wtorek, 17 marca 2015

Jak upiec dwie pieczenie na jednym ogniu?


 

 

Multizadaniowość już dawno przestała mnie bawić. Czasami jest jednak silniejsza ode mnie. Wbrew pozorom, łapiąc kilka srok za ogon, wcale nie przyśpieszamy biegu wydarzeń. Zdarzają się jednak wyjątki od tej reguły. Wtedy śmiało możemy piec dwie pieczenie na jednym ogniu. Bez obawy przed poparzeniem.



Są sytuacje, kiedy wykonywanie kilku czynności jednocześnie jest wręcz wskazana. Oto, co się sprawdza u mnie:

1. Rozmowy telefoniczne.
Ja tam lubię sobie pogadać, jestem chyba typem gaduły. Na pewno nie należę do osób, które wolą załatwiać sprawy mailowo czy poprzez sms. Ale czasami zwyczajnie szkoda mi czasu na czcze pogaduszki. Dzwonię więc przy okazji wykonywania innych czynności, np.kiedy mam do pokonania jakiś dłuższy odcinek drogi na piechotę. Nim się obejrzę, jestem już na miejscu, a zaległą rozmowę mam już z głowy. Niemalże codziennie zdzwaniam się z moją mamą. Najczęściej aranżuję takie rozmowy na czas sprzątania lub/i gotowania. Wtedy ustawiam połączenie na tryb głośnomówiący i wymieniając się z mamą newsami dnia ścieram kurz, czyszczę, myję, szoruję, układam, przekładam, porządkuję, wstawiam pranie, rozwieszam pranie, kroję warzywa, mieszam w garnku...Miły dialog się toczy, a robota nie wiadomo kiedy, robi się sama. Co jeszcze można robić podczas nawijki przez telefon? Wyszywać, robić na drutach, naprawiać odzież, robić manicure i pedicure, robić makijaż lub demakijaż i całe mnóstwo innych rzeczy, ograniczeniem jest tu tylko nasza wyobraźnia. Kiedy dzwoni do mnie telefon, odruchowo biorę się za jakąś robotę. Nie potrafię siedzieć na kanapie i po prostu rozmawiać. Muszę działać.



2. Gotowanie.
Kuchnia zdecydowanie nie jest moim królestwem. Gotuję, by żyć. Czas gotowania umilam sobie albo rozmowami przez komórkę, o których pisałam w punkcie 1, albo oglądając ulubione kanały na You Tubie. Stawiam sobie laptop na kuchennym blacie, puszczam jakieś inspirujące filmiki i obieranie ziemniaków, siekanie cebuli czy przyprawianie zupy od razu staje się łatwiejsze.




3.Oglądanie telewizji.
Można przy tym robić też mnóstwo rzeczy, np. ćwiczyć (swego czasu umilałam sobie ćwiczenia na stepperze oglądaniem tv), robić na drutach, wyszywać, prasować (jak ktoś lubi), składać pranie, sprzątać.




4. Poranne ssanie oleju.
Zajmuje mi to 20 minut. W tym czasie mogę wziąć prysznic, zrobić make-up, uczesać się, ubrać się, przygotować jedzenie do pracy. Ja się ogarniam, a olej ssie się sam. I oczyszcza mnie z toksyn. Więcej na ten temat można poczytać TU.




5. Czytanie.
Najlepiej nim wypełnić cenny czas spędzany w autobusie. Już dawno przestałam jeździć bezproduktywnie komunikacją miejską. Gapienie się w okno to straszna nuda, tym bardziej, że krajobrazy są mi dobrze znane. Dlatego staram się mieć w torebce ciekawą lekturę, a jak jej nie mam, czytam najnowsze wpisy na moich ulubionych blogach. Czasami wręcz się irytuję. Jak to? Już? Wysiadka?



6. Mycie zębów.
Należę do tych, co to nie ustoją spokojnie przed umywalką przez 3 minuty. Chodzę więc po mieszkaniu i ogarniam przestrzeń. Najczęściej odkładam w tym czasie różne przedmioty na swoje miejsce, rozładowuję zmywarkę, przecieram blaty w kuchni.





7. Chodzenie/bieganie/ marszobieg.
Praktykowałam swego czasu słuchanie lekcji angielskiego podczas zamierzonego joggingu lub podczas zwykłego marszu z punktu A do punktu B. Sprawdziło się to u mnie jednak tylko w porze jesienno-zimowej, ponieważ tylko wtedy noszę czapkę, dzięki której słuchawki tkwiły we właściwym miejscu i nie wypadały. Bez czapki niestety połączenie tych dwóch aktywności u mnie nie jest możliwe, bo wypadające co krok słuchawki są megawkurzające.



A może macie jakieś lepsze patenty, by połączyć przyjemne z pożytecznym?

2 komentarze:

  1. Mam taki sam stepper ;) Ja chyba generalnie wolę skupić się na jednym zadaniu, inaczej czuję chaos ... Oczywiście szybkie tempo zmusza to robieniu kilku rzeczy na raz, ale np. lubię czytać w ciszy :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No widzisz? To wskakujemy na steppery! Tylko,że ja swój pożyczyłam mamie:(
    Też lubię ciszę, ale w dzisiejszych czasach to niestety towar deficytowy:(

    OdpowiedzUsuń