niedziela, 24 stycznia 2016

Zimowe czasoumilacze



Już dawno żadna zima nie sprawiła mi tyle radości. Ehhh..., jaka szkoda, że dopiero teraz odkryłam trzy sekretne sposoby na jej oswojenie:  A jak aktywność fizyczna, B jak bezwarunkowa akceptacja i C jak czasoumilacze.


Że też tak dużo czasu zleciało mi, zanim zrozumiałam, że w zimie, jak w każdej innej porze roku trzeba się rozsmakować. Przyjąć ją z dobrodziejstwem inwentarza. Z ujemnymi temperaturami. Ze spadkiem nastroju związanym z brakiem ekspozycji na słońce. Z ciemnymi porankami i popołudniową szarówką. To są rzeczy, na które nie mamy raczej wpływu (no, chyba że zaszalejemy i zmienimy strefę klimatyczną). Ale wystarczy wytężyć szare komórki, rozejrzeć się dokoła i uprzyjemnić sobie zimowy czas.

Oto kilka rzeczy, które uatrakcyjniają mi białe, mroźne dni:

Herbata na wynos
Najlepiej rozgrzewająca, z imbirem i cynamonem. Kubek termiczny to świetny wynalazek. Można go zabrać ze sobą w podróż, na spacer, na lodowisko czy na stok narciarski. Fajnie jest jechać mroźną nocą samochodem przez zaśnieżone lasy i popijać gorącą herbatę.




Kolorowanki dla dorosłych
W zeszłym roku, podczas oglądania telewizji haftowałam, w tym- wzięłam się za inny rodzaj twórczości. Koloruję jak szalona. Wytężam wzrok i co rusz temperuję kredki, bo kolorowanki dla dorosłych wymagają nie lada precyzji. Polecam tę formę wypoczynku. Odpręża i odstresowuje. Zatem kredki w dłoń! Koloroterapia jest teraz w modzie.















Czytanie
Bez książek nie umiałabym żyć. Biblioteka mogłaby być moim drugim domem. Ach, gdyby doba była dłuższa, mogłabym czytać, czytać i czytać. Powieści obyczajowe, kryminały, poradniki. Czytać sobie i dziecku. Rano, zaraz po przebudzeniu, w leniwe weekendy i tuż przed odpłynięciem w objęcia Morfeusza.







Sanki
Sanki są dla mnie alternatywą dla zwykłych spacerów albo służą do szaleńczych zjazdów z górki. Ciąganie dziecka na sankach, zwłaszcza pod górę, to dobry sposób na spalenie kilku kalorii. Nie zjeżdżałam na sankach ponad dwadzieścia lat. Czas to nadrobić. 








Łyżwy
Lodowisko mam niedaleko od domu, więc grzechem byłoby z tej zimowej atrakcji nie skorzystać. Piruetów co prawda nie kręcę, ale gleby też nie zaliczam, więc myślę, że jeżdżę całkiem ok. Najfajniej jest wieczorem. Płynąć po lodowej tafli  w takt muzyki i zapominać o bożym świecie... Ruch, endorfiny i świeże powietrze w jednym. Próbuję namówić koleżanki na wspólne wyjście na lodowisko, ale jeszcze żadna się nie zdecydowała.







Narty
Byłam tylko raz, wróciłam z mieszanymi uczuciami. Justyną Kowalczyk raczej nie zostanę. Profesjonalny stok narciarski jest raczej nie dla mnie, prędzej odnalazłabym się na jakiejś oślej łączce. Ale przynajmniej przypomniałam sobie po latach, jak to jest mieć narty na nogach, jak to jest wywracać się co krok, leżeć w śniegu i śmiać się z samej siebie. Ponoć najstarsi górale mówią: "Jak się nie wywrócis, to się nie naucys", tak więc nie zamierzam się poddawać i jeszcze kiedyś zaskoczę samą siebie.



Wieczorne bieganie
Od Nowego Roku wróciłam do biegania. Zaczynałam od 13 minut nieprzerwanego biegu, teraz osiągam czas 36 minut. Tak sobie pomyślałam, że skoro teraz  daję radę biec w temperaturze -17*C i po śliskich chodnikach z grubą warstwą śniegu, to na wiosnę będzie już tylko lepiej. Po bieganiu czuję się świetnie. Raczej nie padam wyczerpana na kanapę, tylko tryskam energią i mam większy apetyt na życie. Podczas biegania mam czas przemyśleć wiele spraw, wpadają mi też wtedy do głowy najlepsze pomysły. 








Ćwiczenia na macie
Wcielone w życie z dniem drugiego stycznia. Zmodyfikowałam trochę "Skalpel" Chodakowskiej. Wyrzuciłam ćwiczenia, które mnie irytują, zostawiłam te, które mi się podobają. Zwiększyłam lub zmniejszyłam ilość powtórzeń. Rozpisałam sobie wszystko krok po kroku w notesie, 20 ćwiczeń na różne partie ciała i jest ok. Ćwiczenia mają być przyjemnością, a nie katorgą. Dzięki nim, mam coraz lepszą formę i jestem z siebie dumna. Matę do ćwiczeń zrobiłam sobie z puzzli piankowych mojej córki :)



Kisiel z pomarańczy
Zima to czas delektowania się owocami z importu. Królują zwłaszcza pomarańcze i mandarynki. Pewnego wieczoru miałam ochotę na coś słodkiego. I tak powstał najłatwiejszy w świecie przepis na zdrowy kisiel z pomarańczy. Brawo ja :)





Zimowe spacery
Mimo licznych atrakcji, jak łyżwy, sanki, czy narty, nie zapominam też o zwykłych spacerach. W tym roku postanowiłam hartować siebie i dziecko. Wychodzimy nawet w siarczyste mrozy. Poznajemy nowe piękne miejsca, ale też nie zapominamy o starych. Świat pokryty białym puchem sprawia, że czasami nie można oderwać od niego oczu. Można stać, głęboko oddychać i zatopić się w medytacji nie zważając na mróz. 





I tak z grubsza wygląda moja tegoroczna zima. Dużo w niej aktywności fizycznej, ale i jest kilka propozycji 
na długie zimowy wieczory (choć dla mnie nie są długie, bo kto mnie zna, wie, że raczej chodzę spać z kurami).

8 komentarzy:

  1. A o której jesteś już w łóżku?
    Moim celem, jak na razie nieosiagalnym, jest pobudka 4.30-5.00, ale o której godzinie nie położyłabym się spać i tak wstałabym 9:30;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo, co za miła niespodzianka:)
      Kładę się zazwyczaj 21.00-22.00, później padam już ze zmęczenia. Wstaję 5.30-6.15. 4.30- byłoby ciężko...

      Usuń
  2. Nie rozstaję się z termicznym kubkiem - szczególnie zimą, ale ja to zawsze lubię mieć przy sobie ciepłą herbatę :) jestem odniej uzależniona- serio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie zimą też czajnik chodzi praktycznie non stop :)

      Usuń
  3. U nas zima nie jest aż tak fajna. Jak był śnieg- dziecko mi chorowało i siedzieliśmy w domu...jak nie ma śniegu, nie ma już takiej frajdy. Ksiazkami i zabawami jednak sobie czas umilamy. Muszę sie rozejrzeć za tymi kolorowankami dla dorosłych - świetna rzecz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem coś o tym. W zeszłym roku moja córka chorowała praktycznie non stop od listopada do lutego, byłam bliska załamania...Miejmy nadzieję, że jeszcze spadnie trochę śniegu, bo jak spoglądam za okno na tę czarną breję, to mam ochotę przeleżeć pod kocem nadchodzący weekend.

      Usuń
  4. Herbarta z imbirem i cytryną to u mnie podstawa zaraz obok kawy. Książka jest przedłużeniem mojej ręki.:) Podziwiam Cię, że biegasz zimą ja raczej bym się nie skusiła ale narty, łyżwy sanki z rodziną i spacery to jest to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto spróbować. Paradoksalnie, zimą biega mi się nawet lepiej niż latem.

      Usuń