wtorek, 23 lutego 2016

Herbata stygnie, zapada mrok...



Sobota. Mąż na piłce, córka na górze u koleżanki. Mam czas dla siebie. Nie, tym razem nie sprzątam. Prania też nie wstawiam. Nie tracę cennych minut na fejsbuku.


To czas wyłącznie dla mnie. Liczy się każda dobrze spożytkowana sekunda. Stawiam czajnik na gazie. Idę pod prysznic. Robię sobie odżywczy peeling z zielonej kawy i oleju kokosowego. Ścieram z siebie trudy tygodnia. Dodaję sobie energii chłodnym strumieniem wody. Wychodzę z łazienki na dźwięk gwizdka. Zaparzam herbatę. Z cytryną. Włączam zmywarkę.

Herbata stygnie, zapada mrok, a ja gaszę światła i otulam swoje aksamitnie miękkie, wypeelingowane ciało aksamitem ulubionego koca. Leżąc w ciemności, wsłuchuję się w szum zmywarki. Kojarzy mi się z szumem morza. Oddycham świadomie. Wdech- nowa życiodajna energia, wydech- wszelkie negatywne konotacje. Och, jak mi dobrze. Chwilo, trwaj.
Wstaję, biorę kubek. Stoję w półmroku przy oknie i sączę angielską herbatę. Wpadam na pomysł, by opisać ten moment. Biorę kołonotatnik i na papierze w linię srebrnym długopisem tworzę ten tekst. Później wyklepię go, słowo po słowie, na klawiaturze. Teraz korzystam z możliwości pobycia samej ze sobą. Wezmę zaraz do ręki wypożyczoną wczoraj książkę bezkonkurencyjnej Fannie Flagg i zanurzę się w atmosferze miasteczka położonego gdzieś na wybrzeżu Alabamy. 
Czasem tak mało potrzeba mi do szczęścia...

4 komentarze:

  1. Super post taki ciepły i osobisty. Czasami tak niewiele może nam dać tak wiele. Tę chwilę dla siebie są bardzo cenne,sama staram się je celebrować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopóki nie miałam dziecka, nie doceniałam tego.

      Usuń
    2. Ja też kiedyś tego nie doceniałam:) Teraz patrzę na wszystko z innej perspektywy :)

      Usuń
    3. Dokładnie, dziecko sprawia, że człowiek umie się zmobilizować i tak rozciągnąć te 24 godziny, by wystarczyło czasu na wszystko. Jak sobie pomyślę, ile czasu przeciekało mi przez palce, kiedy nie miałam dziecka... Istne marnotrawsto!

      Usuń