czwartek, 22 października 2015

Babia Góra w niepogodę


Kto lubi czuć survivalowy dreszczyk i dyskomfort wspinaczki, ten obowiązkowo musi zaliczyć kapryśną Babią Górę, jeden z 28 szczytów Korony Gór Polski. Byłam, zdobyłam, odhaczyłam.


W górach czuję się jak ryba w wodzie. Nie straszne mi strome podejścia, choć dają w kość jak cholera, zwłaszcza, gdy trzeba się z nimi zmierzyć już na początku szlaku. Nie przeraża mnie deszcz, ani zacinający z ukosa wiatr. Fakt, do tej wyprawy wyruszyłam przygotowana. I nie mam tu na myśli tylko odpowiedniego obuwia i stroju, ale również dokładne wcześniejsze zapoznanie się ze szlakiem. Dzięki temu wiedziałam, czego mogę się spodziewać po drodze. Spodziewałam się gwałtownych zmian pogody i spaceru w chmurach. Spodziewałam się świerkowego lasu i ławki po 15 minutach wędrówki. Spodziewałam się Sokolicy we mgle, kamiennej ścieżki wśród kosodrzewiny i porywistego, wręcz duszącego wiatru na Diablaku (inna nazwa Babiej Góry). I na brak zapierających dech w piersiach krajobrazów z samego szczytu też byłam przygotowana. Zamiast delektować się panoramą Beskidu Żywieckiego, delektowałam się kanapką, przycupnąwszy za kamiennym wiatrochronem. Nic to, że wiatr zrywał mi kaptur, a mój mąż zaginął za granicą (Babia Góra znajduje się na granicy polsko-słowackiej). Po zdobyciu szczytu czułam się bosko.








 Jako takie widoki pokazały się dopiero w drodze powrotnej do Przełęczy Krowiarki. Chmury i mgły znacząco się rozrzedziły i można było zrzucać kolejne warstwy odzieży. Aż chciało się wracać na Diablak.




Na pytanie czy warto było tak się umordować, odpowiadam: nie tylko warto, ale dla mnie takie akcje są wręcz  niezbędne do życia. Miałam jeszcze takiego powera tego dnia, że pojechałam napić się Żywca w Żywcu (KLIK) i zjeść papieską kremówkę w Wadowicach.
Tak więc Babią Górę wraz z jej charakterystyczną pogodą w kratkę polecam jak najbardziej. Dla poprawy kondycji i dla tego specyficznego poczucia bezkresnej wolności, które można osiągnąć tylko w górach. Nieważne jakich. Nieważne z kim. Liczą się kolejne kroki, własne oddechy, przyśpieszone bicie serca, wewnętrzna walka i te fantastyczne krajobrazy dookoła.

7 komentarzy:

  1. "Dla (...) poczucia bezkresnej wolności, które można osiągnąć tylko w górach. Nieważne jakich. Nieważne z kim. Liczą się kolejne kroki, własne oddechy, przyśpieszone bicie serca, wewnętrzna walka..." BRZMI ZACHĘCAJĄCO, muszę skorzystać i "to" poczuć, gdyż moje nogi jeszcze nie były w górach, sprawdzę kiedyś na pewno! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorąco polecam. Góry są dobre na wszystko.

      Usuń
    2. Myślisz??? Bo ja wątpię. Sprawdzę i jak zadziała dam znać

      Usuń
  2. Jesteś! Nareszcie!
    Super widoki, ekstra wyprawa.
    Czekam na kolejne wpisy, buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano jestem, mam nadzieję, że na dłużej :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. :) piekne góry, cudna wycieczka buziaki

    OdpowiedzUsuń