sobota, 28 listopada 2015

Odczarować listopad




Nie taki listopad straszny, jak go malują. Można zamknąć się w czterech ścianach, narzekać na pogodę, wpaść w dół i kontemplować smętną rzeczywistość. Można też spróbować odczarować listopad, żyć kolorowo, z werwą iść do przodu. Wybór należy do nas. 


To, czy wolną sobotę spędzimy leżąc do południa w łóżku i pozwalając chandrze rozgościć się w nas, czy tupniemy nogą i wyjdziemy z uśmiechem (nawet tym przyklejonym) naprzeciw przygodzie zależy wyłącznie od nas. Decyzja, czy popołudnia będziemy spędzać na wchłanianiu łatwo przyswajalnej medialnej papki i uważnym śledzeniu wszystkich traum tego świata, czy będziemy delektować się  ulubionym serialem/ książką lub będziemy się rozwijać twórczo w dowolnym kierunku, może być podjęta tylko przez nas samych. Albo poddajemy się jesiennym zgryzotom, albo walczymy ze sobą i szukamy przyjemności, gdzie tylko się da. Odrobina hedonizmu jeszcze nikomu nie zaszkodziła, a schyłek roku wcale nie musi być melancholijny.

Oto moje patenty, które sprawiają, że w listopadzie też chce się żyć:


1. Wciągająca lektura. Nie ważne czy to literackie nowości, bestsellery, infantylne czytadła czy sentymentalne starocie odgrzebane z najdalszych, zakurzonych półek... Najistotniejsze jest, by czytanie sprawiało nam przyjemność, odrywało od rzeczywistości, wyciszało i inspirowało. Często wynotowuję sobie ciekawsze cytaty, by dana pozycja została w mojej pamięci na dłużej.

500 stron małomiasteczkowej obyczajowości

Aktualnie czytam książkę z nastoletnich czasów "Ludzie jak wiatr" Krystyny Siesickiej


Sherlock Holmes i jego dedukcja wciągają

2. Zmiana otoczenia. Ja pewnej deszczowej listopadowej soboty postanowiłam zmienić moje mieszkanie na hotel w centrum Warszawy, olsztyńskie osiedle na Łazienki Królewskie, a miejski autobus na drugą linię metra. Powrót dobrego nastroju był błyskawiczny, a poziom endorfin uzupełnił się samoczynnie.





Zamiast "upajać się" swoim nieszczęściem w czterech ścianach ciemnego pokoju, można poczuć się jak królowa przechadzając się po komnatach zamku. Po raz kolejny przekonałam się, że tak naprawdę to my sami kreujemy i reżyserujemy swoje życie i tylko od nas zależy w jaki sposób spędzimy kolejne dnie i godziny.




Zupełnie nieoczekiwanie znalazłam się też w Świętej Lipce na przepysznych kartaczach, które "chodziły" za mną już od jakiegoś czasu. Tym samym utwierdziłam się w przekonaniu, że dzień Wszystkich Świętych niekoniecznie trzeba spędzać wyłącznie w cmentarnych klimatach. Można dodać temu świętu jakiś bardziej pozytywny akcent. Polecam karczmę "Berta" z tradycyjnym domowym jadłem.







3. Niebanalne nakrycie głowy. Zawsze, kiedy wkładam mój nowy filcowy kapelusz, czuję się świetnie. Ostatnio jednak pokochałam czapkę z futrzanym pomponem.

 



4. Pieczenie muffinek i/lub kokosanek. Przepis na babeczki znajduje się TU, a kokosanki są banalnie proste. 5 jajek od szczęśliwych kur, 2 opakowania wiórków, niepełna szklanka cukru. 200*C, 20 minut, termoobieg.







5. Wypróbowanie nowych dań. W końcu udała mi się produkcja pierogów z soczewicą i szpinakiem na masową skalę. Zapasy w zamrażarce są pokaźne, a domowe pierogi są czymś, co tygrysy lubią najbardziej. Zwłaszcza w chłodne listopadowe dni.

Przygotowywanie farszu do pierogów


Całkiem ciekawym smakiem okazał się tez kurczak w sosie sojowym posypany sezamem, podany z makaronem ryżowym.


W końcu wykorzystałam zalegający w szafce sos sojowy

A połączenie gruszki z serem pleśniowym i granatem to niebanalna przystawka. Choć zawsze podkreślam, że kuchnia nie jest moim królestwem, czasami lubię się tak pobawić. Ostatnio coraz częściej łapię się na tym, że gotuję lepiej niż w niejednej restauracji. Zdecydowanie za gotowaniem nie przepadam, ale jak się już za coś wezmę, wychodzą mi całkiem dobre rzeczy.

Gruszka zapiekana z niebieskim serem

6. Ruch. Bez względu na niezachecającą do wyjścia pogodę. Warto wstać trochę wcześniej i iść do pracy na pieszo. Kilka razy zaliczyłyśmy z koleżanką taką godzinną przechadzkę o siódmej rano. A wczoraj zainstalowałam sobie krokomierz w telefonie. Te słynne 10 000 kroków to bułka z masłem.

7. Podziwianie zachodów słońca.




8. Wyjścia- niespodzianki. Raz na jakiś czas warto zaaranżować takie spotkanie owiane tajemnicą. Osoba, z którą wychodzimy, dowiaduje się o celu spotkania dopiero na miejscu. Lub na miejscu- o celu. Surprise!!! Zaczęłam może banalnie, od kina, ale na "Listach do M." chyba każdy dobrze się bawi.





9. Śniadania Mistrzów. Warto czasami zburzyć utarte schematy śniadaniowe i na przykład zaprosić koleżankę rano przed pracą na wspólny zdrowy posiłek, który doda energii na cały dzień.

Zielony koktajl (kiwi, gruszka,szpinak) + jajecznica ze szpinakiem


10. Wyzwania. Czemu nie? Udało mi się wytrwać przy projekcie "Tydzień bez słodyczy".

11. Usta w soczystym kolorze. Max Factor Ruby Tuesday poprawia humor i look nie tylko we wtorki.



12. Obchody Dnia Niepodległości. Wiem, że to dzień wolny od pracy i wielu lubi go spędzić na nicnierobieniu. Ale czy nie fajniej jest się wybrać w miasto, poczuć klimat sprzed lat, puścić oko do ułana i spróbować wojskowej grochówki?






13. Lodowisko. To świetna zabawa, porządna dawka ruchu i naturalny antydepresant w jednym. Odstresowuje i wyzwala nowe pokłady energii. Łyżwiarką figurową, co prawda, nie jestem, ale jakoś tam sobie radzę na lodowej tafli. Jeśli chcecie poczuć przedsmak zimy, zakładajcie łyżwy i śmigajcie jak potraficie.





Naprawdę, wiem to nie od dziś, że pławienie się w swoich strapieniach nie ma racji bytu. Trochę lat już żyję na tym łez padole i nauczyłam wychwytywać aktywności, które mi służą i poprawiają humor: bycie w ruchu, uśmiech i odkrywanie nieodkrytego. Jesiennemu marazmowi mówię stanowcze arrivederci.
Jedyne czego mi brakuje do pełni szczęścia, to posiadanie kota. Szaroburego dachowca, który ukoi swoim mruczeniem moje drugie, nerwowe ja.

8 komentarzy:

  1. Kokosanki muszę zrobić:) Ciekawe pomysły. Mi zawsze pomaga książka i wycieczki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, to naprawdę łatwa i szybka robota.

      Usuń
  2. Śniadanie mi mistrzów pierwsza klasa :) oj dziej sie w Olsztynie, dzieje :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli Listopad to tylko w Olsztynie, w Olsztynie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może Warszawa za darmo w przyszłym roku?

      Usuń
  4. Już od 2 lat planuję wybrać się na lodowisko. Kiedyś uwielbiałam jeździć na łyżwach. Koniecznie muszę do tego wrócić. Chciałabym też spróbować nart biegowych. Trafny wybór czytałam, wciągająca historia choć zakończenie mnie rozczarowało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm...Też kiedyś myślałam o nartach biegowych, w końcu Kowalczyk kiedyś zakończy karierę :)
      I mnie zakończenie "Trafnego wyboru" rozczarowało, ale tak to jest, gdy szuka się wszędzie pozytywów.

      Usuń