sobota, 5 grudnia 2015

Na czym zaoszczędziłam w listopadzie?


Podążając za tematem oszczędzania, który kilkakrotnie przewinął się już na tym blogu, po raz kolejny chcę udowodnić, że można zaoszczędzić bez wyrzeczeń, jednocześnie dobrze się przy tym bawiąc.



Listopad to miesiąc, który, chcąc nie chcąc, po prostu trzeba sobie umilać. Bez tego ani rusz. Większość moich listopadowych umilaczy była tania jak barszcz, bądź zupełnie za darmo.


1. Skorzystałam z akcji "Listopad za darmo w Warszawie". Wrażeń miałam co niemiara, a sporo zaoszczędziłam na biletach wstępu.

Wejściówki do Pałacu na Wyspie w Łazienkach Królewskich, do Zamku Królewskiego i sąsiadującego z nim Pałacu pod Blachą nie kosztowały mnie ani grosza.


Pałac na Wodzie


Takie kolejki do Zamku Królewskiego, jednak warto było odstać swoje


Pałac pod Blachą

"Listopad za darmo" to mega fajna inicjatywa. Niewykluczone, że skorzystam z niej w przyszłym roku, bo komnaty Pałacu w Wilanowie wciąż są przeze mnie nieodkryte.


2. Zakupy w ciucholandzie. Nabyłam dobre jakościowo, markowe ubrania za dosłownie 5 złotych za sztukę. Skład tkanin jest całkiem przyzwoity, króluje głównie wiskoza, której nie mam nic do zarzucenia. Grunt, że metki nie rażą napisem "Made in China".Co prawda, niektóre sukienki nie nadają się do noszenia teraz, ale na lato będą jak znalazł. Moje ciuchlandowe łupy cieszą mnie tym bardziej, że mało kiedy udaje mi się upolować coś naprawdę ciekawego pośród stosów wyświechtanych szmatek z poprzedniej epoki.



 



 



 
 

3. Chodzenie na pieszo do pracy. Oszczędności na tym polu nie są może jakieś powalające, ale zawsze to coś. Taki poranny rozruch daje kopa na cały dzień, a ile spraw można omówić z koleżanką w ciągu godzinnej drogi, to się nie mieści w głowie. No i notorycznie znajdowałam gdzieś na chodniku grosika na szczęście :)




4. Swojskie pierogi. Do tej pory jak miałam ochotę na pierogi, udawałam się do pierogarni na drugą stronę ulicy. Ostatnio, z nieocenioną pomocą mamy, uruchomiłam produkcję na skalę masową. Koszty takiej produkcji są śmiesznie niskie, zwłaszcza w porównaniu z cenami w sklepach czy restauracjach. W mojej zamrażarce piętrzą się pierogi z zieloną soczewicą i ze szpinakiem z fetą. Jak tylko najdzie mnie ochota na któreś z nich, wrzucam je do wrzątku i obiad z głowy. W tym wypadku oszczędność pieniędzy łączy się więc jeszcze z oszczędnością czasu.







5. Korzystanie z darmowych rozrywek dla dziecka, jak np. zabawa andrzejkowa w osiedlowym domu kultury, obchody Dnia Niepodległości (z darmową grochówką), wyjście do Muzeum Przyrody, gdzie w soboty wstęp jest wolny. Dzięki wyszukiwaniu tym podobnych atrakcji, spędziliśmy listopad naprawdę aktywnie!



Zabawa andrzejkowa


Piesza wycieczka do Muzeum Przyrody


6. Promocja -49 % w Rossmannie. Zaopatrzyłam się tam za pół ceny w szminkę Max Factor Ruby Tuesday i lakier Astor Perfect Stay. Mam więc markowe produkty dobrej jakości w iście promocyjnej stawce i nie waham się ich używać.







7. Naturalne lekarstwa. Kiedy moje dziecko złapało jesienną infekcję, nie poleciałam od razu do apteki po kolejne cud-syropki. Zamiast chemicznych wynalazków podawałam córce syrop z cebuli i czosnku oraz syrop z mniszka lekarskiego (przepis TU). Okazały się BARDZO skuteczne. 


8. Tanie i zdrowe przekąski w podróży. Kiedy moje dziecko od słodkich żelków wybiera słodycz gruszki, a od chrupania chipsów woli chrupanie marchewek, rozpiera mnie matczyna radość i duma. Jasne, że tak nie jest zawsze, dlatego kiedy moja K. się nawraca, chwytam za aparat.







9. Skorzystanie z darmowego lodowiska. Przez kilka pierwszych dni od rozpoczęcia sezonu olsztyńskie lodowisko gościło wszystkich łyżwiarzy za darmo. Grzechem byłoby przegapić taką okazję, tym bardziej, że naprawdę polubiłam ten sport.





10. Wyzwanie "Tydzień bez słodyczy". A nawet więcej, bo nie kupiłam i nie zjadłam żadnego słodycza przez dłuuugie 8 dni. Dzielnie wytrwałam w swoim postanowieniu i dobrze by było, gdybym chociaż raz w miesiącu robiła sobie taki detoks. Bo cukier jednak wcale nie krzepi.


11. Wegetariańskie obiady. Nie od dziś wiadomo, że mięso jest droższe od warzyw. Chyba coraz bardziej skłaniam się ku wegetarianizmowi i to nie tylko z przyczyn ekonomicznych. Rośliny strączkowe, takie jak soczewica, ciecierzyca czy fasola zawierają tyle białka, że śmiało mogą zastąpić mięso. Polecam kotleciki z ciecierzycy i jarmużu w sosie pomidorowym.





12. Okulary zamiast szkieł kontaktowych. Na cały listopad zrezygnowałam z kontaktów na rzecz okularów. Przeżyłam, dałam odpocząć swoim oczom i zaoszczędziłam na tym jakieś 25 zł. Jak widać są rzeczy, bez których można się obejść.



Oczywiście, że mogłabym zaoszczędzić znacznie więcej. Nie kupować wielu rzeczy, które kupiłam. Zamiast "tygodnia bez słodyczy" zrobić "miesiąc bez słodyczy". Nie jechać do Warszawy, tylko siedzieć w domu. Tylko czy takie wyrzeczenia miałyby sens? Chodzi przecież o to, by tak kombinować, żeby jak najmniejszym kosztem mieć jak największą  frajdę. Chcę właśnie podkreślić, że warto korzystać z różnych okazji i promocji, po to, by spełniać mniejsze i większe marzenia. A im taniej to wychodzi, tym większa satysfakcja.

Czasami oglądam program "Mega Sknery" na TLC. Tam dopiero ludzie wyczyniają cuda na kiju, aby zaoszczędzić kilka dolarów:)

5 komentarzy:

  1. pierożki mają idealne proporcje :) mmm i takie apetyczne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam, na pewno Ci posmakują. Na śniadanie też się nadadzą.

      Usuń
  2. Kiła punktów trafia do mnie. Niestety nie potrafię się obejść bez soczewek choć to spory wydatek. Natomiast już kilka razy próbowałam rzucić cukier chociażby ten sklepowy. Mam pytanie od jakiego wieku podajesz córce syrop z cebuli.

    OdpowiedzUsuń