sobota, 1 sierpnia 2015

Jak wypić żywca w Żywcu i warkę w Warce?



Tego lata udzielił mi się wakacyjny luz. Na tyle, że zapragnęłam pojechać do Żywca i Warki, by skosztować tam lokalnych wyrobów piwowarskich.


Jak to zrobić? Wpisać w nawigację miejsce docelowe, znaleźć kierowcę, przejechać Polskę z północy na południe po to tylko, by w gorące popołudnie wypić sobie w półcieniu zimnego żywca. Do okropnego w smaku kebaba. A żeby było śmieszniej, wypić tylko 2/3 tego piwa stwierdzając, że więcej się nie da rady. 



Albo kazać kierowcy jechać specjalnie przez Warkę, wyłącznie po to, żeby kupić w tamtejszym spożywczaku dwuprocentowego radlera. Następnie kazać lekko poddenerwowanemu szoferowi zatrzymać się, wysiąść z samochodu i sączyć to niby-piwo na tle charakterystycznych dla Warki sadów. I pozować do zdjęć. Mała rzecz, a cieszy.



Jak szaleć to szaleć. Przynajmniej nikt mi nie zarzuci, że nie piłam żywca w Żywcu oraz warki w Warce.
Zostało jeszcze tyskie w Tychach, leżajsk w Leżajsku i może łomża w Łomży. Bo żubra w puszczy raczej odpuszczam ;)