wtorek, 9 lutego 2016

Na czym zaoszczędziłam w styczniu?





Wkręciłam się już chyba na dobre w akcję oszczędzania. Przez ostatnie pół roku wydałam dużo pieniędzy na różne zachcianki. Stanowczo za dużo. Działałam pod wpływem impulsu. Teraz biorę się w garść i nie odmawiając sobie przyjemności staram się racjonalnie gospodarować pieniędzmi. 



Na początku stycznia trochę zaoszczędziliśmy na wejściówkach na stok narciarski (relacja TU). W tygodniu jest taniej niż w weekend. Zamiast rozgrzewać się barową herbatką, zabrałam ze sobą herbatę w kubku termicznym. Kilka złotych zostało w portfelu, a zimno było jak diabli.




Przeprowadziłam też mały eksperyment. Nie robiłam zakupów spożywczych tak długo, jak się da. Potrafiłam przez 5 dni z rzędu nie iść do pobliskiej Biedronki (gdzie czasami zdarzało mi się biegać tam dwa razy dziennie, więc uważam to za mój osobisty sukces). Za to wykorzystywałam zapasy z zamrażarki i kuchennych szafek. W ruch poszły mrożone pierogi, które kiedyś zrobiłam z mamą w ilości hurtowej (jakże szybki obiad!), zamrożony zakwas z buraków (też własnej produkcji) czy sok z brzozy. Zamrożonego farszu do pierogów z zielonej soczewicy użyłam do zupy. Przepis TU. A przy okazji tych czystek rozmroziłam i umyłam zamrażarkę.

W znacznym stopniu ograniczyłam słodycze. Robiłam je samodzielnie. Między innymi kisiel z pomarańczy czy ciasteczka z płatków owsianych i kakao. I taniej, i zdrowiej.









Nie kupiłam w zeszłym miesiącu absolutnie żadnego ciucha. Nie potrzebuję. Raczej powinnam pozbyć się kilku ubrań, bo szafa mi się nie domyka. Za to samodzielnie przerobiłam wytarte na kolanach rurki na szorty.

Z kosmetyków kupiłam tylko szampon i odżywkę  Alterra (polecam- bez barwników, konserwantów, silikonów i parabenów), w dodatku w całkiem niezłej promocji.



Zamiast zakupu maty do ćwiczeń zrobiłam sobie matę z puzzli piankowych. Nie mam do niej absolutnie żadnych zastrzeżeń, sprawdza się w stu procentach.





Tak jak w grudniu (KLIK) , zrobiłam małe zakupy internetowe i podzieliłam się kosztem przesyłki z koleżanką na pół.

Szukałam darmowych rozrywek: graliśmy w domu w planszówki, czytaliśmy książki, chodziliśmy na SANKI.







Skorzystałam z darmowych darów natury (nawet w styczniu się da!)- podczas wyjazdu na sanki, nazrywałam w lesie owoców dzikiej róży i zrobiłam z nich kompot.







A w nagrodę, że byłam taka oszczędna znalazłam w szufladzie 700 zł, które skitrałam kiedyś sama przed sobą i o nich zapomniałam:) 

7 komentarzy:

  1. I brawo :) Podziwiam Cię za to powstrzymanie się od wizyt w Biedronce. Zdarzało mi się ostatnio, że bywałam tam kilka dni z rzędu, bo czegoś potrzebowałam. A jak wiadomo, wtedy zawsze coś wpadnie w oko... Zatem Twoje postanowienie jest super dla kieszeni :)

    No i patrz, od razu nagroda!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie chyba te (prawie)codzienne zakupy rujnowały mnie finansowo. Teraz jest zdecydowanie lepiej. Teraz idę do sklepu, gdy naprawdę nie mam co jeść :)Polecam każdemu taki detox zakupowy.

      Usuń
  2. Gratuluję, można oszczędzić, można :). Zakupy ograniczyć też można i wcale nie czuć się z tym źle. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, nie dość, że nie czuję się z tym źle, ale wręcz bardzo, bardzo dobrze! Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. motywujące są takie wpisy :) mam fazę na oszczędzanie :) kopa mi to daje :) i fajnie tak, odkładać do tej przysłowiowej skarpety ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. To naprawdę ogromny sukces :)
    Ja jestem strasznie rozrzutna i nie potrafię zapanować nad rozpływającą się w powietrzu gotówką, pomimo że za każdym razem to sobie obiecuję.
    Zakupy spożywcze to jest najgorszy wysysacz pieniędzy. Mamy dokładnie ten sam problem - zamrażarka pęka w szwach,a my zamiast ją opróżniać to kupujemy i do niej dokładamy. Zdecydowanie muszę nad tym popracować :)

    OdpowiedzUsuń