środa, 6 maja 2015

Nadmorska medytacja



Po raz kolejny natura mnie nie zawiodła. Zupełnie bezinteresownie i za darmo dała mi lek na całe zło. 


Okazało się, że długi samotny spacer brzegiem morza jest dla mnie jedną z lepszych form relaksu. Szum fal ukoił potargane myśli, wiatr rozwiał wszystkie troski, a zapach morza przywołał wspomnienia. Potrzebowałam takiego wyciszenia i kontaktu z naturą. Po ostatnim pełnym napięć okresie w pracy, bieganiny po fajrancie, odhaczania kolejnych spraw z listy zadań do wykonania nie mogłam znaleźć sobie lepszego miejsca na złapanie dystansu.  Zew natury kazał mi szukać spokoju na pustej porannej plaży. Znalazłam go. W bezkresie wody. W majowym chłodzie. W promieniach słońca. W energicznym marszu po piasku i leniwym wpatrywaniu się w horyzont. Taka medytacja ma sens. Niech żyje wiosna!






Traktowałam dotychczas morze jakoś tak trochę po macoszemu. Może dlatego, że ze względów geograficznych jest dla mnie łatwiej dostępne niż góry? Bardziej banalne?
Ale teraz mogę stwierdzić, że ubóstwiam je na równi z górami.







10 komentarzy:

  1. Uwielbiam morze :) W tym roku udało mi się tam zawitać już 2 razy. Idealne miejsce na odpoczynek i złapanie dystansu.

    OdpowiedzUsuń
  2. No i Twoje zdjęcia - bardzo klimatyczne. Super!

    OdpowiedzUsuń
  3. Faktycznie dobre miejsce na medytację :) Ja w sumie wolę bardziej góry ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet bardzo dobre, pod warunkiem, że plaża jest pusta. Nic tak nie wycisza jak szum fal.

      Usuń
  4. piękne zdjęcia, kocham morze

    OdpowiedzUsuń
  5. Co tu dużo mówić, nasze morze jest piękne. Mimo, że bardziej ukochałam góry i ich różnorodność, to i tak nad morze lubię wyskoczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, wiem że kochasz góry, bo regularnie czytuję Twoje wpisy:) Pozdrawiam:)

      Usuń