sobota, 6 lutego 2016

Zima lubi dzieci najbardziej na świecie



Nigdy nie sądziłam, że zatęsknię za zimą. Choć jeszcze trwa sobie w najlepsze, ja już ukradkiem ocieram łzy tęsknoty. W tym roku bowiem zima zaskoczyła mnie swoimi możliwościami, jak jeszcze nigdy przedtem. A może to ja nauczyłam się w końcu doceniać tę porę roku?


Nigdy jakoś specjalnie za zimą nie przepadałam. A styczeń był dla mnie najgorszym miesiącem w roku. Chyba od zawsze. Nawet przywołując wspomnienia z dzieciństwa, mam przed oczami krótkie, ciemne dni, błoto pośniegowe i nudne ferie spędzane w domu przed telewizorem. O ile ciepło domowego ogniska, miało swój urok, o tyle jakakolwiek aktywność na świeżym powietrzu była dla mnie koniecznością. Piosenki z tamtych czasów, jak np. tę poniżej, wspominam jednak z rozrzewnieniem.

                                       

Jak to dobrze, że córka nie poszła w moje ślady i zima jest dla niej równie atrakcyjna jak inne pory roku. Przyznam, że i ja postanowiłam popracować nad moją awersją do stycznia (trochę pisałam o tym TU), nie boję się już wychodzić z domu i robię wszystko, bym nie musiała tej zimy przeczekiwać, tylko czerpać z niej jak najwięcej radości tu i teraz. Poza tym postanowiłam w tym roku hartować dziecko (i siebie przy okazji) i bez względu na pogodę jak najwięcej wychodzić na dwór. 
Świetnym pretekstem do wyjść okazały się w tym roku sanki. Można było wykorzystać je podczas zwykłego spaceru po okolicy. Kilka zjazdów z górki sprawiło że zwykła szara sobota okraszona została pozytywnym akcentem.








Można było też zapakować sanki do bagażnika i wyruszyć gdzieś za miasto. Mamy takie swoje ulubione miejsce na skraju Puszczy Napiwodzko- Ramuckiej , którym pisałam już kilkakrotnie (KLIKKLIKKLIKKLIK) i które jest dobre na każdą porę roku. Wiosną można tam spacerować wąwozami, latem zażywać plażingu nad jeziorem, jesienią rozpalić ognisko, a zimą... zjeżdżać na sankach z wielkiej górki.




Jak widać na poniższym zdjęciu, nie tylko my darzymy to miejsce sympatią. Kiedy przyjechaliśmy tu tej zimy pierwszy raz, oczom naszym ukazał się taki obrazek. Najwyraźniej wszyscy postanowili oddać się białemu szaleństwu:) Poddaliśmy się więc euforii tłumu.


















Wiadomo, że w tłumie raźniej, ale po tygodniu, kiedy spadła kolejna porcja śniegu, postanowiliśmy być sprytniejsi i udaliśmy się na sanki w sobotę rano. Było cudownie: słonecznie i mroźno jednocześnie. Cisza jak makiem zasiał. Saneczkowa trasa nie była jeszcze "wyjeżdżona", wręcz dziewicza. Takich rozrywek to ja mogłabym zażywać każdego ranka. Górka jest naprawdę spora, więc i długość zjazdu jest imponująca. Nie wiem, kto się lepiej bawił, dziecko czy my? Bez kilku wypadków, oczywiście się nie obeszło, ale na szczęście były one niegroźne.


















A kiedy nie mieliśmy już sił (wchodzenie pod górkę po raz któryś z rzędu było wyczerpujące), poszliśmy się odprężyć na jezioro. Weszliśmy na lód (mróz był tego dnia siarczysty, więc nie mieliśmy jakichkolwiek obaw) i na wieżę widokową. Biorąc więc pod uwagę atrakcje i okoliczności przyrody musiałabym być idiotką, by złorzeczyć na zimę.














Tak nam się spodobało aktywne spędzanie czasu, że następnego dnia wybraliśmy się do lasu.
Ciągaliśmy naszą córkę na saneczkach leśną drogą, a ona piszczała z radości. Spotkaliśmy dwoje starszych ludzi na nartach biegowych i naszła mnie refleksja, że wiek nie jest żadną wymówką ani ograniczeniem. Że można mieć siedemdziesiąt lat i być witalnym jak dwudziestolatek. Mimo że dzień był pochmurny i nie zachęcał do wyjścia z domu, warto było zażyć ruchu na świeżym powietrzu. Teraz wiem, że każde pięć minut na łonie natury wzmacnia mnie i poprawia humor. A jeśli zamienię te minuty w godziny, zrobię sobie i tym, z którymi spędzam czas, bezcenny prezent.





I dobrze, że tak wykorzystaliśmy wolny czas, bo dziś zima w Olsztynie jest już tylko mglistym wspomnieniem. Po białym puchu ani śladu. Śniegowe szaleństwa są już poza zasięgiem, trzeba się więc nagimnastykować i szukać innych weekendowych rozrywek. Co prawda, zawsze można się wybrać na sztucznie naśnieżany stok (KLIK), ale czy ja wiem??

2 komentarze:

  1. Odkryłaś w sobie dziecięcą radość? :) Sanki są super. W Olsztynie nie ma śniegu ale może wiosna tuż, tuż :) Pozdrawiam goraco

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak:)Dzięki udanej zimie, wyjątkowo do wiosny mi się nie śpieszy. Również pozdrawiam ciepło :)

      Usuń