niedziela, 8 lutego 2015

Olej jest dobry na wszystko



Poranne i wieczorne przyzwyczajenia mówią o nas bardzo wiele. To, w jaki sposób rozpoczynamy i kończymy dzień ma fundamentalny wpływ na nasze zdrowie. Ja też mam swoje rytuały. I nie jest to kawa plus papieros, ani szklaneczka whisky przed snem:)


Postawiłam na olej. Złocistą ciecz, która ponoć jest prawdziwym dobrodziejstwem dla naszych organizmów.
Pisałam już kiedyś o olejowaniu włosów i paznokci (KLIK). Nadal lubię zastosować sobie od czasu do czasu olejową kurację przed umyciem włosów czy położyć na paznokcie odżywkę na bazie oleju.
Do pielęgnacji twarzy używam ostatnio organicznego olejku arganowego, poleconego mi przez moją kosmetyczną guru, autorkę bloga BABKA SOBIE ŻYŁA. Olejek zamówiłam sobie TU. Przechowuję go w lodówce i stosuję po wieczornym demakijażu. Kremy na noc na razie idą w odstawkę. Tyle o zewnętrznym zastosowaniu oleju.



Teraz kilka słów o wewnętrznym wzmacnianiu organizmu za pomocą oleju.
Zaopatrzyłam się niedawno w solidną butelkę oleju lnianego budwigowego, który zawiera rekordową ilość kwasów Omega-3. To ponoć hit żywieniowy.  Wzmacnia odporność, wpływa korzystnie na układ sercowo-naczyniowy, nerwowy i trawienny. Łykamy więc go sobie rano całą rodziną dla zdrowotności.
Do sałat nie szczędzę oleju rzepakowego (najlepszy jest nierafinowany, tłoczony na zimno) czy oliwy z oliwek extra virgin.





Jest również sposób używania oleju, o którym wiedziałam już dawno, ale dopiero teraz zdecydowałam się go przetestować. Moja najnowsza ekscytacja to ssanie oleju. Rano, na czczo lub przed spaniem, minimum 3 godziny po ostatnim posiłku. Zaczęłam od oleju kokosowego, ze względu na jego delikatny smak i przyjemny zapach, obecnie przerzuciłam się na olej słonecznikowy. Moje pierwsze ssanie trwało 16 minut, więc uważam, że poszło mi całkiem nieźle. Żałuję, że wcześniej nie zaczęłam eksperymentować w tym temacie. To naprawdę nic skomplikowanego. O właściwościach tego zabiegu nie będę się rozpisywać. Wystarczy, że podkreślę jego wpływ na oczyszczanie organizmu z toksyn, wybielanie zębów i lepsze samopoczucie. Poszperałam w Internecie i utwierdziłam się w przekonaniu, że ssanie oleju jest tak naprawdę dobre na wszystko! Teraz moim porannym rytuałem, zaraz po wstaniu z łóżka, jest udanie się do kuchni po łyk oleju, który zasysam w przedniej części jamy ustnej przez 20 minut, wykonując jednocześnie inne czynności, takie jak makijaż, ubieranie się, szykowanie jedzenia do pracy. W początkowej fazie ssania oleju normalne jest ogólne osłabienie. To znak, że organizm się oczyszcza i pozbywa toksyn. Potem jest już tylko lepiej.
Mam nadzieję, że olejowe zabiegi wejdą mi w krew.




5 komentarzy:

  1. Nigdy nie słyszałam o ssaniu oleju. Kurczę, ale na samą myśl robi mi się niedobrze, chyba nie dałabym rady :(
    Ja również swojej oleje do twarzy trzymam w lodówce :) Cieszę się, że jesteś zadowolona :)
    Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na pewno byś sobie poradziła. Ja też tak myślałam, dopóki nie spróbowałam. Teraz to chyba już jakieś uzależnienie. Spróbuj, co Ci szkodzi...Najwyżej nie załapiesz bakcyla:)

    OdpowiedzUsuń
  3. słyszałam właśnie że olej lniany jest bardzo zdrowy. Dobrze, że piszesz o wzmacnianiu organizmu, w końcu to jest ważniejsze od wyglądu zewnętrznego :) z zaciekawieniem przeczytałam i z pewnością sprawię sobie olej lniany. Jednak ssanie oleju od razu muszę odpuścić... już na samą myśl mam mdłości :P. Podziwiam, że Tobie to wychodzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj:)
      To naprawdę, nic takiego, żaden wyczyn. Nawet udało mi się namówić do tego moja babcię. Na razie wytrzymuje tylko 5 minut:)

      Usuń
  4. Słyszałam o oleju kokosowym - że jest rewelacja. Właśnie o picia, etc..

    OdpowiedzUsuń