wtorek, 19 stycznia 2016

Doświadczać świata



Jestem z tych matek, co nie dmuchają i nie chuchają na swoje dziecko. Nie biegam za swoją córka na placu zabaw, pozwalam jej robić, co chce. Przewróciła się? Trudno. Zdarza się. Kolejne zadrapanie do kolekcji.


Staram się natomiast, by poznawała jak najwięcej aspektów życia. Chcę, by nauczyła się przeżywać różne emocje, by potrafiła się zachować w różnych sytuacjach. Zabieram ją na śluby i wesela, ale też na pogrzeby i cmentarze. Bywamy w cyrku i wesołym miasteczku, ale również odwiedzamy prababcię w zakładzie pielęgnacyjno- opiekuńczym. Lubimy zoo, ale też zaliczyłyśmy schronisko dla zwierząt. Jadamy w restauracjach po rewolucjach Magdy Gessler, ale i w barach mlecznych rodem z "Misia".
Włączam córeczce bajki na laptopie czy tablecie, ale też zadbałam o to, by odwiedziła kino, teatr, filharmonię, planetarium. Śpiewa od rana do nocy? Zapisałam ją na lekcje wokalu. Chciała chodzić na balet w "baletkowej" spódnicy? Chodziła. Chce w tej samej spódnicy wspinać się po drabinkach na placu zabaw? Niech się wspina. Pozwalam jej na "rozbójnickie" zachowania, na krzyki, fochy, na wyrzucanie z siebie emocji, na bycie niegrzeczną. Ale i tłumaczę, jak należy się zachowywać w pewnych sytuacjach. Warto też przyznawać się dzieciom do własnych błędów i dawać im prawo do popełniania ich.Uważam, że lepiej nie "temperować" swoich pociech. Nie podcinać im skrzydeł. Życie je utemperuje. Choć lepiej, żeby nie. Póki dzieci są dziećmi, niech smakują otaczający świat, doświadczają wszystkiego z nieskrępowaną pewnością siebie. Niech łażą po drzewach, zbierają kamienie, hałasują. Niech wyrażają swoją ekspresję w dowolny sposób.
 










Może i mam lekkiego bzika na tym punkcie, ale chcę by moja pięciolatka poznała jak najwięcej świata. Pokazuję jej kultowe punkty na mapie Polski. Zabieram ją ze sobą, gdzie tylko się da. W różne, czasem dziwne, miejsca, w pogodę i niepogodę, zachęcam do spróbowania różnych aktywności. Poznajemy rośliny (obserwujemy je przez lupę) i zwierzęta. Rozmawiamy o zdrowym odżywianiu. Wmówiłam jej kiedyś, że zdrowe pokarmy są od dobrej wróżki, a niezdrowe od złej czarownicy :)  Cieszy mnie, jak moje dziecko chrupie w podróży marchewki, prosi o dokładkę naleśników z kaszy jaglanej i popija je herbatką z czystka. Co nie zmienia faktu, że pozwalam mu zjeść hot-doga pod Kolumną Zygmunta. Promienieję szczęściem, gdy K. zjada w lesie jeżyny prosto z krzaczka, ale raczej nie protestuję, gdy w restauracji zamawia frytki. Uczę ją, że z mniszka można zrobić syrop, zachęcam do zjedzenia jabłka zamiast żelków, i proponuję na przekąskę chipsy z jarmużu. Niech wie, że istnieją alternatywy.





 








Kto, jak nie my, rodzice, mamy pokazywać naszym dzieciom świat?? Zabierajmy je na ryby, na grzyby, biegajmy z nimi po łące, upieczmy babeczki, ale też pokażmy im ciekawą wystawę, zabierzmy na wybory czy na obchody Dnia Niepodległości. Przeczytajmy książkę. Ja staram się czytać córce do poduszki w miarę systematycznie. Ostatnio delektujemy się moją ulubioną lekturą z dzieciństwa, "Dziećmi z Bullerbyn", ale lubimy też wiersze Chotomskiej i Brzechwy.







Nie unikajmy trudnych tematów. Pozwólmy dziecku zapalić znicz na cmentarzu, porozmawiajmy o wszawicy (nas, na szczęście ominął ten problem, ale w dzisiejszych przedszkolach to istna plaga!). Nie mówmy, że szczepionka nie boli. Boli, ale jest do zniesienia (tak nastawiłam do tego tematu K., że śmiała się głośno, gdy pani pielęgniarka kłuła ją w oba ramiona). Pozwólmy obejrzeć w telewizji coś, czego na pozór nie powinno się pokazywać dzieciom. Moja K. na przykład bardzo lubi oglądać programy typu "Sekrety chirurgii" i przyglądać się operacjom doktora Szczyta :) Skoro może na to patrzeć i jednocześnie jeść, jej sprawa. Ja tam nie mogę, brrrr.....

Zachęćmy nasze dzieci do aktywności fizycznej. Pokażmy im różne dziedziny sportu. Zimą zabierzmy je na łyżwy, sanki czy kręgle, wiosną na basen czy mecz, latem pouczmy je pływania w jeziorze. Jest przecież tyle możliwości.








 



Pokazujmy dzieciom różnorodność świata, na ile tylko się da. Pozwólmy doświadczać wszystkimi zmysłami. Im więcej dróg i ścieżek przed nimi otworzymy, tym większym wewnętrznym bogactwem będą mogły się poszczycić. Im więcej zaszczepimy im bakcyli, tym bardziej będą ciekawe świata. A to przecież niezwykle ważne.

6 komentarzy:

  1. Aniu, jesteś bardzo mądrą kobietą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy w jakich kwestiach, Ilonko. Czasami moja głupota nie zna granic:) Ale dziękuję za komplement. I pozdrawiam ciepło.

      Usuń
  2. Masz świetne nastawienie i podejście do córci. Również, staram się podchodzić w ten sposób, co prawda moja ma dopiero półtorej roku ale także staram się zabierać ją wszędzie ze sobą. Poza tym nie mam raczej innego wyjścia. Lubie patrzeć jak poznaje nowe rzeczy i otoczenie, jej zachwyt i uśmiech to jest bezcenne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja właśnie też raczej nie mam wyjścia, bo dziadkowie mieszkają daleko, więc czasem bywa ciężko. No, ale jak widać, nie ma tego złego...

    OdpowiedzUsuń