesteś zmęczona? Połóż się i odpocznij.

To, czym zajmujemy nasze myśli ma duży wpływ na to, jak się czujemy. Jeśli dopadają mnie zmartwienia, staram się zająć głowę czymś pozytywnym, bo wiem, że kiedy sobie odpuszczę i pogrążę w smutkach, może mnie czekać równia pochyła. Depresja to dziś choroba cywilizacyjna, przychodzi cicho, nie wiadomo skąd. Jeśli więc widzimy u siebie niepokojące objawy, róbmy coś.

czwartek, 24 marca 2016

Zniszcz ten dziennik



Jak kreatywnie spędzać czas, kiedy wiosna wciąż nie nadchodzi? Jak wyrazić swoją ekspresję i potrzebę tworzenia? Jak dać upust swojej wyobraźni, złości, frustracji? Na te i inne pytania odpowiada słynny od jakiegoś czasu nietypowy dziennik.


"Zniszcz ten dziennik" to książka, z którą można zrobić dosłownie wszystko. Można się przy niej zrelaksować, wyżyć, poprawić sobie nastrój, rozwinąć twórczo. Na każdej ze stron znajduje się mniej lub bardziej dziwne polecenie, które można zinterpretować dowolnie i wykazać się kreatywnością. Moja córka, naoglądawszy się internetów, zapragnęła mieć ten dziennik. Kiedy jej go kupiłam, stwierdziła, że to jej "najukochańszy i najulubieńszy dzień". Ja, po przejrzeniu dziennika, stwierdziłam, że to wcale nie był głupi pomysł. "Przerobiłam" parę stron i naprawdę dobrze się przy tym bawiłam.


Zszywacz i dziurkacz poszły w ruch


Abstrakcja wykonana przy pomocy kredy i lakierów do paznokci


Znaleziska z torebki










A tę stronę wykonała moja koleżanka

Inne przykłady poleceń:
- dodaj własną numerację stron,
- odciśnij liście i inne znaleziska,
- rysuj linie w ruchu, jadąc autobusem lub idąc,
- udawaj, że mażesz po kopercie podczas rozmowy telefonicznej,
- zrób papierowy łańcuch,
- zbieraj tutaj owocowe naklejki,
- naszyj coś na tej stronie,
- przyklej tu przypadkowe strony z gazety,
- miejsce na twoją listę zakupów w spożywczym,
- zbieraj znaczki z otrzymanej poczty,
- strona dobrych myśli,
- niech ta strona przesiąknie zapachem, który wybierzesz,
- pisz lub rysuj lewą ręką,
- strona na czteroliterowe słowa,
- wklej stronę z gazety, zakreśl słowa,które ci się spodobają,
- ukryj tę stronę w ogródku sąsiada,
- sprzedaj tę stronę,
- zarejestruj upływ czasu.

Propozycje, których raczej nie zrealizuję, a moja córka, owszem, bardzo chętnie:
- zadźgaj tę stronę ołówkiem,
- uwiecznij swój obiad ;pocieraj, smaruj, bryzgaj jedzeniem; użyj tej strony jako serwetki,
- weź tę książkę ze sobą pod prysznic,
- rozetrzyj tutaj brud,
- potrzyj tą stroną o brudny samochód.

Jak widać, niektóre zadania są naprawdę abstrakcyjne, bądź co najmniej zadziwiające, ale jeśli ma to pobudzić naszą kreatywność, czemu nie spróbować?

sobota, 19 marca 2016

Zrób sobie zdrową mąkę





Od jakiegoś czasu w mojej kuchni na próżno szukać białej mąki- pszennej, tortowej, ... jak zwał, tak zwał. Ciast piekę tyle, co kot napłakał, pierogi też są rzadkością, więc w sumie mąki nie potrzebuję. Czasami trzeba jednak usmażyć rybę czy zrobić jakiś sos. Albo zaserwować naleśniki na śniadanie.


Już od kilku miesięcy produkuję sobie przy pomocy młynka do kawy mąkę jaglaną czy owsianą. Dziś jednak, mieląc ziarna na sobotnią kawę, wpadłam na genialny pomysł stworzenia superzdrowej wieloskładnikowej mąki. Zmieliłam więc:
- płatki owsiane,
- płatki żytnie,
- siemię lniane,
- nasiona chia,
- pestki dyni,
- kaszę jaglaną,
- nasiona czarnuszki,
- ostropest plamisty,
dodałam ekologiczną kurkumę i szczyptę imbiru i w ten sposób zrobiłam konkurencję dla białej, rafinowanej i totalnie bezwartościowej mąki pszennej. Koniec z pustymi kaloriami! Bazę stanowią tu oczywiście mąka jaglana, owsiana i żytnia, resztę dozowałam rozsądnie, aby żaden ze składników nie zdominował smaku.










O walorach zdrowotnych wyżej wymienionych składników nie chce mi się pisać, bo chyba każdy wie, że należą one do kategorii super food.
Swoją mąkę mocy trzymam w szczelnym pojemniku. Zmieliłam jej niezbyt wiele, bo przecież w każdej chwili mogę odpalić młynek i wyprodukować nową, świeżą porcję. Przetestowałam mąkę, robiąc z niej naleśniki na maśle klarowanym oraz zagęszczając nią zupę. Jeśli moje dziecko zjadło wszystko ze smakiem, to znaczy, że mąka nie jest zła:)
Pomyślałam również, że składnikami takiej mąki mogą być przecież migdały, nasiona słonecznika, płatki jęczmienne, orzechy...Ograniczeniem jest chyba tylko nasza wyobraźnia. Jestem dziś z siebie naprawdę dumna. To wprost niewiarygodne, ile wartościowych składników i witamin można przemycić w zwykłym naleśniku. Żebym się tak jeszcze nauczyła piec chleb...

poniedziałek, 14 marca 2016

Na czym zaoszczędziłam w lutym?


Akcja "oszczędzanie" trwa u mnie w najlepsze i ma się całkiem dobrze. Tym bardziej, że mam już zdefiniowany cel, przy którym wszelkie chwilowe zachcianki wypadają po prostu słabo i łatwiej jest mi się im oprzeć.


Żeby nie było tak kolorowo, kliku pokusom się nie oparłam. Zjadłam kebaba, zapiekankę, bułkę z czekoladą...Cóż, nikt nie mówił, że będzie łatwo. Zapominam więc o tym i skupiam się na swoich oszczędnościowych osiągnięciach. A było ich w lutym kilka...

Zamieniłam ostatecznie czajnik elektryczny na gazowy. Niby cały czas używałam oficjalnie tylko tego gazowego, ale ten drugi zawsze był pod ręka i w chwilach słabości wystarczyło go tylko pstryknąć. Schowałam go więc w głąb szafki i używamy już tylko poczciwego zielonego czajnika z gwizdkiem.

Pilnuję ze wzmożona czujnością, czy przypadkiem gdzieś nie pali się niepotrzebnie światło, czy telewizor nie gra niepotrzebnie, czy router jest wyłączony na noc.
Kąpiele dziecka zamieniłam na szybkie prysznice. Sama też kontroluję ilość zużywanej wody.

Zmywarkę i pralkę puszczam z pełnym wsadem, oczywiście w trybie eco, w temperaturze do 40*-45*C. Tabletkę do zmywarki dzielę na pół, kiedyś nawet zrobiłam je sobie sama z sody, kwasku cytrynowego i soli. Piorę w orzechach. Zamiast płynu do płukania wlewam kilka kropli olejku z drzewa herbacianego, który ma właściwości bakteriobójcze. To niesamowita oszczędność, nie mówiąc już o eliminacji chemii. Rok temu kupiłam paczkę indyjskich orzechów za 20 zł, do dziś zużyłam tylko 1/4 opakowania. Czysty (dosłownie!) zysk. W proszku piorę tylko białe i silnie zabrudzone rzeczy. Myślę nad stworzeniem własnych, ekologicznych środków czystości, jak np. płyn do mycia naczyń. Ale to dopiero, jak zużyję zapasy ze sklepowych półek.

Dzięki wciągającej lekturze "Szczęśliwej skóry" planuję również zrobienie kilku kosmetyków. Po udanej próbie z antyperspirantem, mam zamiar wypróbować receptury na suchy szampon i pastę do zębów. Ograniczam również ilość używanych kosmetyków do makijażu. Już od roku praktycznie nie używam podkładu i pudru, bądź używam ich sporadycznie. W mojej skromnej ocenie mam całkiem ładną cerę i makijaż oczu i muśnięcie różem w zupełności mi wystarczy. A że róż mi się właśnie skończył? Nic nie szkodzi. Czerwona pomadka doskonale go imituje.


Książka nie kupiona, tylko wypożyczona z biblioteki. Polecam!


Korzystam z promocji, kupuję produkty spożywcze, które są aktualnie w  promocyjnych cenach i na nich opieram swoje menu. W torebce noszę torbę na zakupy, by uniknąć brania jednorazówek.

Robię coraz więcej tanich i jednocześnie zdrowych dań. Np. naleśniki na tysiąc sposobów. Zaprzyjaźniłam się z młynkiem do kawy i produkuję różne rodzaje mąk do naleśników: jaglaną (mielę kaszę jaglaną na jasnożółty pył), owsianą, jęczmienną (zmielone płatki). Dodatkowo takie ciasto naleśnikowe wzbogacam zmielonym siemieniem lnianym, kurkumą, cynamonem, imbirem. Moje dziecko wcina takie zdrowe naleśniki i prosi o dokładkę. A dla mnie to 5 minut roboty.
Drugim tanim i wartościowym daniem są zupy. Najlepiej bezmięsne (opcjonalnie na indyku). Dostaję szczaw w słoiczku od mamy? Gotuję szczawiową. Został mi niedzielny rosół? Gotuję na nim pomidorową.
Wyhodowałam też własny szczypiorek i rzeżuchę.

W końcu założyłam konto oszczędnościowo. Zamierzam po każdej wypłacie najpierw płacić sobie i przelewać na to konto 10% swoich dochodów, a pod koniec miesiąca całą resztę, która mi została. Docelowo mam zamiar otworzyć lokatę.

No i w dalszym ciągu, ze wzmożonym zapałem uskuteczniam swój antykonsumpcjonizm. Nie kupiłam w lutym żadnego ubrania. Zrozumiałam, że kupując nowy ciuch, nie stanę się szczęśliwszym człowiekiem. No, może na godzinę :) Używam więc zasobów, które mam. Powyciągałam z dna szafy dawno nie noszone ubrania. Zaniosłam do krawcowej 7 par spodni. 4 pary spodni męża, w których zostały zwężone nogawki, i 3 pary moich, które były na mnie po prostu za duże. Zapłaciłam, co prawda, 11,30 zł za przeróbkę każdej sztuki, ale biorąc pod uwagę fakt, że spodnie męża kosztowały ok.300 zł, bo są dobrych marek, a nie nosił ich tylko dlatego, że ich fason wyszedł już z mody, myślę, że warto było tę kasę zainwestować.

Od dwóch miesięcy nie kupiłam dziecku żadnej, nawet najmniejszej zabawki. Ależ wyrodna ze mnie matka, co? Po co mam kupować córce nowe kolorowanki, skoro ma 20 starych zalegających w szafce, prawie nietkniętych lub zarysowanych tylko w połowie? Wyciągamy je więc po kolei z półki i używamy.

A w wolnej chwili przeczytałam sobie bloga nie kupuję.obserwuję.

czwartek, 10 marca 2016

Nie opłaca się, ale warto




Wokół nas jest multum zjawisk, które nie mają swojej ceny. Warte są dużo więcej niż zera na koncie. Motywujący mówca, Jacek Walkiewicz, cytując profesora Władysława Bartoszewskiego powiedział, że w życiu są rzeczy, które warto, i są rzeczy, które się opłaca, ale nie zawsze to, co warto się opłaca, i nie zawsze to, co się opłaca warto.


Bo czy warto jest jechać 280 km w jedną stronę, spędzić około cztery godziny w aucie, wydać na paliwo 150 zł po to, by spędzić  w rodzinnym domu 37 godzin, z których 14 się przesypia? Kompletnie się nie opłaca, ale warto...Nie opłaca się wyjeżdżać z bólem głowy w piątkowy wieczór, zostawiać nieposprzątane mieszkanie, tłuc się po zmroku przez trzy województwa...ale warto.
Chociażby tylko po to, ...
...by zamienić się z mamą tuszami do rzęs,
...by grać z rodzicami do późnej nocy w Eurobusiness,
...by zasnąć w swoim dawnym pokoju w pachnącej flanelowej pościeli,
...by poczuć ciepły uścisk dłoni dziadka,
...by poukładać puzzle z bratanicą,
...by pośmiać się przy stole z całą rodziną,
...by delektować się tortem zrobionym przez bratową,
...by zobaczyć szopę, w której dziadek ukrywał się kiedyś przed Niemcami,
...by wymasować sobie plecy na macie masującej,
...by poprzeglądać "Angorę" i porozwiązywać z tatą sudoku,
...by widzieć jak twoje dziecko wyśpiewuje przed dziadkami i pradziadkami cały swój repertuar,
...by sprawdzić, czy świąteczna choinka się przyjęła i rośnie sobie w ogrodzie,
...by posłuchać białoruskiego koncertu życzeń w lokalnym radiu,
...by dostać od babci kołnierz z lisa, starą łyżkę i chusty po prababci,
...by wrócić z zapakowanymi przez mamę słoikami, torebką suszonych jabłek i prawdziwym miodem.