sobota, 30 maja 2015

W tłumie raźniej, czyli majówkowy szał




Maj się kończy, więc chciałabym jeszcze wrócić myślami do swoich majówkowych przygód. Nie znoszę tego naszego narodowego zrywu w długie weekendy i w miarę możliwości wybieram miejsca o umiarkowanym stopniu zaludnienia. Nie zawsze się jednak da...


Podczas weekendowego pobytu w Jastrzębiej Górze (KLIK) zahaczyliśmy też o inne ciekawe miejsca. Zwiedziliśmy Akwarium w Gdyni. Sprawdziliśmy jak się mają foki na Helu i czy sopockie molo jest równie zatłoczone jak zwykle.

Pogody się nie wybiera. Zawsze jakaś jest. Pół biedy, jeśli w przysłowiową kratkę i taka też zastała nas na majówce na polskim wybrzeżu. Jako że pluskać się w morzu nie mieliśmy odwagi, postanowiliśmy poszukać innych atrakcji.

Wiadomo, że podczas deszczu dzieci się nudzą. I tak, kiedy w naszej bazie wypadowej w Jastrzębiej Górze zaczęło niemiłosiernie padać, udaliśmy się w poszukiwaniu rozrywek do Gdyni. Mieliśmy w planach zwiedzenie Gdyńskiego Akwarium i kiedy przybyliśmy na Skwer Kościuszki, oczom naszym ukazała się taka około dwustumetrowa kolejka. Widocznie nie tylko my wpadliśmy na ten genialny pomysł. Część z naszej wycieczkowej ekipy chciała już zrezygnować, ale zgłosiłam się na ochotnika i  cierpliwie posuwałam się do przodu krok po kroku w celu zdobycia biletów.

Kolejka do gdyńskiego akwarium odstraszała...

...ale podołałam:)

Podwodny świat okazał się naprawdę fascynujący. Warto było stać w deszczu przez godzinę, aby zapewnić taką frajdę dzieciom.



















Drugiego dnia wycieczki zdecydowaliśmy się na helskie fokarium. Podróż na Hel odbyła się całkiem płynnie, bez stania w korku. Za to już w samym fokarium spotkała nas powtórka z rozrywki, czyli długa kolejka do kas i tłumy na pokazie karmienia fok. No, ale przecież obiecaliśmy dziecku, że zobaczy foki w porze obiadu.
Musieliśmy zacisnąć zęby i jakoś odnaleźć się w tym dzikim tłumie.



Kolejka do FOKARIUM






Molo w Sopocie też mnie nie zawiodło, co to, to nie:) Turyści stanęli na wysokości zadania i mimo przeraźliwego zimna zasilili białe deski pomostu. Nie mogło w tym tłumie zabraknąć i nas.








Chociaż momentami, kiedy przygrzewało słońce, było bardzo przyjemnie. Ze znalezieniem wolnej ławki nie było problemu, więc chyba nie było tak źle. Marzę o tym, żeby kiedyś skąpane w słońcu sopockie molo było tylko do mojej dyspozycji...













Tak czy siak, przeżyłam, ale na przyszłość będę wybierała mniej popularne miejsca. A te popularne najlepiej zwiedzać poza sezonem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz