sobota, 21 marca 2015

Wznieśmy toast za nadejście wiosny!



Z pierwszym dniem wiosny wstąpiła we mnie nowa energia. Poczułam nagły przypływ sił witalnych. Obudziłam się z zimowego snu.


Przebyta niedawno różyczka dała mi niezły wycisk. Byłam totalnie osłabiona. Spałam po 9 godzin i budziłam się bez sił do życia. Przesilenie wiosenne też dało mi się we znaki. Momentami zapominałam już jak to jest być w formie. Zmęczenie i wyczerpanie to hasła przewodnie ostatnich tygodni. Aż tu nagle, wraz z nadejściem astronomicznej wiosny, poczułam, że jednak wracam do żywych. Słońce doznało zaćmienia, a ja wręcz przeciwnie- olśnienia! Znów jestem wulkanem energii i czuję, że mogę przenosić góry. Znacie ten stan? Kiedy chce się chcieć, działać, korzystać z życia?


Ten mój nieoczekiwany zastrzyk energii to zasługa kilku czynników. Słonecznej pogody, przebywania na świeżym powietrzu, kontaktu z naturą i magicznemu napojowi, którym od dwóch dni wznoszę toasty za nadejście wiosny. Mam wrażenie, że od wczoraj zamieszkaliśmy w lesie. Zainaugurowaliśmy weekend pomysłem wyprawy po sok z brzozy. Oskołę, bo tak nazywa się ten specyfik, najlepiej pozyskiwać właśnie teraz, na przedwiośniu. Uzbrojeni w specjalistyczną aparaturę udaliśmy się do lasu w poszukiwaniu brzóz.
Pozyskiwanie brzozowych soków to zajęcie dla cierpliwych, nie odbywa się ot tak, hop siup. W związku z tym opuściliśmy wczoraj las kiedy zapadał już zmrok. Trochę przemarzliśmy, ale było warto. Sok zebrany do butelek był przeraźliwie zimny, nie mogłam się jednak oprzeć i łyknęłam sobie trochę.  Zresztą, trzeba się hartować, a w tym temacie wypadam strasznie słabo. Jestem wyjątkowo ciepłolubna i muszę nad tym popracować.



Tak nam posmakowała oskoła, że dziś rano mój mąż znowu pojechał do lasu zainstalować sprzęt, a po dwóch godzinach pojechaliśmy w to miejsce wszyscy. C. nadzorował produkcję soku, a my z K. znalazłyśmy swój leśny plac zabaw i ćwiczyłyśmy zbieganie z górki. Jaki przeżyłyśmy szok, gdy zaledwie 5 metrów od nas przebiegły po szeleszczących liściach dwie dorodne sarny! Były tak szybkie, że o zrobieniu im zdjęcia mogłam tylko pomarzyć. Cudowne jest takie przebywanie na łonie natury. Pokazałam córce bazie i kwitnącą leszczynę (wiem już, gdzie przyjechać jesienią na orzechy) oraz pierwsze pąki na gałęziach.





Sok z brzozy bardzo mi smakuje. Jest delikatny w smaku i lekko słodkawy. Wyraźnie czuć posmak drzewa.
Mojej córce też, na szczęście, przypadł on do smaku. Wzmacniamy się więc całą rodziną, bo oskoła ma właśnie właściwości wzmacniające, oczyszczające i detoksyzujące. Poza tym ponoć świetnie podnosi odporność i dodaje wigoru. I ja to czuję! Z każdą wypijaną szklanką czuję nowy przypływ energii. Nie, wcale nie koloryzuję, jakby ktoś pytał. Oskoła to magiczny napój. Szkoda tylko, że sezonowy, bo mogłabym pić go na okrągło. Owszem, można go kupić w sklepach, ale to z pewnością nie to samo.

Idąc za myślą, że trzeba korzystać z dobrodziejstw natury pojechaliśmy dziś po południu jeszcze raz do lasu. Znowu śmignęły nam przed oczami sarny! Sok skapywał z drzew leniwie, a my mogliśmy w tym czasie spacerować, robić zdjęcia, chodzić po drzewach, szukać pierwszych oznak wiosny. I pić sok na miejscu. A i na wynos zebrało się jakieś 3 litry.













Jutro niedziela. Jak pogoda dopisze, pewnie pojedziemy do lasu wznosić kolejne toasty. Do dna.

5 komentarzy:

  1. mieliśmy taki ze sklepu, mi nie bardzo posmakował,za to Żukowi do tego stopnia że piła go litrami. Jestem ciekawa smaku tego prawdziwego, naturalnego....Kurcze mam brzozę na podwórku!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakie dłuuugie włosy! :) Fajnie Was wszystkich widzieć - po zimie świetnie się prezentujecie :)
    Co do soku z brzozy, muszę spróbować, choć pewnie kupię "gotowca" ;)
    Pozdrowionka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za komplementy, Ilonko:)

      Usuń
  3. Piękne zdjęcia. Piękna Rodzinka. :*

    OdpowiedzUsuń