środa, 18 listopada 2015

Migawki lata




Zaniedbałam latem swoje miejsce w sieci. To fakt. Niezaprzeczalny. Czas to nadrobić. Zwłaszcza teraz, kiedy spod szaf wypełzają listopadowe smuteczki, kadry gorących dni będą pięknie kontrastowały z jesienną szarówką.


W lipcu i sierpniu żyłam w zupełnym chaosie emocji, myśli, spraw. Błądziłam jak dziecko we mgle. Trochę po omacku. Mimo to udało mi się pozwiedzać kilka zakątków naszego kraju, skosztować nowych smaków, spróbować nowych rzeczy. Prawdę mówiąc, sama nie wiem, kiedy zleciało mi to lato.
Dobrze, że chociaż byłam na tyle przytomna, żeby robić zdjęcia. Przynajmniej jest co wspominać w chłodne dni. Bo przecież tyle się działo wakacyjną porą...


Jadłam kremówkę papieską w Wadowicach. Chciałabym napisać, że się nią delektowałam, ale prawda jest taka, że "zemgliło" mnie już po połowie.Co nie zmienia faktu, że kremówki cieszą się w Wadowicach ogromną popularnością, dostępne są w każdej cukierni i po prostu nie wypada ich nie spróbować.



Kupiłam Mamrota w Wilkowyjach. Hmmm, koneserem win nie jestem, ale myślałam, że będzie lepszy. Produkt jest zdecydowanie przereklamowany, hehehe:) Tak naprawdę serialowe Wilkowyje to miejscowość Jeruzal koło Mińska Mazowieckiego.



Co ci przypomina widok znajomy ten?

Piłam żywca w Żywcu i warkę w Warce (KLIK).



Ukradłam kawałek muru na zamku w Chęcinach. Kto nie był, obowiązkowo musi zaliczyć ten obiekt. Krajobrazy są całkiem, całkiem, a sam zamek jest imponujący.



Krajobrazy Kielecczyzny


Uczyłam się pływać kajakiem. Cóż, przeżyłam, było nawet ciekawie, ale na głęboką wodę chyba bałabym się wypłynąć. Co innego kajakowanie w miejscu, gdzie dno czuje się wiosłem :)





Po raz pierwszy użyłam botwiny jako sałaty. Eksperyment się powiódł. W połączeniu z rucolą, i sałatą rzymską, botwinka smakuje wyśmienicie. W dodatku cała ta zielenina pochodzi z ogródka mojej mamy. Kocham być eco!



W tle sól przywieziona z Wieliczki

Wypoczywałam nad olsztyńskimi jeziorami. Trzeba było jakoś się schładzać w te upały. A i opalić się można było przy okazji.


Olsztyn, Jezioro Skanda

Malowałam paznokcie na wszystkie kolory lata. W wakacje można sobie eksperymentować z manicurem i pedicurem do woli.


kolor miętowy- Maybelline Super Stay 7 days , kolor żółty -Vibo

Miło spędziłam czas z w cyrku. Nie byle jakim, tylko w międzynarodowym włoskim cyrku "Medrano". Furorę zrobili motocykliści jeżdżący we wnętrzu kuli i brzuchomówca.


Potężna dawka adrenaliny



Byłam na Nocy Kupały. To jedyna w swoim rodzaju impreza ludowa na Podlasiu. Występy kresowych białorusko-ukraińskich zespołów każdego porwą do tańca przy ognisku. Ja spotkałam wielu dawnych znajomych, zjadłam watę cukrową i świetnie się bawiłam.


Noc Kupały w Narewce


Buszowałam w zbożu. Dawniej się mówiło, że ktoś wszedł w szkodę. Dobrze, że nie pogonił mnie gospodarz tego pola. Chociaż, z moim wrodzonym wdziękiem, pewnie jakoś bym się wytłumaczyła z tego występku. Słońce było w zenicie, żar lał się z nieba, maki czerwieniły się w polu. Kocham takie klimaty.



I po tym zdjęciu padła bateria w aparacie



Jeździłam na rowerze bez trzymanki. Jak szaleć to tylko na polnych drogach. Na takie akrobacje i wygłupy mogłam sobie pozwolić na wycieczce rowerowej z mamą.


Ten wiatr we włosach...



Byłam pilotem wycieczek samochodowych i z mapą rozłożoną na kolanach spisywałam się nieraz lepiej niż głos Krzysztofa Hołowczyca w nawigacji.



Jazda po dobrych drogach to czysta przyjemność


Dostałam wianek wyłowiony z rzeki. Prawda, że do twarzy mi w nim? Kaczeńce w sumie też lubię.

 

Zdobyłam Babią Górę, mijając po drodze mniejsze górki, zamgloną Sokolicę, uroczą Kępę i G(ł)ówniak. Relację z wyprawy można zobaczyć we wpisie Babia Góra w niepogodę.



Snułam się po puszczy w deszczowy dzień. Uwielbiam spacery po lesie, zwłaszcza latem, a szczerze mówiąc, to chyba właściwie niezależnie od pogody i pory roku.


 

Lizałam ściany w Wieliczce. Chciałam sprawdzić czy to nie ściema, że sól jest słona :) A tak serio, to trzygodzinny spacer 135 metrów pod ziemią to niesamowita przygoda. Warto zobaczyć przepiękną Kaplicę Św. Kingi i inne kopalniane komory. Po raz kolejny przekonałam się, że podróże kształcą.


Spotkałam Beatę Sadowską. Po lekturze książki "I jak tu nie biegać" polubiłam tę dziennikarkę jeszcze bardziej. Pogłaskałam nawet jej słynnego towarzysza biegowego, psa o wdzięcznym imieniu Momo.

 



Zrywałam chabry. Te kwiaty to dla mnie symbol lata w rozkwicie.




Relaksowałam się w najdłuższej polskiej wsi- Zawoi. Tutejszy "Hotel Karolek" może stanowić świetną bazę wypadową. 







Jeździłam pociągiem w galerii. Dzieciom czasami tak niewiele potrzeba do szczęścia.


 


Jadłam watę cukrową w wesołym miasteczku. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. To jedna z rzeczy, którym trudno mi się oprzeć. Zapach waty cukrowej, który wywołuje u mnie wspomnienia z dzieciństwa wyczuwam z odległości kilometra.





Prosiłam złotą rybkę o spełnienie trzech życzeń...

Olsztyn, Kortowo

Większość z tych wakacyjnych zdjęć mam już wywołane i poukładane w albumach. Lubię sobie czasami wziąć taki album do ręki i powspominać miłe chwile. A że mam tych albumów już ponad 40, mam co robić. Wywoływanie zdjęć, to mój kolejny nałóg. Trochę kosztowny, ale co tam, ponoć dobre wspomnienia są bezcenne...

2 komentarze:

  1. Ale mi się cieplutko zrobiło oglądając zdjęcia:) Super!

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że kogoś rozgrzały :)

    OdpowiedzUsuń