poniedziałek, 26 października 2015

Oszczędzamy?


Lubię mieć pieniądze i nic na to nie poradzę. Najlepiej dużo. Kto nie lubi, ręka do góry!


Ostatnimi czasy szalałam zakupowo. Znowu postanowiłam więc przyoszczędzić. O moich niektórych metodach w tym temacie pisałam już w zeszłym roku TU i TU. Aby podtrzymać październikową tradycję, zamieszczam na blogu kolejną dawkę moich porad. Niektóre z nich można potraktować z przymrużeniem oka:)

1. Zamiana czajnika elektrycznego na zwykły, gazowy. Przetestowałam. Rachunki za prąd spadły o jakieś 20 zł miesięcznie. Polecam właśnie teraz, kiedy gorąca herbata jest na wagę złota i czajnik chodzi właściwie non stop.
2. "Tydzień bez słodyczy". Kiedyś mi się już udało przeżyć tydzień bez czekolady. Więc powinnam dać radę jeszcze zaliczyć klika takich tygodni. To niewiarygodne, ile kasy topimy w niezdrowych przekąskach.
3. Gotowanie, bazujące na produktach aktualnie zalegających w szafkach i lodówce; szukanie w sieci przepisów na tanie i jednocześnie zdrowe dania. Uwierzcie mi, jest takich mnóstwo! Ograniczeniem jest tylko nasza kulinarna fantazja.
4.  Oszczędne mycie, polegający na namoczeniu się pod prysznicem, zakręceniu wody, umyciu się żelem pod prysznic i szybkim opłukaniu. Można też zmniejszyć temperaturę wody, przy okazji też się zahartujemy. Nadpłata za wodę gwarantowana!
5. Popołudnia offline. Laptop i router odpoczywają, a ja mogę zająć się czymś innym. Internet mam w pracy i to powinno mi wystarczyć.
6. "Projekt denko", czyli zużycie danego kosmetyku do końca, zanim kupię nowy. Teraz zamiast balsamu do ciała używam mleczka do opalania, które do przyszłego lata byłoby już przeterminowane.
7. Dwie pieczenie na jednym ogniu. Kiedy coś piekę w piekarniku, staram się zagospodarować oba poziomy.
8. Nie prasowanie:) lub ograniczenie tej czynności. To oszczędność prądu i czasu. Trzeba po prostu umiejętnie rozwiesić mokre rzeczy na suszarce. Przyznaję się, rzadko prasuję i czuję się z  tym świetnie.
9. Orzechy piorące. Oszczędność i ekologia w jednym (KLIK).
10. Zabieranie do pracy jedzenia,  na które nie ma się szczególnej ochoty w domu. Wielu rzeczy w domu bym nawet pewnie nie tknęła (bo znalazłoby się coś lepszego) i zmarnowałyby się. A w pracy, kiedy nie mam wyboru, zjadam to, co sobie przyniosłam.
11. Chodzenie wcześnie spać. To nie jest akurat dla mnie jakieś wyrzeczenie, bo chodzę spać praktycznie z kurami, więc prąd oszczędza się właściwie sam.
12. Picie wody zamiast soków. Soki, nie dość, że są niezdrowe, są również drogie. Wolę wodę z miodem i cytryną. Samo zdrowie.
13. Nie używanie masła/margaryny na kanapki oraz cukru. Ja słodzę herbatę trzy razy do roku, albo i w ogóle, a cukier mam generalnie tylko dla gości. Masła potrzebuję tylko do zjedzenia chleba z czosnkiem.
14. Kupowanie pieczywa za pół ceny. Są takie piekarnie , gdzie np. od godziny 17.00 pieczywo kosztuje -50%. I wcale nie jest jakieś czerstwe.
15. Włoszczyzna. Nie warto kupować mixu warzyw w siatce czy na tacce. Jak skompletujemy sobie sami kilka marchewek, pietruszkę i selera, zapłacimy o połowę mniej. Obliczyłam.
16. Używanie zamiast płynu do soczewek soli fizjologicznej. Może nie nagminnie, ale ja tak robię od jakiegoś czasu i moje oczy mają się świetnie.
17. Zabieranie na wycieczki swego prowiantu. Restauracje omijamy wtedy szerokim łukiem i jemy to, co wzięliśmy z domu.
18. Korzystanie z darmowych wejściówek i promocji. Niektóre muzea są za free w określone dni tygodnia, a bilety w kinach tańsze przed południem. Wystarczy tylko zrobić dokładne rozeznanie, a potem się dostosować.
19. - 49 % na kosmetyki w Rossmannie. Można kupić produkty dobrych marek w świetnych cenach.
20. Pomaganie innym, bo to co dajemy innym wraca do nas. Nieraz ze zdwojona siłą.

Jak widać, oszczędzanie to w pewnym sensie upraszczanie. Jedno wynika z drugiego.
Nadal jestem zafascynowana (może to zbyt mocne słowo, ale użyłam go kiedyś we wpisie NAJNOWSZE FASCYNACJE) szeroko pojętym minimalizmem. A oszczędzanie, wstrzemięźliwość zakupowa i korzystanie z dostępnych zasobów bardzo się z tym wiąże. Co ciekawe, ja naprawdę nie postrzegam tego w kategoriach wyrzeczeń. Po prostu od lat nie słodzę, nie smaruję pieczywa, chadzam wcześniej spać (a więc nie oglądam po nocach TV, nie siedzę na kompie), nie prasuję (i żyję!).
Wymyślanie i ogłaszanie takich projektów jak np. "Tydzień bez słodyczy" to dodatkowa motywacja. Takie udowadnianie sobie i innym, że mi się uda, że można. Taka gra. Przynosząca wymierne korzyści. Najfajniejsze jest to, że takie oszczędzanie nie wymaga ode mnie jakichś szczególnych poświęceń.

A Wy lubicie oszczędzać? Chętnie przygarnę kilka złotych porad.

Żabka z Toruniu i Żyd z Kazimierza, które noszę w czerwonym portfelu. Łuski karpia też mam:)

2 komentarze:

  1. Świetne rady choć nie wyobrażam sobie czekania na wodę z czajnika jak potrzebuje na herbatę czy kawę to chce mieć ją maksymalnie szybko. Sól fizjologiczna zamiast płynu świetna opcja, czasem można skorzystać. Najwięcej funduszy idzie na jedzenie i nad tym muszę popracować. Najlepiej robić tygodniowe menu. Choć nie zawsze mi się udaje. Ogólnie rady do zastosowania. ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To kwestia wyrobienia nawyku, wiadomo, że szybciej jest pstryknąć elektryczny :) Też mi się to zdarza. A z tygodniowe menu to nie wiem kiedy uda mi się ogarnąć. Na razie jestem w stanie zapanować nad sytuacją na dwa-trzy dni.

      Usuń